Banki coraz bardziej zaczynają traktować fintechy jako pozytywny bodziec, inspirujący do rozwoju i innowacji. W Polsce szczególnie dotyczy to banków zaawansowanych technologicznie, które nie mają obciążeń wynikających z przestarzałych systemów IT. Odnosi się to głównie do mBanku, Idea Banku i Aliora. Przykłady tych banków znajdują się często w raportach firm międzynarodowych dotyczących postępów digitalizacji w sektorze finansowym.

Przedstawiciele fintechów wskazują jednak raczej na niską dynamikę innowacji w polskich bankach – dowodem ma być fakt, że żadna z polskich instytucji nie zaangażowała się do tej pory w projekty związane z technologią blockchain, tak jak to ma miejsce na innych rynkach.

Współpracę polskich banków z rodzimym środowiskiem startup-ów można określić jako miękką – stosunkowo nieliczne projekty i akceleratory wzrostu, bez zaangażowania kapitałowego.

Kilka dni temu, na Fintech Digital Congress w Warszawie, Sylwester Janik z funduszu MCI Techventures ujawnił, że żaden z polskich banków nie powołał funduszu inwestującego w fintechy. Takie doświadczenia mają zagranicą m.in. Santander, Commerzbank, Citibank czy BBVA. Powstają jednak pozabankowe platformy współpracy międzysektorowej jak chociażby D-Raft. Reprezentująca D-Raft Dorota Zimnoch jest przekonana, że relacje między bankami i fintechami nie są grą o sumie zerowej i dwie strony mogą na tym zyskać. W Polsce głównie dlatego, że firmy technologiczne w mniejszym stopniu wgryzają się w bankowy tort obsługując klientów, którzy są dla graczy bankowych mało lub w ogóle niedochodowi.

Luka technologiczna i regulacyjna między bankami i fintechami jest w Polsce znacznie mniejsza niż na Zachodzie, a więc trudniej o przełomowe rozwiązania np. w mobilnych płatnościach czy dostępie do rachunku. Istniejące luki zostały w pewnej mierze przez start-upy wykorzystane w obszarze wymiany walut, transferów pieniężnych i niskokwotowych pożyczek.

Długookresowe zagrożenie dla banków ze strony fintechów może wynikać z trzech źródeł:

presji na bankowe marże wzmocnionej dodatkowo środowiskiem niskich stóp procentowych;
utraty udziału w rynku;
w konsekwencji – utraty klientów.

Same jednak firmy technologiczne oferujące rozwiązania w obszarze finansów mogą stanąć w obliczu różnych wyzwań. Do pierwszorzędnych raczej nie należy dostęp do kapitału – warto jednak zaakcentować brak preferencji i ułatwień dla inwestorów angażujących się na wstępnym etapie rozwoju start-upów.

Istotne wyzwania wynikać mogą z samego wzrostu tych firm i kompleksowości zarządzania biznesem. Problemem są koszty finansowania fintechów – wyższe niż dla banków. Wynika to chociażby z oczekiwania inwestorów dotyczące stóp zwrotu – nawet 20-25 proc.

Większe firmy technologiczne zostaną też zauważone przez regulatorów, a to pogorszy swobodę działania i podniesie koszty. Zdaniem Doroty Zimnoch ciekawe rozwiązanie wdrożył FINMA, szwajcarski nadzór finansowy – działalność fintechu nie podlega kontroli nadzoru do momentu zaangażowania 20 udziałowców publicznych na kwotę inwestycji łącznie nie przekraczają 1 mln franków szwajcarskich.

Być może takie podejście byłoby adekwatne dla Polski. Niestety, nasze organy nadzorcze pozostają w tyle za rozwiązaniami wielu krajów, które wspomagają sektor fintech. Dlatego polskie firmy występują o ochronę regulacyjną gdzie indziej. Firma Billon, na przykład, oferująca globalne transfery pieniężne w oparciu o technologie blockchain została właśnie zakwalifikowana do ostatniej rundy brytyjskiego sandbox (projekt Innovate) przez tamtejszy nadzór – FCA.

Najbliższym sprawdzianem dla relacji banków i fintechów będzie wdrożenie unijnej dyrektywy PSD2, która otwiera dostęp do bankowych danych i kont dla innych firm finansowych. Z pewnością będzie to wymagało współpracy, branża martwi się jednak, że nie wiadomo na jakim poziomie dostęp będzie bezpłatny. Unijna dyrektywa płatnicza w dłuższym okresie może przyśpieszyć proces reorganizacji usług finansowych (platformification), w stronę korzystania cyfrowych aplikacji, w ramach których klient korzystał będzie z usług różnych oferentów bankowych i pozabankowych.

Doprowadzi to do rozwiązań typu: bank as a service (BaaS), gdzie w skrajnym przypadku instytucja bankowa jest jedynie dostawcą finansowania i klientów dla niebankowych firm technologicznych. Być może banki mogłyby być twórcami lub zarządcami takich platform, chociażby z uwagi na zaufanie, jakim cieszą się ich marki.

Zdolność innowacyjna banków pozostaje jednak nikła. Marcin Hejka, wiceprezes Intel Capital, podkreśla, że 90 proc. innowacji powstaje w start-upach i to znacznie szybciej niż w sektorze bankowym. Co więcej, są one szybkie i bardziej elastyczne w działaniu, nawet w skali międzynarodowej.

Przykładem może być niemiecki Kreditech finansujący również polskich konsumentów, który w cztery lata rozwinął działalność w kilkunastu krajach i regionach – od Kamczatki po Meksyk. Według Michała Panowicza, dyrektora ds. rozwoju produktu i IT w tej firmie, niemożliwa jest globalizacja fintechów w oparciu o krajowe zasoby – firma musi być nastawiona na różnorodność kulturową zespołu zarządzającego, który zna poszczególne rynki.

A Polska ma niestety w tym zakresie skromne doświadczenia, także jeśli chodzi o umiejętność przyciąga zagranicznych talentów. Zdaniem Panowicza model operacyjny od samego początku powinien zakładać umiędzynarodowienie firmy, dlatego najlepiej zacząć jednocześnie na dwóch rynkach, poznając chociażby różne regulacje i typy klientów.

Dlatego polski start-up pożyczkowy Creamfinance IT ma w Austrii, operacje, analitykę, ryzyko i finansowanie w Polsce, a sprzedażą i marketingiem zajmują się lokalnie pracownicy na rynkach, na których firma działa.

Ciekawe doświadczenia z działalności strat-upów technologicznych przedstawiły współzałożycielki działającego na rynku brytyjskim Azimo Marta Krupińska i Monika Kania z Xchanger’a. Obie firmy powstały w dużej mierze dzięki imigracyjnym doświadczeniom i funkcjonowaniu w multikulturowym środowisku. Azimo transferuje środki dla emigrantów z 24 rynków w 194 destynacje, niestety ciągle nie z Polski, bo wymaga to dostępu do kont bankowych klientów. Xchanger wymienia waluty.

Obie panelistki zgodnie uznały, że nie należy mówić o fintechach z narodowej perspektywy. Fintech to z natury rzeczy biznes międzynarodowy, o pochodzenie nikt nie pyta. Trzeba natomiast myśleć jak pozycjonować się w międzynarodowym łańcuchu wartości – polskie fintechy mogłyby być poddostawcami rozwiązań dla filii międzynarodowych grup finansowych działających na naszym rynku (np. Citigroup) – to wskazówka od Jacka Levernesa z ABSL.

Polska dysponuje bogatymi zasobami talentów informatycznych, którzy kreują ciekawe rozwiązania i innowacje, jednak ekosystem w jakim im przyszło działać jest mało wspierający – z takim wnioskiem zgadzają się praktycznie wszyscy przedstawiciele fintechów, którzy na warszawskim kongresie mieli okazję zabrać głos.

– W Polsce na nowe technologiczne biznesy ciągle spogląda się z ograniczonym zaufaniem, czego symbolem jest wszechobecny wymóg posiadania i zdobywania pieczątek na licznych dokumentach związanych z prowadzeniem firmy. Pieczątka i cyfrowy fintech to byty trudne do pogodzenia – podsumował Christoph Rieche, prezes Iwoca, firmy wspierającej finansowanie sektora małych i średnich firm.

Debata na temat relacje firm technologicznych z bankami i uwarunkowania pracy i rozwoju dla polskich fintechów miała miejsce w czasie Fintech Digital Congress w listopadzie w Warszawie. Wzięli w nim udział reprezentanci fintechów, banków, firm konsultingowych i venture capital, a także przedstawiciele rządu.

Autor: Mirosław Ciesielski - Wykładowca akademicki; specjalizuje się w rynkach finansowych