Przełom lutego i marca to ostatni moment, w którym przedstawiciele rządu i NBP powinni zacząć rozmowy z instytucjami Unii na temat wprowadzenia złotego do węża walutowego.

Termin ten potwierdził ostatnio wiceminister finansów Ludwik Kotecki, który mówił, że nie ma żadnej zmiany w harmonogramie przyjęcia przez Polskę euro. A harmonogram zakłada wejście do ERM2 jeszcze w I połowie roku. Sam proces wejścia musi być poprzedzony negocjacjami, które zazwyczaj trwają około trzech miesięcy.

Ze strony NBP udział w rozmowach będzie brał najprawdopodobniej wiceprezes Witold Koziński. Jemu podlega Biuro do spraw Integracji ze Strefą Euro. Przedstawicielem rządu na pewno będzie pełnomocnik do spraw wprowadzenia euro, czyli wiceminister finansów Ludwik Kotecki.

Głównym przedmiotem negocjacji będzie oczywiście ustalenie tzw. parytetu, czyli kursu złotego, przy jakim zostanie on przywiązany do euro. Od tego poziomu złoty będzie mógł się odchylać względem euro. Praktyka negocjacji innych państw aspirujących do strefy euro pokazuje, że zazwyczaj jest to kurs zbliżony do rynkowego.

Druga sprawa, jaka może być omawiana w trakcie rozmów Polska - UE, to sama wielkość korytarza. On nie musi być symetryczny, co oznacza, że np. po stronie aprecjacyjnej złoty będzie mógł się odchylać od parytetu o 15 proc. w stosunku do euro, zaś po stronie deprecjacyjnej - np. o 2,25 proc. Przedstawiciele rządu już wcześniej mówili, że takie rozwiązanie ich nie interesuje. W obecnych warunkach rynkowych mogłoby być ono szczególnie niebezpieczne.

Polska i instytucje UE będą też musiały ustalić zasady współpracy przy ewentualnych interwencjach finansów systemie ERM2. Niewykluczone, że NBP i EBC zawrą umowę, zgodnie z którą Europejski Bank Centralny będzie nas wspierał przy ewentualnych interwencjach. Bez takiego wsparcia, według analityków, NBP możemy mieć problemy, by utrzymać złotego w wynegocjowanych wcześniej granicach.

Jednak największym problemem w rozmowach może być sprawa nowelizacji konstytucji. Co prawda formalnie Polska nie musi jej dokonywać już teraz, jednak instytucje unijne są bardzo wyczulone na tzw. ryzyko polityczne. A bez zmiany konstytucji nie można zastąpić złotego wspólną europejską walutą.