Sellin, który był w piątek gościem Radia Gdańsk, tłumaczył, że premier Beata Szydło uznała, że chce nagradzać swoich ministrów, "ale okazało się, że rozpętana wokół tego histeria przez totalną opozycję, rozbudziła taką falę populizmu i demagogii, że warto było się jednak z tej decyzji wycofać, bo z tym się nie wygra po prostu".

Wiceminister zaznaczył, że w polityce jest dość długo i przywykł, że można z niej żyć przyzwoicie, ale dość skromnie. "Nie jest głównym celem pójść do polityki dla pieniędzy, raczej chodzi o poczucie misji, czegoś, co chce się dla ludzi zrobić, ale też przyzwoicie zarabiać, choć są to zarobki mniejsze niż np. w biznesie czy dziennikarstwie i trzeba się z tym godzić" - powiedział.

"Inne aspiracje realizuje się w polityce i ma się inną satysfakcję, niż finansowa" - ocenił. Przypomniał, że czwartkowa decyzja prezesa nie obejmuje wiceministrów, którzy są urzędnikami - "oni tych pieniędzy zwracać nie będą musieli, ale politycy tak".

"Rozpętano taką histerię, że tą częścią życia publicznego de facto zaczęły rządzić tabloidy" - tłumaczył.

Według Sellina sprawa nagród wpłynęła na spadek PiS w sondażach.

W czwartek prezes PiS Jarosław Kaczyński zapowiedział, że nagrody - które premier Beata Szydło przyznała ministrom konstytucyjnym oraz sekretarzom stanu, którzy są politykami - przekazane zostaną na cele społeczne Caritas. Poinformował również, że niebawem do Sejmu skierowany zostanie projekt ws. obniżenia pensji poselskich o 20 proc. oraz wprowadzenia "nowych limitów" dla wójtów, burmistrzów, prezydentów, marszałków i starostów, a także ich zastępców; ponadto zlikwidowane zostać mają dodatkowe świadczenia w kierownictwach spółek Skarbu Państwa.

>>> Czytaj też: Matyja: Kaczyński nie chciał pozyskać neutralnych wyborców