Gdy przejmowana jest spółka giełdowa, sporo do powiedzenia mają wszyscy jej akcjonariusze. Nim transakcja się skończy, muszą sobie odpowiedzieć, czy oferowana cena jest dobra. W głośnych ostatnio próbach przejęcia norweskiego Tandberga i brytyjskiego Cadbury akcjonariusze uznali, że oferowana cena jest za niska i oczekują lepszej.

Na polskiej mapie przejęć mamy dwie ciekawe transakcje. Jedna – Biotonu z Polpharmą – to na razie stosunkowa odległa przyszłość. Druga – przejęcie CDP Investments przez Optimusa – już trwa. W obu przypadkach jest powrót do wcześniej zerwanych rozmów. Ale to niejedyny wspólny element. Drugim jest to, że przejmowane spółki są prywatnymi, niepublicznymi firmami. A to oznacza, że zakres informacji, jakie o nich mają szerokie rzesze akcjonariuszy, siłą rzeczy jest niewielki.

W przypadku transakcji z udziałem Biotonu analitycy już dziś mówią, że kluczem będzie parytet wymiany akcji, czyli tak naprawdę wycena. Aby inwestorzy mogli stwierdzić, czy parytet jest dobry, potrzebują danych o niepublicznej spółce.

W przypadku Optimusa i CDP parytet został ustalony w negocjacjach spółek i ich największych akcjonariuszy. Mali akcjonariusze Optimusa mogą go tylko zatwierdzić lub nie na grudniowym zgromadzeniu akcjonariuszy. I tu zaczynają się przysłowiowe schody.

Aby WZA było skuteczne, konieczna jest obecność sporej rzeszy drobnych ciułaczy. Czy przyjdą? A jeśli przyjdą, to jak będą głosowali? Jest jeszcze jeden kłopot. Ani Optimus, ani CDP nie zamierzają – co obwieścili dziennikarzom – ujawnić wyników przejmowanej spółki. Tym samym drobni współwłaściciele Optimusa będą niejako kupowali przysłowiowego kota w worku. W rezultacie oceny, że transakcja to dobry interes, mogą dokonać jedynie na podstawie opublikowanej przez zarząd Optimusa wyceny CDP oraz tego, że Zbigniew Jakubas, który ma pełną wiedzę o finansach CDP, w tę transakcję już zaangażował kilkanaście milionów złotych.