Nad problemem kryptowalut pracuje obecnie specjalny zespół powołany przez premiera Mateusza Morawieckiego, a decyzje mają zapaść lada dzień.

W odpowiedzi na pytanie DGP resort finansów poinformował, że przedstawione w ministerialnym komunikacie z 4 kwietnia br. informacje o opodatkowaniu kryptowalut dotyczą aktualnego stanu, ale nie jest to docelowy sposób opodatkowania tej sfery. „Pracujemy nad zaproponowaniem innej, bardziej dogodnej formy opodatkowania kryptowalut” – poinformowało DGP Ministerstwo Finansów.

Reakcja MF jest odpowiedzią na internetową burzę po opublikowaniu komunikatu.

Internauci dowiedzieli się z niego, że od sprzedaży i zamiany kryptowalut trzeba zapłacić 1-proc. podatek od czynności cywilnoprawych. To oznacza, że obrót bitcoinami może stać się kompletnie nieopłacalny.

W bazie interpretacji indywidualnych pojawiły się w ciągu ostatniego pół roku co najmniej trzy, które wskazują na konieczność zapłaty PCC (z pewnymi wyjątkami).

Potwierdził to także wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z 6 marca 2018 r. (sygn. akt II FSK 488/16). Wprawdzie dotyczył on podatku dochodowego (PIT), ale sędziowie stwierdzili jedną kluczową rzecz – zakup i sprzedaż bitcoinów to obrót prawami majątkowymi, a nie walutą. To dało zielone światło ministerstwu dla żądania PCC od obrotu kryptowalutami.

Kiedy bez PCC

Podatku od czynności cywilnoprawnych nie ma tylko wtedy, gdy jedną ze stron transakcji jest podatnik VAT, niezależnie od tego, czy sama transakcja jest opodatkowana, czy podlega zwolnieniu z VAT. Gdyby więc obrót bitcoinami odbywał się w ramach działalności gospodarczej, kupujący nie płaciłby PCC.

Problem polega na tym, że obrót wirtualnym pieniądzem jest zanonimizowany i strony transakcji się nie znają. Nie wiedzą więc, kto jest po drugiej stronie operacji.

Miejsce wykonywania praw

Potwierdza to Łukasz Kempa, ekspert Grant Thornton. Jego zdaniem ustawodawca nie wyłączył z opodatkowania PCC obrotu wirtualną walutą, bo najzwyczajniej nie przewidział pojawienia się takich transakcji.

Jedyna wątpliwość – według eksperta – może dotyczyć tego, gdzie wykonywane są prawa majątkowe. Zasadą jest, że jeżeli ma to miejsce w Polsce, to trzeba zapłacić PCC. Jeżeli natomiast prawa nie są wykonywane na terytorium naszego kraju, to opodatkowanie zależy od siedziby stron transakcji i od miejsca jej zawarcia.

– W przypadku kryptowalut określenie tego miejsca nie jest proste – zauważa ekspert. Wyjaśnia, że serwery mogą znajdować się np. w Singapurze i na nich mogą być zapisywane wszystkie operacje. Natomiast komputery, z których dokonywane są transakcje, na całym świecie.

Argument ten podniósł jeden z podatników, który wystąpił o interpretację (nr 0114-KDIP3-2.4014.94.2017.2.MZ). Twierdził, że w przypadku takich transakcji nie można ustalić miejsca wykonywania czynności. Tłumaczył, że waluta cyfrowa ma charakter wirtualny, jest księgowym zapisem w łańcuchu bloków (z ang. blockchain). Przy tej technologii posiadanie konkretnej kwoty wirtualnej waluty oznacza jedynie tyle, że jej posiadacz zna hasło (klucz) umożliwiające wykonanie transferu (przelewu) posiadanej przez siebie wirtualnej waluty na konto innego użytkownika – tłumaczył.

Podkreślał, że taki przelew jest wykonywany (po zweryfikowaniu poprawności klucza-hasła) przez rozproszony mechanizm algorytmiczny, a posiadacz wirtualnej waluty nie ma wpływu na lokalizację komputerów. Mogą one znajdować się w dowolnym miejscu świata, podłączone do globalnej sieci internetowej.

Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej stwierdził jednak, że podatek trzeba zapłacić. Co to oznacza?

– Jeżeli korzystamy z komputera w Polsce, to może to wystarczyć do przyjęcia, że również prawa majątkowe są wykonywane w naszym kraju – uważa Łukasz Kempa.

Drakoński podatek

W takim przypadku jednak – zdaniem eksperta – może dochodzić do paradoksalnych sytuacji, w których podatek wielokrotnie przewyższy zyski.

PRZYKŁAD

Podatnik na giełdzie ma kryptowaluty o wartości 10 tys. zł. Dokonuje na nich 60 transakcji dziennie (zarabia na niewielkich wahaniach kursów i taka liczba transakcji nie jest niczym niezwykłym; niektóry „gracze” korzystają z programów, które handlują „za nich” lub czasem wręcz sami je tworzą). Nawet przy założeniu, że podatnik zarobił 0 zł, PCC do zapłaty za ten jeden dzień handlu wynosi 6 tys. zł (1 proc. wartości „portfela”, tj. 100 zł x 60 transakcji).

Przemnażając to przez 30 dni w miesiącu (przy założeniu, że to jeszcze nie działalność gospodarcza) mamy do zapłaty co najmniej 180 tys. zł PCC – wylicza ekspert Grant Thornton.

Do tego jeszcze mogą dojść ewentualne sankcje karnoskarbowe za nieskładanie deklaracji.

Podatnicy chcą zwolnienia

Łukasz Kempa widzi dwa rozwiązania, które mogłyby wyeliminować problem z PCC. Jednym byłoby wydanie przez ministra finansów objaśnień podatkowych, w których potwierdziłby on, że miejscem wykonywania praw majątkowych i zawierania umów przy obrocie kryptowalutami nie jest Polska. Drugim może być wprowadzenie do ustawy o PCC zwolnienia dla obrotu kryptowalutą.

Ekspert podkreśla, że w tej sytuacji przepisy mogłyby odwoływać się do definicji „waluty wirtualnej”, która została wprowadzona w ustawie z 1 marca 2018 r. o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu.

O to drugie rozwiązanie zaapelowała właśnie Fundacja Trading Jam w liście otwartym do premiera Mateusza Morawieckiego (fundacja działa na rzecz rozwoju rynku finansowego). W piśmie podkreśliła, że objęcie transakcji podatkiem od czynności cywilnoprawnych sprawia, że handel kryptowalutami w Polsce staje się nie tylko nieopłacalny, ale również bardzo uciążliwy. „Zakup jednej jednostki kryptowaluty może odbywać się poprzez realizację dziesiątek, setek, a nawet tysięcy pomniejszych transakcji, co w konsekwencji będzie pociągało za sobą konieczność wypełnienia i złożenia w urzędzie skarbowym analogicznej ilości deklaracji PCC” – podkreśliła fundacja.

>>> Czytaj też: Seniorzy zostają w pracy, bo emerytury są za niskie