Jest bardzo prawdopodobne, że cała ta analityka predykcyjna to kolejne „abrakadabra” branży konsultingowej. Szanse, że tak właśnie jest, oceniam na jakieś 70 proc. (oczywiście swojego algorytmu stojącego za tym wyliczeniem wam nie zdradzę). Ale nawet jeśli mamy tu na tacy nowe „mambo dżambo”, to przecież warto wiedzieć, co też nowego biznesowi doradcy wymyślają, żeby uzasadnić rację swego istnienia oraz sowite wynagrodzenia.

Podobno analityka predykcyjna to następna wielka rzecz. Podobno cały świat o tym mówi. Już nie sztuczna inteligencja. Nie big data albo data mining. Nawet nie machine learning. Wszystko to było wczoraj albo (co gorsza) przedwczoraj. Dziś liczą się tylko predykcje. Tak przynajmniej uważa Eric Siegel. Wygadany mówca, autor i założyciel firm: konsultingowej Predictive Analytics World i edukacyjnej Deep Learning World, a także strony internetowej o dumnej nazwie Predictive Analytics Times. Jeśli dobrze rozumiem ten biznesowy koncept, to facet stworzył własną niszę. Polega ona na tym, że jeśli macie życzenie (i wystarczające fundusze), ten przyjedzie do waszej organizacji i wskaże, jakimi tkwiącymi w ciemnościach kretynami jesteście. Podczas gdy przecież możecie przewidywać.

Co takiego przewidywać? W zasadzie zdaje się, że wszystko – posunięcia konsumentów, wyborców, przeciwników i każdego, kto was może w waszym biznesie interesować. To wszystko – zdaje się mówić Siegel – da się wyliczyć, zoptymalizować i (tak, tak) przewidzieć. Co więcej, nie tylko powinniśmy to robić. My to w zasadzie robić… musimy. Po pierwsze dlatego, żeby nie być ostatnimi frajerami. Tymi żenującymi „wujkami biznesu”, co to ciągle chcą wysyłać pisma faksem albo myślą, że się obejdą bez fanpejdża na fejsie. Supergwiazdy światowej gospodarki – z Google’em, Facebookiem i Netflixem na czele – już przecież od dawna jadą na analityce predykcynej. Teraz idzie o to, by analityka predykcyjna dotarła pod strzechy, do mniejszych graczy. Do branży e-commerce, marketingu, ubezpieczeń i (to konik Amerykanów) do służby zdrowia. Więcej predykcji nie zaszkodziłoby też instytucjom publicznym – urzędom albo organom ścigania.

Mało tego. Z narzędzi predykcyjnych powinni korzystać również indywidualni konsumenci. Jeśli nie po to, by podbijać świat, to chociaż w celu zwyczajnej samoobrony przed innymi, przeczesującymi chmury pełne informacji na temat życia każdego z nas – naszych upodobań, stanu zdrowia i Bóg wie jeszcze czego.

Jeśli nawet ochrona suwerenności danych was nie przekonuje, to Eric Siegel wam to wszystko… wyśpiewa. Serio. Na YouTube wisi jego zabawny klip – utrzymany trochę w stylu popularnych u nas dwie dekady temu T-raperów znad Wisły. W sumie to szacuneczek dla autora za dystans i pomysłowość. Może to nawet kogoś nakłoni do sięgnięcia po jego książkę.

Wszystko ładnie i pięknie. Jest tylko jeden problem. „Prognozuj” miała premierę w… 2013 r. Nawet wspomniany zabawny klip wisi sobie w sieci od dobrych dwóch lat. Niby nic to wielkiego takie opóźnienie. Jednak w przypadku książki opowiadającej o „gorącym” temacie nieco uwiera. Czy wobec tego czytanie Siegela nie przypomina dziś zakupu do biura faksu albo regałów na segregatory i dokumenty?

>>> Czytaj też: Woś: Wołanie ze studni polskiej franczyzy [RECENZJA]