Po przystąpieniu Polski do strefy euro najszybciej odczujemy koszty techniczne i organizacyjne, jakie będą wiązały się z wymianą złotego na euro. Wydatki czekają przede wszystkim administrację publiczną, sektor finansowy oraz przedsiębiorstwa niefinansowe. Ich wysokość będzie uzależniona od przyjętego scenariusza wprowadzania nowej waluty (czy będzie to „big bang”, czyli jednoczesne wprowadzenie euro do obrotu gotówkowego i bezgotówkowego, czy będzie okres przejściowy). Konieczne będzie zaopatrzenie w monety i banknoty euro, dostosowanie systemów informatycznych i systemów płatności, przygotowanie ogólnokrajowej kampanii informacyjnej oraz przeprowadzenie szkoleń dla pracowników i intensyfikacja ich prac w okresie wymiany pieniądza. Koszty, jakie możemy ponieść, i to jeszcze przed przystąpieniem do grona krajów eurolandu, mogą wyniknąć także z konieczności spełnienia kryteriów z Maastricht. Jeżeli bowiem inflacja nie ukształtuje się na poziomie poniżej wartości referencyjnej, konieczne będzie podjęcie działań obniżających tempo wzrostu cen. W krótkim czasie może to spowodować spadek tempa wzrostu gospodarczego.

Wspólna polityka pieniężna

Po przyjęciu euro Polska nie tylko usztywni kurs złotego względem euro, ale też utraci autonomię polityki pieniężnej. Przyjęcie euro przez Polskę oznacza, że nie będzie ona samodzielnie prowadziła polityki pieniężnej. Nasz kraj będzie miał wpływ na stopy, jako że prezes Narodowego Banku Polskiego wejdzie w skład Rady Prezesów Europejskiego Banku Centralnego, której zadaniem jest m.in. wyznaczanie poziomu stopy procentowej w krajach eurolandu. Po reformie systemu głosowania w Radzie Prezesów EBC nie wszyscy prezesi krajowych banków centralnych będą brać udział w poszczególnych głosowaniach. Wprawdzie siła głosu prezesa NBP zasadniczo się nie zmieni, ale nie będzie on przy każdej decyzji. Oddanie autonomii w zakresie podejmowania takiej decyzji to część kosztów, jakie będziemy musieli ponieść w związku z przyjęciem euro.

Ryzyko nieoptymalnego kursu konwersji

Jednym ze źródeł zagrożenia Polski po wprowadzeniu euro może być przyjęcie nieoptymalnego kursu konwersji złotego na euro. Wyniki analiz przeprowadzonych przez ekspertów z NBP wskazują, że efektem ustanowienia kursu konwersji na poziomie istotnie różnym od kursu równowagi byłoby w krótkim i średnim okresie zaburzenie dynamiki produkcji, w długim zaś – przesunięcie względnego poziomu cen. Istotne jest również, aby przy ustalaniu kursu konwersji uwzględnić jego wpływ na efekty cenowe wprowadzenia euro i dążyć do tego, by był możliwie okrągły. Największe koszty, jakie możemy ponieść, przyjmując europejski pieniądz, są jednak związane z trwałymi różnicami inflacyjnymi między Polską a innymi krajami strefy euro. Realne stopy procentowe w krajach o wyższej inflacji są bowiem niskie i dodatkowo pobudzają aktywność gospodarczą. Z tego względu największym wyzwaniem będzie proces ujednolicenia mechanizmów formowania oczekiwań inflacyjnych w krajach strefy euro. W dłuższym horyzoncie różnica inflacyjna między Polską a strefą euro może wiązać się z procesem doganiania przez Polskę gospodarek bardziej rozwiniętych. Należy liczyć się z wyższą inflacją płac i cen, lecz determinować ją będzie głównie proces konwergencji realnej i wzrost wydajności pracy.

Ceny mogą wzrosnąć

Eksperci z NBP przewidują także, że przyjęcie euro może wiązać się ze wzrostem cen wyrażonych w euro w efekcie zaokrągleń. W najgorszym przypadku ogólny poziom cen wzrośnie o 2–3 proc. Inna sprawa, że w najbardziej optymistycznym scenariuszu ceny po przyjęciu euro… spadną o niecałe 0,2 proc. 

W tym zakresie duża rolę będzie jednak odgrywać działalność organizacji konsumenckich i instytucji państwowych, polegająca na monitorowaniu ruchów cen w okresie kilku miesięcy przed wymianą i po wymianie waluty, komunikacji ze społeczeństwem, inicjowaniu porozumień z przedsiębiorcami dotyczących niewykorzystywania wymiany waluty na niekorzyść konsumentów. Pewne ryzyko nadmiernego wzrostu cen dotyczy rynku aktywów, w tym nieruchomości, jak również spadku stabilności finansowej w wyniku wzrostu akcji kredytowej, który może być, choć nie musi, spowodowany oczekiwanym spadkiem stóp procentowych.