Zarzut ten przedstawiono formalnie podczas wtorkowego przesłuchania, na które podejrzany stawił się z obrońcą. Dotyczył on postawionego już wcześniej przez policję nieumyślnego naruszenia zasad bezpieczeństwa w ruchu lądowym, zagrożonego karą do 3 lat więzienia.

Z opisu rozbudowanego zarzutu wynikało, że kierowca fiata na dwukierunkowej jedni, wykonując manewr skrętu w lewo, nie zachował szczególnej ostrożności poprzez nienależytą obserwację jezdni z tyłu pojazdu i nie upewnił się co do możliwości bezpiecznego wykonania manewru. Nie sygnalizował także zamierzonego manewru włączeniem lewego kierunkowskazu i nie ustąpił pierwszeństwa pojazdu kierującemu pojazdem uprzywilejowanym, wykonującemu manewr omijania jego samochodu.

Ponadto wbrew przepisom wjeżdżając pomiędzy pojazdy poruszające się w kolumnie pojazdów uprzywilejowanych, doprowadził do zderzenia obu pojazdów, a następnie do uderzenia przez pojazd uprzywilejowany w drzewo. W ten sposób nieumyślnie spowodował wypadek drogowy, w którym premier i funkcjonariusz BOR odnieśli obrażenia ciała na okres dłuższy niż 7 dni.

Informacje o przebiegu przesłuchania oraz o kolejnych ustaleniach śledztwa prokuratura poda o we wtorek o godz. 14.

"Ustalenia, które dotychczas poczyniono w śledztwie, dały pełne podstawy do ustalenia, że status kolumny pojazdów uprzywilejowanych został zachowany w trakcie przejazdu, w związku z czym były pełne podstawy do sformułowania zarzutu" – powiedział prok. Krzywicki. Były to ustalenia na podstawie przesłuchania szeregu osób, które zeznawały o "emitowaniu sygnałów świetlnych, błyskowych i dźwiękowych" oraz nagraniach monitoringu, zabezpieczanych praktycznie na całej trasie przejazdu kolumny od momentu zjazdu z autostrady – podał Krzywicki.

Prok. Krzywicki przyznał, że w postępowaniu uzyskano też "sporadyczne" zeznania świadków, iż nie słyszeli oni sygnałów dźwiękowych kolumny. Dodał, że nie ma też zeznań osób, które naocznie widziałyby przebieg samego wypadku.

"W każdym śledztwie ustala się wszystkie istotne okoliczności zdarzenia, także w sprawach wypadków drogowych, w tym kwestie związane z ewentualnym przyczynieniem się innych osób. Śledztwo jest w fazie początkowej i nie można niczego w sposób stanowczy wykluczyć, obecnie prezentowane ustalenia wynikają z dotychczasowych ustaleń" – podkreślił prok. Krzywicki, pytany o możliwość ewentualnego przyczynienia się kierowców BOR do wypadku. Na pytanie o odczyt z "czarnych skrzynek" samochodów rządowych odpowiedział, że "jeszcze eksperci z Instytutu Ekspertyz Sądowych swoich prac badawczych nie zakończyli". "Dopiero po ich zakończeniu będzie można mówić o ustaleniach praktycznych, m.in. z jaką prędkością jechał samochód w kolumnie uprzywilejowanej i innych" - powiedział prokurator.

Podkreślił, że z dotychczasowych ustaleń wynika, że "bezpośrednim sprawcą wypadku (był) młodociany kierowca seicento". Zarazem zaznaczył, że śledztwo jest w fazie początkowej i "nie można w nim w sposób stanowczy niczego wykluczyć", a dowody nie są jeszcze kompletne. Dodał, nawiązując do pytań o odległość między samochodami w kolumnie rządowej i prezentowanych w mediach filmów, że jest ona obojętna dla śledztwa, jeżeli nie dotyczy miejsca wypadku. Wskazał także, że prokuratura nie zajmuje się "tajnymi regulacjami BOR-u", mającymi zapewnić maksymalne bezpieczeństwo osobie chronionej; badając sprawę, opiera się na prawie drogowym - podkreślił.

Do wypadku doszło w piątek w Oświęcimiu. Policja podała, że rządowa kolumna trzech samochodów, w której pojazd premier Beaty Szydło jechał w środku, wyprzedzała fiata seicento. Jego 21-letni kierowca przepuścił pierwszy samochód, a następnie zaczął skręcać w lewo i zderzył się z autem szefowej rządu, które uderzyło w drzewo. W wypadku ranni zostali też dwaj funkcjonariusze BOR - kierowca i szef ochrony premier.(PAP)