Zainteresowani prywatyzacją Polskiej Żeglugi Bałtyckiej mogą do dziś składać oferty na zakup firmy. Jak mówi Olaf Kuliczkowski z BAA Polska, firmy, która doradza resortowi w tej prywatyzacji, po odbiór memorandów informacyjnych zgłosiło się około 10 firm. Ale w tym gronie liczyli się tylko dwaj inwestorzy branżowi: duński DFDS i szwedzka Stena Line.

Zapowiadało się starcie dwóch potentatów na bałtyckim rynku promowym. Tym bardziej że dla zachęty resort skarbu złagodził warunki wobec poprzedniej edycji przetargowej zakończonej niepowodzeniem w październiku 2009 r. W obecnym konkursie inwestor nie musi już kupować ponad 95 proc. akcji, lecz tylko 50 proc. plus jeden walor. Może też zapłacić wynegocjowaną z resortem cenę w ratach rozłożonych na kilka lat. Do przejęcia firmy – szacując na podstawie wartości nominalnej akcji – wystarczy tylko 50 mln zł. Ale już wiadomo, że interesu w przejęciu spółki nie widzi Stena Line.

>>> CZYTAJ TEŻ: Na rynku promowym może pojawić się nowy gracz

– Nie złożymy oferty – mówi Agnieszka Zembrzycka, rzecznik prasowy Stena Line Polska. W ciągu dwóch dni Szwedzi poinformują o tym resort skarbu. W takiej sytuacji jedynym zainteresowanym przejęciem firmy jest duński armator DFDS. Czy Duńczycy złożą ostatecznie ofertę, nie wiadomo, bo przedstawiciele spółki odmawiają komentarza w tej sprawie.

DFDS na pewno stać na przejęcie PŻB. Firma posiada 65 statków, którymi na trasach między Danią, Szwecją, Norwegią, Holandią i Wielką Brytanią transportuje 1,8 mln pasażerów. Dla porównania PŻB ma tylko cztery promy, i co ciekawe, jeden z nich od kilku miesięcy czarteruje właśnie Duńczykom. Jednostka pływa na linii Świnoujście–Ystadt.

>>> CZYTAJ TEŻ: Po Bałtyku będą pływać ekologiczne promy

Pozostałe trzy pod marką Polferries pływają natomiast z Gdańska do Nynashamn oraz ze Świnoujścia do Kopenhagi i Ronne. Jan Warchoł, prezes PŻB, nie chce rozmawiać na temat prywatyzacji. Jednak twierdzi, że czasy są marne dla przewoźników promowych.

– Upływający rok był trudny i równie trudny będzie najbliższy – mówi Jan Warchoł. Przewoźnikom promowym dał w kość przede wszystkim spadek przewozów samochodów ciężarowych, tzw. frachtu. To efekt kryzysu. PŻB przewiozła w 2009 r. o 20 proc. mniej pasażerów niż w 2008 r., a przewozy samochodów ciężarowych zmniejszyły się o 10 proc. Jak mówi prof. Włodzimierz Rydzkowski, kierownik Katedry Polityki Transportowej Uniwersytetu Gdańskiego, armatorzy ograniczają raczej swoją aktywność na rynku, tnąc połączenia, a nie myślą o rozwoju.

>>> CZYTAJ TEŻ: Stocznie, statki, porty to obecnie najgorszy biznes świata