Regulator brytyjskiego rynku usług finansowych FSA (Financial Services Authority), Bank Anglii i ministerstwo finansów dokładnie śledzą rozwój sytuacji w Dubaju w związku z obawami, że czołowe brytyjskie grupy bankowe HSBC, RBS i Standard Chartered mogły wystawić się na duże ryzyko w Dubaju.

Według sobotniego "Guardiana", FSA zwróciła się do banków i instytucji finansowych, które reguluje, by ujawniły szczegóły dotyczące kredytów udzielonych firmom z Dubaju i zobowiązań dłużnych, które firmy z tego kraju mają wobec nich. Brytyjskie banki finansowały tanim kredytem boom na rynku nieruchomości w Dubaju. Największym kredytodawcą jest bankowy gigant HSBC, któremu dubajskie firmy winne są 17 mld USD. Inny bank, RBS, przyłączył się do pożyczki aranżowanej przez konsorcjum banków dla kontrolowanego przez władze konglomeratu Dubai World, inwestując 2,3 mld USD.

To właśnie Dubai World ogłosił, że co najmniej przez najbliższe 6 miesięcy nie będzie regulował bieżących zobowiązań dłużnych do czasu restrukturyzacji długu. Ogólny dług Dubaju ocenia się na 80-90 mld USD, z czego lwia część - 50-60 mld USD - przypada na Dubai World. "RBS stracił dziesiątki miliardów funtów w ostatnich dwóch latach i dalsze straty na zagranicznych pożyczkach będą ciosem dla ministerstwa skarbu i brytyjskiego podatnika, który jest właścicielem 84 proc. banku" - napisał "Guardian".

Brytyjski podatnik rekapitalizował RBS (Royal Bank of Scotland) na łączną sumę ok. 45 mld funtów. Bank korzysta też z rządowego systemu ubezpieczenia toksycznych aktywów. W ocenie "Timesa", "brytyjskie banki są najbardziej podatne na ryzyko ewentualnej niewypłacalności Dubai World, częściowo z powodów historycznych". Dubaj do 1971 r. był brytyjskim protektoratem. Z cytowanych przez pismo wycen Goldmana Sachsa wynika, że w razie niewypłacalności Dubai World najbardziej stratny byłby RBS - 2,3 mld USD, HSBC straciłby 611 mln USD, a Standard Chartered - 177 mln USD. Największych pożyczek dla Zjednoczonych Emiratów Arabskich udzielił HSBC - 15,9 mld USD.