Niestety, w kilka miesięcy po starcie w USA prac nad szeroko zakrojoną reformą nieregulowanych rynków instrumentów pochodnych, na których transakcje negocjuje się indywidualnie (tzw. rynki OTC), pojawiają się sygnały, że USA i Europa w odmienny sposób podchodzą do tego zadania.

>>> Polecamy: Banki bronią derywatów

Rynek bez reguł

Ma to niebagatelne znaczenie, ponieważ odkąd politycy po obu stronach Atlantyku zaczęli się zajmować kwestią reformy, trwają niezmiennie na stanowisku, że globalne podejście ma zasadnicze znaczenie dla przeciwdziałania „przebieraniu” w rynkach przez uczestników obrotu – inaczej mówiąc, uprawiania „arbitrażu regulacyjnego”.

Rynki nieregulowane stanowią olbrzymią część systemu finansowego; przy nich giełdowe rynki kontraktów terminowych i opcji to karły. O tym, ile znaczą rynki OTC dla szeroko rozumianego systemu finansowego, przekonaliśmy się w dość dramatyczny sposób po bankructwie Lehman Brothers w 2008 roku, gdy nie doszło do finalizacji wielu pozagiełdowych transakcji i powstała panika.

Waszyngton i Bruksela generalnie zgadzają się, że pozagiełdowe instrumenty pochodne koniecznie trzeba przenieść – jak to określa październikowy dokument Komisji Europejskiej – z „płaszczyzny w przeważającym stopniu dwustronnej i nieregulowanej na płaszczyznę bardziej scentralizowanych rozrachunków i obrotu”.

Różne podejście

Chodzi o wprowadzenie mechanizmów, zabezpieczających przed niewypłacalnością uczestnika transakcji, które rozłożą „ryzyko drugiej strony” na cały system finansowy. Izba rozrachunkowa gwarantuje, że transakcja zostanie sfinalizowana także i w przypadku, gdy jeden z uczestników nie dotrzyma umowy. W grudniu Izba Reprezentantów ukończyła prace nad projektem, wprowadzającym obowiązek kompensacji transakcji derywatami OTC, które izba rozrachunkowa przyjęła do obsługi i co do których organ regulacyjny uznał potrzebę tej formy rozliczeń.

To nie znaczy bynajmniej, że USA już finiszują z nowym reżimem obrotu derywatami OTC, ponieważ swój projekt musi przedstawić jeszcze Senat. Niemniej, jak zauważa Edmund Parker, szef działu instrumentów pochodnych w londyńskiej kancelarii prawnej Mayer Brown, że już mówi się, że USA podchodzą do reformy bardziej „nakazowo”, w przeciwieństwie do bardziej „konsultacyjnego” podejścia UE.

Propozycje Brukseli – bardziej ogólne, mniej nastawione na szczegółowe rozwiązania – uznają, że nowa polityka powinna „uwzględniać w należytym stopniu specyfikę danej klasy aktywów”. – USA podchodzą do reformy od strony: „takie przepisy chcemy mieć”, natomiast UE – od strony: „takimi rodzajami transakcji chcemy się zająć, natomiast wdrożenie nastąpi dopiero po szerszych konsultacjach”- komentuje tę sytuacja Edmund Parker.