Amerykański autor, który zamieszcza swoją opinię na poczytnym wśród europejskich urzędników i polityków portalu pisze, że zrezygnowanie z gazociągu, byłoby opowiedzeniem się po dobrej stronie historii przez Merkel. Nord Stream 2 ma biec z Rosji do Niemiec po dnie Morza Bałtyckiego.

"Ta decyzja byłaby wyborem przyjaźni Niemiec z Kongresem USA, położeniem kresu łagodnemu traktowaniu Rosji przez Niemcy i potwierdzeniem rangi (Merkel) kanclerz w Europie” – podkreślił Vinocur.

Przypomniał, że rurociąg, który zwiększy o 55 mld metrów sześciennych możliwość przesyłu gazu z Rosji do Europy, z pominięciem systemów na Ukrainie i w Polsce, ma zacząć funkcjonować już w 2019 r. "Kraje Europy Środkowej i bałtyckie przeciwstawiają się projektowi jako strategicznemu zagrożeniu ze strony Kremla dla bezpieczeństwa ich dostaw energetycznych" – czytamy w tekście.

Autor zwraca uwagę, że przeciw Nord Stream 2 opowiedzieli się szef Europejskiej Partii Ludowej w PE, (do której należą europosłowie partii Merkel) Manfred Weber oraz przewodniczący komisji spraw zagranicznych Bundestagu Norbert Roettgen.

"Guenther Oettinger, gdy był komisarzem ds. energii od 2010 do 2014 r. nazwał rosyjską politykę energetyczną +nową Czerwoną Armią Putina+, oskarżając Merkel o uzależnianie Europy i Niemiec od dostaw z Gazpromu” – pisze Vinocur.

Zieloni przestrzegają Merkel przed ustępstwami wobec Putina

Jego zdaniem, choć Merkel przekonywała przed dwoma laty, że projekt jest w pełni komercyjny, już wówczas urzędnicy z Berlina wskazywali nieoficjalnie, że taki opis jest błędny. Polityczna prawda – dodaje Vinocur – jest bowiem taka, że gazociąg nieprzypadkowo ma utrwalać rolę Niemiec jako centrum dystrybucji gazu na Europę.

Amerykanin przypomina też, że prezydent USA Donald Trump podpisał w ubiegłym roku ustawę przyjętą z niemal jednomyślnym republikańskim poparciem, która określała rurociąg jako geostrategiczną broń, wymierzoną w sojuszników i przyjaciół Ameryki w Europie. Ustawa umożliwiła wprowadzenie amerykańskich restrykcji w celu powstrzymanie budowy Nord Stream 2. Sankcje mogą być nakładane na firmy pracujące bezpośrednio przy rurociągu.

"Niezależnie od tego Trump nie zrobił od roku nic, odkąd wprowadził prawo w życie, a Niemcy mówią, że niebezpieczeństwo amerykańskich działań zmniejsza się" – pisze Vinocur. Przypomina w tym kontekście niedawne spotkanie Putina z Trumpem w Helsinkach, podczas którego padły słowa wskazujące, że prezydent USA gotów jest zaakceptować Nord Stream 2 jako fakt dokonany, a rosyjski przywódca chciałby podzielić europejski rynek gazu między USA i Rosję.

"Gdyby Merkel rzeczywiście była w stanie pełnić rolę lidera w epoce, w której - jak mówi - europejski proces decyzyjny nie może w pełni polegać na Ameryce, zabiłaby Nord Stream 2 na szczycie z Putinem" – ocenił felietonista. Jego zdaniem nie można jednak na to liczyć.

Nord Stream 2 to projekt liczącej 1200 km dwunitkowej magistrali gazowej przez Morze Bałtyckie z Ust-Ługi w Rosji do Greifswaldu w Niemczech. Gazociąg ma być gotowy do końca 2019 roku, a w następnym roku Rosja zamierza znacznie ograniczyć przesyłanie gazu rurociągami biegnącymi przez terytorium Ukrainy. Polska, kraje bałtyckie i Ukraina sprzeciwiają się temu projektowi.

Nord Stream 2 ma biec równolegle do uruchomionego w 2011 roku gazociągu Nord Stream. Partnerami rosyjskiego Gazpromu w tym projekcie są zachodnie firmy energetyczne: austriacka OMV, niemieckie BASF-Wintershall i Uniper, francuska Engie i brytyjsko-holenderska Royal Dutch Shell.

Gazprom zapowiada, że po wybudowaniu Nord Stream 2 tranzyt przez Ukrainę może być utrzymany w "pewnej skali", przy czym strona ukraińska powinna uzasadnić "celowość ekonomiczną nowego kontraktu" tranzytowego.

Parafianowicz: Relacje Niemiec z Rosją to dyplomatyczna zdrada. Berlin uderzył w interesy Polski