Eksperci spodziewali się nieco niższego wzrostu w związku z działaniami Pekinu, który w obawie przed narastaniem baniek spekulacyjnych zaostrzył kryteria udzielania pożyczek przez banki na rynku nieruchomości. Mimo to inwestycje na tym rynku wzrosły, i to sporo, bo o 8,5 proc. Chińska Akademia Nauk Społecznych prognozuje utrzymanie wzrostowej tendencji w kolejnych miesiącach.

Gospodarka Państwa Środka obecny rozwój zawdzięcza głównie konsumpcji, inwestycjom i produkcji przemysłowej, która w połowie roku wzrosła rok do roku o 7,6 proc. (oczekiwano wzrostu na poziomie 6,5 proc.). Dobry wynik odnotowała sprzedaż detaliczna, która w drugim kwartale tego roku urosła do 10,8 proc. w porównaniu z czerwcem 2016 roku.

Pojawiły się od razu hurraoptymistyczne opinie, że gospodarka Chin po latach słabszego wzrostu znalazła się na początku nowego cyklu ekspansji. Nie brakuje jednak pytań o to, czy już rzeczywiście pora, aby mówić o trwałym trendzie. W każdym razie określenie „nowy cykl” zostało podchwycone przez tamtejszą propagandę i większość mediów, ale nie wszystkie.

W debacie na ten temat komentatorzy liberalnego chińskiego magazynu gospodarczego Caixin sceptycznie odnoszą się do nowego cyklu. „Uwzględniając, że wzrost gospodarczy Chin zależy w dużym stopniu od inwestycji w projekty infrastrukturalne i w rynek nieruchomości, na mówienie o nowym cyklu gospodarczym jest za wcześnie” – czytamy.

Cel wzrostu PKB w Chinach na ten rok wynosi 6,5 proc. (byłby najniższy od 25 lat) lub więcej, jeśli będzie to możliwe – zapowiedział w marcu premier Li Keqiang, ogłaszając w dorocznym „Raporcie Pracy” polityczny i ekonomiczny program, którego nadrzędnym celem ma być utrzymanie stabilności. Teraz okazuje się, że 6,5 proc. może uda się przeskoczyć. Chiński GUS podał, że ostatnie dobre dane dają solidną podstawę, by roczny cel wzrostu był wyższy.

Pekin nazywa spowolniony od paru lat wzrost PKB „umiarkowanym” i „stabilnym”. Władze zredukowały nadwyżki mocy produkcyjnych w przemysłach: stalowym, węglowym, aluminiowym, cementowym i produkcji szkła – po spadku cen, który najbardziej uderzył w przedsiębiorstwa państwowe. Ich straty znacznie bowiem zwiększały ryzyko związane z kredytami bankowymi i niewypłacalnością firm kontrolowanych przez rząd, który zdecydował się na mocną interwencję.

Niższy wzrost w ostatnich latach Pekin uzasadniał ponadto światową dekoniunkturą i argumentował, że na obecnym etapie rozwoju ważniejsza od pompowania PKB jest restrukturyzacja gospodarki, głównie przemysłu, ograniczenie ryzyka finansowego (Standard & Poor’s obniżył niedawno rating kredytowy Chin z AA- do A+, argumentując to wzrostem zadłużenia, co rozsierdziło Pekin) i zrównoważony rozwój.

Powyższe cele oficjalnie nadal pozostają priorytetowe, choć m.in. wewnętrzni krytycy wytykają rządowi, że poszedł za daleko w reformach, a bez utrzymania wysokiego tempa wzrostu kraj wpadnie w tarapaty. Z drugiej jednak strony Pekin był pod presją bardziej liberalnych kręgów władzy, które uważają, że zmiany rynkowe wprowadzane są tylko deklaratywnie i bez konsekwencji, choć słowo „reforma” w partyjno-państwowych dokumentach pojawia się niemal w co drugim zdaniu. Utrzymanie wzrostu starano się zatem stymulować rosnącym zadłużeniem przez zwiększanie deficytu budżetowego, który na koniec zeszłego roku wyniósł 3,8 proc. PKB.

Władze konsekwentnie zapewniają, że twarde lądowanie chińskiej gospodarce nie grozi i drwią z ostrzeżeń na ten temat zachodnich analityków. Teraz otrzymały argument w postaci dobrych danych makro, które miałyby świadczyć o zahamowaniu spadkowego trendu i położyły kres kasandrycznym przepowiedniom. Nawet biorąc poprawkę na rzetelność oficjalnych chińskich statystyk, ożywienie tamtejszej gospodarki jest faktem. Pytanie tylko na jak długo. W tym wypadku również w samych Chinach zdania są nieco podzielone mimo oficjalnego optymizmu. 

Ekonomiści think tanków związanych z rządem, jak Centrum Badań nad Rozwojem czy Ośrodka Informacji Państwowej, zgadzają się, że spowolnienie wzrostu było wynikiem reform strukturalnych, i dodają, że popyt końcowy nie wszedł jeszcze w nowy cykl. Zauważają przy tym pozytywny wpływ ożywienia światowej gospodarki, co odczuli np. chińscy eksporterzy. Wśród tego grona analityków nie ma jednomyślności, czy stabilność tę uda się utrzymać w dłuższym okresie.

We wspomnianej debacie nad nowym cyklem Liu Shijin, wiceszef bliskiej rządowi Chińskiej Fundacji na rzecz Rozwoju, uważa, że tamtejsza gospodarka musi w większym stopniu otworzyć się na konkurencję – zwłaszcza w zmonopolizowanych gałęziach, jak branża energetyczna, przyspieszyć rozwój sektora usług i wdrażać nowe technologie, aby zoptymalizować alokację zasobów. Wielu tamtejszych ekspertów skłania się ku opinii, że faktyczne odbicie i ponowny wzrost inwestycji w moce produkcyjne nastąpi w 2019 roku, bo do tego czasu będzie trwała ich redukcja. Dopiero po jej zakończeniu – prognozują – w chińskiej gospodarce nastąpi trwały zwrot koniunkturalny, czyli nie wcześniej niż za dwa lata.

Cytowana przez Caixin Tao Wang, główna ekonomistka UBS, powiedziała, że nadmierna zdolność produkcyjna w chińskim sektorze przemysłowym musi zostać wyeliminowana całkowicie, a ostatnie ożywienie „było częściowo wsparte popytem, na który złożyły się wydatki na infrastrukturę oraz na rynku mieszkaniowym”. Jej zdaniem obecny trend się nie utrzyma i są już pierwsze oznaki nadchodzących spadków.

Podobnie wskazuje Shen Minggao, główny ekonomista w GF Securities, który też twierdzi, że dopiero całkowite wyeliminowanie nadmiaru mocy produkcyjnych oraz mniejsza odgórna kontrola rynku w celu poprawy efektywności „stworzą warunki stabilnego ożywienia gospodarczego w Chinach”.

Li Jiandge, kanclerz Guangdong Technion-Israel Institute of Technogy, ostrzega, że obecny „nadmierny optymizm co do perspektyw gospodarczych może spowolnić wysiłki rządu i firm na rzecz wsparcia restrukturyzacji i modernizacji chińskiego przemysłu”.

Oficjalny optymizm studzi również Li Xuniei, główny ekonomista Zhongtai Securities, który zauważa, że: „To nie jest (chodzi o ostatnie dobre dane makro – red.) punkt wyjścia dla nowego cyklu gospodarczego zaczynającego się od krótkiej, średniej lub długiej perspektywy” i dodaje, że wzrost gospodarczy w Chinach musi dopiero wyjść „z długiego okresu presji spadkowej”.

W światowych mediach zauważono jednak dobry start gospodarczy Chin w tym roku, a określenie „twarde lądowanie” zastąpiono słowem „miękkie”. Kierownictwo Chin niezmiernie to cieszy. Podczas trwającego 18 października XIX zjazdu KPCh lider partii i państwa Xi Jinping liczy na umocnienie swej i tak już potężnej władzy, co powinno mu ułatwić dalsze forsowanie rozpisanych na kolejne lata reform, które napotkały na silny opór części aparatu partyjnego i wyraźnie buksowały. Dobre wieści płynące z gospodarki umacniają i legitymizują chińskich liderów. Mogą też stanowić alibi dla dalszych trudnych zmian.

Decydujące jednak będzie drugie półrocze, tym bardziej, że na samym jego początku (w lipcu) pojawiły się – jak podał tamtejszy Narodowy Urząd Statystyczny – pewne oznaki spowolnienia w postaci niższej od zakładanej dynamiki w przemyśle, sprzedaży detalicznej i inwestycjach w majątek trwały. Trudno jednak przypuszczać, by na jesienny zjazd statystycy szykowali jakąś przykrą niespodziankę, a w chińskich mediach z pewnością będzie dominować przekaz o „nowym cyklu ekspansji” Chin.

Autor: Adam Kaliński