W ten weekend, już po raz drugi, odbędzie się zjazd firm rodzinnych. Jego organizatorem jest stowarzyszenie Inicjatywa Firm Rodzinnych, którego jest pan założycielem. Skąd wziął się pomysł jego utworzenia?

W Polsce nie było dotąd stowarzyszenia, które nie tylko pomagałoby firmom rodzinnym rozwiązywać ich problemy, ale także mogłoby wypowiadać się w ich imieniu. To nie znaczy, że chcemy konkurować z istniejącymi organizacjami, wśród których jest m.in. PKPP Lewiatan. Chcemy z nimi współpracować. Zależy nam, by mieć wpływ na opinię publiczną, wprowadzać w życie inicjatywy legislacyjne.

Czy to nie nazbyt optymistyczny projekt?

Firmy rodzinne to ogromna siła polityczna, ale niezorganizowana. W Polsce jest 3,5 mln zarejestrowanych firm. Tylko część z nich, około 1,7 mln, to przedsiębiorstwa aktywne, a spośród nich ponad 1 mln to firmy rodzinne. W Unii Europejskiej firmy rodzinne stanowią średnio 60 proc. wszystkich firm. To ogromny potencjał i ogromy udział w PKB.

Do tego segment ten stale się rozwija. Przedsiębiorstwa rodzinne stanowią około 90 proc. sektora MSP. Dodam też, że w ciągu roku nasze stowarzyszenie podwoiło liczbę swoich członków. To jeden z dowodów na to, jak bardzo jest potrzebne.

Co trzeba zrobić, by poprawić sytuację polskich firm?

Na pewno zmian wymaga prawo podatkowe. Firmom doskwiera zmienność podatku VAT, złożoność i niejasność przepisów, uciążliwe zapisy dotyczące prowadzenia księgowości oraz wysokie koszty pracy. Osobiście popieram reformę finansów publicznych, proponowaną przez Centrum im. Adama Smitha.

Zmiany konieczne są również w prawie pracy. Firmy powinny mieć możliwość zatrudniania pracowników w okresie prosperity, bez obaw, że potem, gdy przyjdą ciężkie czasy, będą miały trudności z ich zwolnieniem. Wbrew pozorom jest to też korzystne dla pracowników, gdyż łatwe zwalnianie przekłada się na łatwe zatrudnianie. Zatrudnianie członków rodziny powinno też być opodatkowane inaczej niż zatrudnianie osób spoza rodziny.

Czy stowarzyszenie podjęło już jakąś inicjatywę, której celem byłaby poprawa sytuacji firm rodzinnych?

Wspólnie z Polską Agencją Rozwoju Przedsiębiorczości wdrażamy program szkoleniowo-doradczy pod nazwą „Firmy Rodzinne”. Jego realizacja potrwa 2,5 roku. Program ma trzy cele. Pierwszym jest wyszkolenie co najmniej 300 przedstawicieli z 50 firm rodzinnych. którzy potem będą pomagali swoim przedsiębiorstwom w rozwiązywaniu ich „rodzinnych” problemów.

Drugim celem jest stworzenie metodologii wspierania firm rodzinnych i narzędzi realizowania tej metodologii: materiałów dydaktycznych, scenariuszy warsztatów, podręczników, by w przyszłości wsparcie mogło być udzielane na szerszą skalę.

Wreszcie chcemy utworzyć sieć wzajemnego wspierania się firm rodzinnych. Na realizację projektu Europejski Fundusz Społeczny przeznaczył około 1 mln euro.

Jakie są te rodzinne problemy?

Przede wszystkim chodzi o wyzwania wynikające z faktu, że firma jest prowadzona przez rodzinę. Na tym tle pojawiają się różne problemy, choćby sukcesja przedsiębiorstwa. Bywa, że młodsi chcą przejąć firmę od rodziców, którzy wcale nie chcą go oddać. Znacznie częściej starsi chętnie by przekazali firmę, ale nie mają komu, bo młode pokolenie ma już własny sposób na życie. Innym problemem, z którym zmagają się firmy rodzinne, jest sposób wynagradzania pracowników oraz ich zatrudniania.

A jak w przypadku firmy Blikle sprawdza się model rodzinnego biznesu w czasach kryzysu?

Do końca roku pozostało jeszcze nieco ponad miesiąc. To ważny okres w naszej branży i od niego zależy, czy zakończymy rok z delikatnym wzrostem czy stratą. Zarówno w jednym, jak i drugim przypadku można mówić o zmianie 1–2 proc.

W ciągu ostatnich 20 lat nie było też okazji, by sprawdzić naszą determinację do przetrwania, choć w ciągu 140 lat naszej historii zdarzało się wiele takich sytuacji. Obecny rok nie jest rokiem rozwoju, ale chcemy go wykorzystać do przygotowania się do wzrostów gospodarczych, jakie czekają gospodarkę świata w kolejnych latach.

Andrzej Blikle

jest właścicielem spółki A. Blikle, znanej sieci cukierni, kawiarni i delikatesów