Liczby uzasadniają ostrożny optymizm. Nielegalna migracja znacząco spadła w stosunku do 2015 r., kiedy do Unii wjechało ponad 1 mln osób.

Ale dane dają też wskazówki co do okoliczności, w których migracja znacząco spada lub przybiera na sile. Doskonałym przykładem jest Libia. Kiedy w 2009 r. Rzym dogadał się z Trypolisem w sprawie ograniczania migracji, liczba osób starających się dostać do Włoch z terenu tego kraju znacząco spadła. Ale po obaleniu Muammara Kaddafiego w 2011 r. Libia pogrążyła się w chaosie, co pociągnęło za sobą wzrost liczby nielegalnych przekroczeń Morza Śródziemnego. Obecnego szefa resortu spraw wewnętrznych Włoch Marca Minnitiego oskarża się o to, że dogaduje się z libijskimi watażkami, ale minister wie, że innej drogi nie ma, dopóki sytuacja w Libii nie ustabilizuje się na trwałe.

Skuteczność strategii powstrzymywania migracji, zanim dotrze do Europy, potwierdzają również inne porozumienia, takie jak układ unijno-turecki zawarty w 2016 r. Ciekawym przykładem jest również zachodnioafrykański szlak przerzutowy, gdzie migrantów przerzucano prymitywnymi łodziami z Afryki na Wyspy Kanaryjskie. W 2006 r. w ten sposób do Hiszpanii trafiło 32 tys. osób. Zjawisko ustało po podpisaniu przez rząd w Madrycie umów z Senegalem czy Mauretanią obejmujących zapisy o repatriacji. W 2010 r. tą drogą do UE przedostało się zaledwie 200 osób.

>>> Czytaj też: Europa cierpi na schizofrenię. Migracja to nie problem, ale szansa

Migracyjna fala opada