Największy koncern lotniczy na świecie przeżywa trudne chwile, od kiedy po katastrofach w Indonezji i Etiopii na całym świecie uziemiono jego nowe samoloty – modele 737 MAX 8 oraz 737 MAX 9. Przyczyną tragedii było wadliwe oprogramowanie: bezradni piloci nie byli w stanie zmienić decyzji komputera pokładowego i przejąć kontroli nad maszyną, nawet gdy ta znajdowała się w niebezpiecznym położeniu.

Zdaniem ekspertów miną długie miesiące, zanim wprowadzane w oprogramowaniu poprawki uczynią boeingi 737 MAX w pełni bezpiecznymi dla pasażerów. Prezydent Donald Trump, określający się mianem „Tariff Man” („Człowieka Ceł”), nie zamierza zostawić bez pomocy flagowego koncernu lotniczego USA. Szef amerykańskiej administracji nie odczuwa żadnych skrupułów, kiedy zabiera się do walki z prawdziwymi lub urojonymi wrogami narodowej gospodarki. Przekonała się o tym na początku czerwca Komisja Europejska, gdy otrzymała z Waszyngtonu wiadomość, że latem Stany Zjednoczone obłożą miliardowymi cłami towary importowane z krajów UE. Ma to być kara za wieloletnie subsydiowanie europejskiej grupy Airbus. Biały Dom odrzucił propozycje negocjacji i zamierza zadać unijnemu przemysłowi lotniczemu bolesny cios. „UE przez lata wykorzystywała USA w relacjach handlowych. To się wkrótce skończy!” – oznajmił prezydent Trump. Nie da się ukryć, że Airbus od momentu powstania zawsze mógł liczyć na różnego rodzaju dotacje od rządów Niemiec czy Francji, a także przychylność ze strony Komisji Europejskiej. Z tego powodu pozew, jaki Stany Zjednoczone wniosły już do Światowej Organizacji Handlu (WTO), ma duże szanse na sukces. Zgodnie z obowiązującymi przepisami WTO musi zaakceptować amerykańskie cła odwetowe. Unia odpowiada, że przecież rząd USA od lat przekazuje różne formy pomocy publicznej Boeingowi, często łamiąc przy tym reguły handlu międzynarodowego. Jednak zanim Bruksela wniesie swój pozew do WTO i zostanie on rozpatrzony, amerykańskie cła przez wiele miesięcy będą dusiły konkurenta z Europy. Obecny wynik meczu to jeden do zera dla Trumpa. Ale starcia w dziedzinie lotnictwa trwają już sto lat i choć zwykle Ameryka zyskuje w nich przewagę na początku, to w końcówce nierzadko padał wynik remisowy.

>>> Czytaj też: CPK: Lotnisko niezgody, którego chcieli wszyscy. Czy da się je odpolitycznić?

Biznes z państwem się opłaca

Prekursorami idei niezbędności pomocy publicznej dla producentów samolotów byli sami bracia Wright. Niedługo po tym, jak pilotowany przez Orville’a Wrighta Flyer 1 17 grudnia 1903 r. pokonał w powietrzu odcinek 279 m, rodzeństwo uznało, że jego kluczowym klientem powinien zostać rząd USA. Swoje prototypy maszyny latającej bracia doskonalili przez półtora roku, aż w końcu model Flyer 3 był w stanie bez problemu przelecieć odległość ok. 32 km. Następnie Orville i Wilbur utajnili cały projekt. „Jakkolwiek brzmi to niewiarygodnie, w okresie od października 1905 r. do maja 1908 r. bracia postanowili nie przeprowadzać żadnych lotów w obawie, że ktoś mógłby je podejrzeć i ukraść ich rozwiązania” – opisuje Walter J. Boyne w książce „Skrzydła wojny”.

Cały artykuł przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP