Zmiany na liście leków refundowanych zawsze budzą emocje wśród pacjentów. Od dłuższego czasu głośno jest zwłaszcza o problemach chorych po przeszczepach, bo ceny stosowanych przez nich leków w ciągu ostatnich miesięcy znacząco wzrosły. Pacjenci organizowali protesty, sprawą zainteresował się m.in. rzecznik praw dziecka, odbyło się specjalne posiedzenie sejmowej komisji zdrowia, na którym przedstawiciele resortu przekonywali, że gdy ceny danych leków rosną, refundowane są ich zamienniki, równie skuteczne i bezpieczne. Część chorych jednak w te zapewnienia nie wierzy. Pojawiały się nawet informacje o rezygnacjach z przeszczepów spowodowanych wysokimi cenami leków. Najnowsza, marcowa lista przynosi kolejne zmiany cen, nie wszystkie korzystne dla chorych.

>>> Czytaj też: Rewolucja w zdrowiu? SMS zamiast tradycyjnej recepty

Zmiany z dnia na dzień

Krajowy konsultant w dziedzinie transplantologii, prof. Lech Cierpka, uważa, że zmiany na liście wprowadzane są zbyt gwałtownie. – Ja sugerowałem, żeby był jakiś okres przejściowy, np. pół roku, żeby był dostępny i lek oryginalny, i generyczny, aby można było płynnie przejść z tego droższego na tańszy odpowiednik. Tak się nie stało – mówi.

Jego zdaniem problemem jest to, że lekarze są przyzwyczajeni do leków oryginalnych immunosupresyjnych i nie wiedzą, jakie jest działanie leków generycznych. Ekspert podkreśla, że choć w obu preparatach jest ta sama substancja czynna, jej działanie może być nieco inne. – A w przypadku przeszczepu lekarz ma obawy, że może to zaważyć na jego jakości i może dojść do odrzucenia. Boi się zmienić lek, na taki, którego nie zna. To zrozumiałe – ocenia prof. Cierpka.

Potwierdzają to pacjenci. – Nie mamy nic przeciwko lekom generycznym, ale one powinny być stosowane u osób obecnie przeszczepianych – uważa Eugeniusz Rydel, wiceprezes Stowarzyszenia „Życie po przeszczepie”. Zwraca uwagę, że pacjenci bezpośrednio po przeszczepach są hospitalizowani, ich stan jest stale monitorowany także po wyjściu ze szpitala. Przekonuje, że gdyby od razu po przeszczepie pacjenci zaczynali od generyku, wiadomo by było, jak tolerują ten lek. W przypadku tych, którzy są już kilka lat po operacji, zmiany boi się i pacjent, i lekarz prowadzący. – Proszę sobie wyobrazić taką osobę jak ja, 12 lat po przeszczepie, biorę leki oryginalne od samego początku, one mi służą, mam dobre wyniki. I moja lekarka mówi wprost, że obawiałyby się mnie, pacjenta z takim stażem, przestawić teraz na generyk. To oznaczałoby konieczność częstszych wizyt i badań – dodaje Eugeniusz Rydel.

Podobnego zdania jest Iwona Nowik z ruchu pacjentów „My przed/po transplantacji”. – Oczywiście są ludzie, którzy wchodzą w zamienniki i jest wszystko dobrze. One substancje czynną mają tę samą, ale są tzw. komponenty, które mogą wpływać na bezpieczeństwo stosowania leku – wskazuje. Zwraca uwagę, że najbardziej generyków boją się rodzice dzieci po przeszczepach. – Sama nie wiem, czy odważyłabym się dać mojemu dziecku zamiennik, skoro brało lek oryginalny i dobrze funkcjonowało – przyznaje Iwona Nowik.

Właśnie dlatego, zdaniem prof. Cierpki, potrzebny jest okres przejściowy, w którym lekarz i pacjent wypróbowywaliby działanie nowych leków. – Nawet gdyby substancja czynna miała nieco mniejszą siłę oddziaływania, można zwiększyć dawkowanie, balansować, zapoznać się z tymi lekami – tłumaczy ekspert. – Pacjenci się boją, lekarze też i powstaje pat. Jednym podpisem urzędnika dziś refundowany jest jeden lek, jutro inny. Moim zdaniem cały problem polega na tym, że zmiany wprowadza się z dnia na dzień – dodaje.

Podkreśla, że problemem nie jest to, że wszystkie leki dla chorych po przeszczepach są drogie, tylko że zdrożały te leki, do których są przyzwyczajeni lekarze i pacjenci. – Za pół roku znowu wejdzie jakiś lek generyczny i znowu będzie to samo – ocenia. Zwraca przy tym uwagę, że na całym świecie leki generyczne wchodzą, wypierając te oryginalne niższą ceną.

Sytuacja w transplantacji stabilna

Pytany, czy spotkał się z przypadkami, że chorzy rezygnują z przeszczepu z powodu cen leków, prof. Cierpka podkreśla, że nic nie wie o takich sytuacjach, choć problem z lekami jest już od około dwóch lat.

Dr hab. Artur Kamiński, dyrektor Centrum Organizacyjno-Koordynacyjnego do Spraw Transplantacji „Poltransplant”, twierdzi, że rezygnacje z przeszczepów są sporadyczne i jeśli już mają miejsce, to sprawa polega na doraźnym braku akceptacji np. ze względu na okoliczności domowe, zawodowe, rodzinne, a nie na zupełnej rezygnacji. – Nie można mówić o statystycznie powtarzalnych powodach – pokreśla.

Również on przekonuje, że nie ma ograniczeń w dostępności do leków, które są potrzebne dla utrzymania prawidłowej czynności przeszczepu, a opieka nad pacjentami po takich zabiegach jest odpowiednia. – Mamy dobre prawo, dobrą organizację, dobre systemy jakości i bezpieczeństwa pobierania i przeszczepiania narządów, komórek i tkanek – ocenia.

>>> Czytaj też: Politycy zachowują się tak, jakby myśleli, że Polacy mają płuca ze stali [WYWIAD]