Tokio, 27 października 1995 r. Na targach motoryzacyjnych Toyota prezentuje Priusa – pierwszy seryjnie produkowany samochód z napędem hybrydowym. Zwiedzający pokładają się ze śmiechu, analitycy wróżą totalną klapę rynkową, eksperci pukają się jednoznacznie w czoła. Pokraczny pojazd z drogą technologią nie ma ich zdaniem najmniejszych szans w zderzeniu z klasycznymi benzyniakami i dieslami.

Waszyngton, 3 września 2015 r. Volkswagen przyznaje przed amerykańską Komisją Ochrony Środowiska, że montował w swoich samochodach oprogramowanie fałszujące dane o emisji spalin.

Genewa, 7 marca 2017 r. Międzynarodowy salon samochodowy. Prawdziwy wysyp koncepcyjnych lub produkcyjnych modeli elektrycznych. W zasadzie nie ma marki, która nie zapowiadałaby wprowadzenia do produkcji takiego pojazdu.

Bruksela, 1 czerwca 2017 r. Komisja Europejska publikuje rozporządzenie wprowadzające nowe normy emisji spalin dla samochodów. Mają być one poddawane bardziej rygorystycznym testom.

Miasto Toyota w prefekturze Aichi, 1 stycznia 2018 r. W siedzibie koncernu strzelają korki od szampana. Firma nie świętuje jednak nowego roku, ale stary: w całym 2017 r. sprzedała na świecie 1,5 mln hybryd. Osiągnęła wyznaczony cel trzy lata przed czasem.

Bruksela, 3 maja 2018 r. Stowarzyszenie ACEA zrzeszające koncerny motoryzacyjne publikuje dane o sprzedaży nowych aut w Europie w pierwszym kwartale tego roku. Analitycy są w szoku. Diesle tracą aż 17 proc., podczas gdy auta hybrydowe zyskują 25,7 proc., a elektryczne – 26,9 proc. Już 7 na 100 aut sprzedawanych na Starym Kontynencie ma napęd alternatywny. Jeszcze w 2012 r. stosunek ten wynosił 1:99.

>>> CAŁY TEKST W WEEKENDOWYM WYDANIU DGP