Zacznijmy od przysłowiowego pieca. Rynek węgla energetycznego podzielony jest na trzy segmenty – największa część czyli ok. 54 proc. to miały energetyczne. Trafiają największych elektrowni i elektrociepłowni na podstawie umów długoterminowych. Tam węgiel jest najtańszy. 7 proc. idzie do ciepłownictwa, 2 proc. do wielkich fabryk.

Dla nich węgiel jest trochę droższy.

Pozostałe 18 proc. to tzw. sortymenty grube i średnie. To najdroższy surowiec, którym ludzie palą w piecach, a instytucje publiczne, takie jak szkoły i szpitale – w swoich kotłowniach.

Od ponad roku Towarowa Giełda Energii oraz Agencja Rozwoju Przemysłu w Katowicach udostępniają indeksy cen węgla, opracowane na podstawie cenników spółek węglowych. Indeksy są dalekie od doskonałości, nie do końca odzwierciedlają ceny prawdziwych transakcji, podawane są z dużym opóźnieniem. Ale jakimś narzędziem są.
Od początku istnienia indeksów ceny węgla dla energetyki były zawsze niższe od cen dla ciepłowni. Niekiedy tylko się zbliżały. To normalne, bo w końcu energetyka jest znacznie większym kupcem, może więc wynegocjować dużo lepsze ceny.Aż nagle od wiosny 2016 r. zaczęło się coś dziwnego. Indeksy pozamieniały się miejscami.
Skąd się to wzięło? Rozmawialiśmy z kilkunastoma uczestnikami rynku, z producentami węgla, z traderami, z osobami zajmującymi się zakupami węgla w energetyce. Po zebraniu do tego do kupy układa się taka oto wersja wydarzeń.

Ceny węgla dla ciepłowni i elektrowni

Ceny węgla dla ciepłowni i elektrowni

źródło: Materiały Prasowe

Wiosną i latem ciepłownie jak zwykle ogłaszały przetargi na węgiel. Ten rynek jest opanowany przez małe firmy handlujące węglem. Przez ostatnie lata sprowadzały bardzo dobry jakościowo węgiel z zagranicy (przeważnie rosyjski) o wartości opałowej 25 GJ i zawartości siarki ok. 0,6 proc. Mieszały go z tanimi polskimi klasami (15-18 GJ) . Po takiej takim miksie węgiel miał standardową w Polsce wartość 21-22 GJ na tonę. W środowisku na firmy funkcjonujące w ten sposób mówiło się „mieszacze”.

Kiedy więc „mieszacze” startowali wiosną i latem w przetargach na węgiel, licytowali bardzo niskie ceny, bo węgiel z importu był wówczas bardzo tani. Cena na ARA to było 40-50 dol. Część spośród „mieszaczy” mogła stosować krótką sprzedaż czyli oferować w przetargach węgiel, którego fizycznie jeszcze nie mieli zakontraktowanego, licząc, że ceny jeszcze spadną. Stąd wzięła się we wrześniu rekordowo niska wartość indeksu węgla dla ciepłowni.
Od września światowe ceny zaczęły rosnąć. Dziś cena rosyjskiego węgla na granicy to ok. 75 dol. za tonę. Spory odsetek „mieszaczy” został na lodzie. Niektórzy zawierali nawet kontrakty na dwa lata. Oprócz ceny węgla dobija ich taniejący złoty. Dziś importerzy mają wybór – albo wywiązać się z kontraktów i ponieść stratę, albo zerwać umowy z ciepłowniami i przemysłem.

Firma Polbrand, jeden z największych importerów węgla, co roku sprowadzający 500 tys. ton węgla, czyli ok. 7 proc. importu, jest bliski bankructwa. Wystąpił o układ z wierzycielami. O kłopotach Polbrandu jest głośno w sieci, bo obligacje tej firmy były notowane na Giełdzie Papierów Wartościowych.

Część spośród mieszaczy rozpaczliwie poszukuje węgla jak najwyższej jakości w kraju, żeby móc wywiązać się z kontraktów. Ale miałów dobrej jakości tj. 22 GJ i więcej w kraju nie ma. Co się stało?

Oficjalnie na zwałach przy kopalniach jest 3 mln ton. Ok. 1 mln ton ze zwałów przy kopalniach jest zastawiona na rzecz banków i nie może być sprzedana. Ale większość z tego to surowiec, który się do niczego nie nadaje. Ma parametry 15, góra 18 GJ/t. Taki węgiel się nie pali i nikt go nie chce.Nota bene polski węgiel energetyczny w ogóle jest niestety gorszy od standardów przyjętych na świecie czyli 25 GJ i 0,6 proc. siarki.

„Węgiel importowany ma kaloryczność 25 GJ (taka wartość dominuje w kontraktach międzynarodowych) węgiel krajowy 22 GJ (wartość zbliżona do jakości węgla zużywanego w krajowej energetyce). W związku z tym aby nabyć równoważną ilość energii chemicznej w paliwie, użytkownik musi nabyć odpowiednio więcej węgla krajowego np. zamiast 100 tys. ton węgla z importu ponad 113,6 tys. ton węgla krajowego” – czytamy w artykule dr hab. Urszuli Lorentz z Instytutu Gospodarki Surowcami Mineralnymi i Energią Polskiej Akademii Nauk w Krakowie.

Drugi powód jest taki, że energetyka bierze teraz maksymalne wolumeny węgla zapisane w kontraktach. W tym roku ceny wciąż są niskie, a w drugiej połowie przyszłego roku wzrosną, bo z kilkumiesięcznym opóźnieniem da o sobie znać podwyżka cen węgla na światowych giełdach. Wtedy pewnie elektrownie zmniejszą odbiór.
W Katowickim Holdingu Węglowym średnia kaloryczność węgla to 22-23 GJ. Ale KHW zakontraktował się już wcześniej w całości, żeby ratować płynność.

W sumie wg naszych informacji wydobycie węgla energetycznego dorównującego parametrami światowym standardom sięga zaledwie 4-5 mln ton.

W PGG najlepszy jakościowo węgiel mają kopalnie „Jankowice” i „Marcel”. Ta pierwsza miała problemy techniczne i dopiero niedawno zaczęła pracować pełną parą. To kolejny powód dla którego dobrego węgla brakuje.
Najwydajniejsze kopalnie w kraju – LW „Bogdanka” i PG Silesia – węgla nie mają, zapasy tam sięgają ledwie kilkudziesięciu tysięcy ton.

Wyciskanie mieszaczy z rynku

PGG próbuje wejść w intratny segment sprzedaży węgla dla ciepłowni i przemysłu, wyciskając „mieszaczy”. Jeden z handlowców kupujących miały energetyczne dostał kilka dni temu od PGG nowe oferty na przyszły rok. Cena miałów- 10,96 zł za GJ. To grubo powyżej dzisiejszych cen, które wynoszą ok. 8,5 zł za GJ. Handlowiec, od 23 lat działający w tej branży propozycję uważa za, delikatnie mówiąc, oderwaną od rzeczywistości, bo ciepłownikom i przemysłowcom ani się śni płacić takie ceny.

Stąd pytanie, które zadają sobie dziś niemal wszyscy uczestnicy rynku – czy "największa firma górnicza w Europie" celowo wstrzymuje sprzedaż aby wywindować ceny węgla czy też surowca rzeczywiście brakuje.

Trzeba wziąć pod uwagę, że całe górnictwo mocno ścięło w zeszłym roku inwestycje. W KHW z 870 mln w 2014 r. zostało 639 mln, PGG nie pochwaliło się w sprawozdaniu za 2015 r. o ile zmniejszyło wydatki inwestycyjne, ale zapewne spadek był podobny. To wszystko oczywiście odbija się na produkcji. Ale czy aż tak? Czy może chodzi wywołanie na rynku wrażenia, że węgla nie ma to, tak aby wyeliminować pośredników, którzy nie będą w stanie wywiązać się z umów? Przecież ustawa o ochronie konkurencji zakazuje celowego ograniczania zbytu ze szkodą dla kontrahentów lub konsumentów.

Oczywiście z punktu widzenia PGG strategia wyeliminowania drobnych konkurentów z rynku miałów jest słuszna. Pytanie tylko czy mocno nieruchawy gigant jest w stanie ich zastąpić. Pośrednicy są elastyczni, dostarczają węgiel zarówno koleją, jak i ciężarówkami, dopasowują się do potrzeb klienta, np. potrafią dostarczać po kilkadziesiąt ton miesięcznie zamiast dowieść od razu całość. PGG musiałaby dokonać sporego wysiłku organizacyjnego, w dodatku w warunkach permanentnej restrukturyzacji i niekończących się sporów ze związkowcami.

Zdaniem naszych rozmówców sytuacja na rynku prawdopodobnie uspokoi się na początku przyszłego roku. Ustali się jakaś cena równowagi, zapewne nie będzie to powyżej 10 zł za GJ, jakby chcieli górnicy, ale też więcej niż 8 zł, które płacono w połowie 2015 r.

Konkurencja niedobra dla węgla? O tym w dalszej części artykułu na portalu WysokieNapiecie.pl

Autor: Rafał Zasuń, WysokieNapiecie.pl