O tym, że węgla na rynku brakuje mówi się od kilku miesięcy. To efekt braku inwestycji przez ostatnie dwa lata, próbujące się ratować spółki górnicze cięły wydatki przede wszystkim na przygotowanie nowych złóż. W drugiej połowie 2016 r. koniunktura wróciła, światowe ceny węgla wzrosły z 45 dol. do ponad 60. Ale w górnictwie rzeczy dzieją się wolno, więc efekty obecnych inwestycji będą widoczne dopiero za kilka-kilkanaście miesięcy. PGG twierdzi, że nadrobi w drugim półroczu to czego nie udało się wydobyć w pierwszym.

Kopalnie przede wszystkim wywiązują się z kontraktów dla elektrowni. Ale do sezonu grzewczego muszą przygotować się ciepłownie. Tradycyjnie lato do okres organizowania przetargów i gromadzenia zapasów. Przez ostatnie dwa lata ciepłownie przyzwyczaiły się do niskich cen i ostrej konkurencji dostawców, dlatego teraz muszą przechodzić istny szok termiczny. Ceny przekraczają 300 zł za tonę, np. w wynik ostatniego przetargu w ciepłowni w Morągu to 324 zł. Elektrownie płacą ok. 240 zł za tonę.

PGG nie startuje w tych przetargach, wstrzymała też na razie dostawy miałów dla pośredników, którzy dotychczas obsługiwali ciepłownie. Ich model biznesowy polegał głównie na mieszaniu gorszego węgla polskiego z lepszym rosyjskim i oferowaniu wymieszanego węgla na rynku. Ciepłownie wymagają bowiem węgla o zawartości siarki między 0,6 a 0,8 proc. , taki węgiel w Polsce ma tylko dawny KHW, ale dotychczas sprzedawała go głównie elektrowniom. Poza tym polski surowiec ma niestety niską wartość opałową, przeważa 21 gigadżuli, importowany ma z reguły ok. 25. Ciepłownie wymagają najczęściej 23 GJ.

Od ok. roku węgiel importowany jest znacznie droższy od krajowego, średnie ceny surowca z Rosji na początku roku sięgały 313 zł na granicy.

Pośrednicy próbują więc nakłonić PGG aby sprzedawała im więcej węgla. Kilka dni temu wysłali pismo do zarządu spółki. „Na szczególną uwagę zasługuje obecna sytuacja bardzo niskiej podaży miałów przez kopalnie Polskiej Grupy Górniczej Sp. z o.o. Autoryzowani Sprzedawcy nie są w stanie zabezpieczyć zapotrzebowania lokalnych klientów, tj. indywidualnych gospodarstw domowych, niewielkich firm zużywających miały na własne potrzeby czy też gospodarstw rolnych, z którymi współpracują niejednokrotnie po kilka czy kilkanaście lat. Stąd, na wniosek wszystkich Autoryzowanych Sprzedawców Polskiej Grupy Górniczej Sp. z o.o., zwracamy się z prośbą o przywrócenie sprzedaży miałów w klasie 23 MJ/kg i przyznanie każdemu z nich choćby niewielkich ilości, które w imię odpowiedzialności społecznej jaką wspólnie z Polską Grupą Górniczą ponosimy, pozwolą zapewnić opał wskazanej wyżej grupie odbiorców na następny sezon grzewczy” – czytamy w liście.

Co na to PGG? Menedżerowie, z którymi rozmawialiśmy, tłumaczą, że tegoroczne kontrakty będą realizowane w miarę możliwości. Ale nie ukrywają, że na dłuższą metę chcą wyprzeć pośredników z rynku miałów węglowych. – Ciepłownie potrzebują węgla niskosiarkowego. Taki węgiel mają kopalnie „Wesoła” i „Staszic” z dawnego KHW i nie powinien on trafiać do elektrowni, ale do ciepłowni właśnie – tłumaczy nam menedżer z PGG. Elektrownie mają bowiem instalacje odsiarczania, a ciepłownie nie. Jak już pisaliśmy, PGG chciałaby też mieszać swój węgiel ze słabszych kopalń ( „Ziemowit” czy „Piast”) z lepszym węglem z KHW.

WysokieNapiecie.pl dowiedziało się, że PGG rozmawia z Izbą Gospodarczą Ciepłownictwo Polskie w sprawie zawarcia jakiegoś ramowego porozumienia, które zabezpieczałoby dostawy węgla dla sektora. Umowy byłyby jednak zawierane oddzielnie. PGG musiałaby też rozwiązać olbrzymie problemy logistyczne, dostarczając węgiel głównie ciężarówkami do kilkuset ciepłowni. Dziś robią to pośrednicy, którzy mają ciężarówki. PGG pracuje nad rozwiązaniem tego problemu, rozstrzygnęła przetarg na wybór firmy transportowej. Jest nad czym myśleć, ciepłownie zużywają co roku ok. 3 mln ton miałów.

Jeśli plany PGG się powiodą, to w przyszłym roku pośrednikom zostałby tylko rynek węgla grubego, przeznaczonego do spalania w domach.

PGG mogłaby w ten sposób zarobić dodatkowe kilkadziesiąt mln zł, ale jest też wiele pytań. Przede wszystkim spółka ma bardzo słabo rozpoznane złoża, więc nie wiadomo czy będzie w stanie dostarczać cały czas węgiel z niską siarką. To problem o którym piszemy od dwóch lat, ale nie nic się niestety nie zmienia. Kilka lat temu KHW wprowadził na rynek markę węgla dla odbiorców indywidualnych Cieszył się sporym wzięciem, ale spółka nie była w stanie dotrzymać obiecanych na workach parametrów. Zanim dokopała się znowu do lepszych złóż, musiała w importować surowiec z Rosji, co na Śląsku było tajemnicą poliszynela.

Kilka dni temu balon próbny wypuścił państwowy Węglokoks, który niegdyś zajmował się eksportem węgla. „Rz” i „DGP” napisały, że spółka rozważa import węgla z Rosji. Węglokoks stwierdził, że import owszem, wchodzi w grę, ale na pewno nie z Rosji, co tylko potwierdza tezę, że menedżerowie w państwowych spółkach bardziej dbają o to, czy ktoś się nie oburzy w ministerstwie niż o wyniki swoich spółek.

W gruncie rzeczy import węgla i mieszanie go z polskim wydaje się dla polskich spółek górniczych całkiem sensownym rozwiązaniem, ale firmy boją się tego powiedzieć. Najlepiej wygląda węgiel rosyjski, ale wydziela niebezpieczny smrodek polityczny. Kolumbijski jest prawie 100 zł na tonie droższy, poza tym jest zbyt kruchy i słabo miesza się z polskim. Amerykański ma siarkę na poziomie ok. 3 proc. indonezyjski jest wilgotny. Australijski ze względu na odległość jest zbyt drogi, a z kolei południowoafrykański nie nadaje się do polskich instalacji. Import z Czech niemal wygasł, bo nasi południowi sąsiedzi sami borykają się z brakiem węgla po bankructwie największego producenta OKD. Z pozostałych krajów kupujemy minimalne ilości.

Czy będziemy importować węgiel z Rosji?

O tym w dalszej części artykułu na portalu wysokienapiecie.pl

>>> Polecamy: Cena ropy zależy od USA. OPEC już nie rozdaje kart na rynku