Na targach fonograficznych MIDEM głośno o polskiej muzyce i kulturze. Szkoda, że nad imprezą ciąży piętno kryzysu, nie tylko ekonomicznego. Merkantylnie zorientowaną branżę paraliżuje lęk przed konsekwencjami rewolucji informatycznej przełomu stuleci.

Bardzo dobre wrażenie robi polski pawilon w Cannes, od zeszłego roku pozostający pod opieką Instytutu Adama Mickiewicza. Estetycznie wysmakowany i funkcjonalny, choć zarazem nieco nazbyt zachowawczy, jeśli chodzi o historyczno-gatunkowy zamysł ekspozycji (czy naprawdę od lat 70. w polskiej muzyce nie wydarzyło się nic istotnego poza twórczością Szymańskiego i Mykietyna?). Naturalnie pierwszoplanowym bohaterem pozostaje kompozytor urodzony dokładnie dwieście lat temu, godnie reprezentowany przez koneserską, acz docenianą na całym świecie serię wydawniczą pod znaczącym tytułem „The Real Chopin” (chyba na dobre udało nam się zaszczepić modę na brzmienie XIX-wiecznych fortepianów Pleyela i Erarda). Bez wahania można powiedzieć, że nasz Fryderyk wyrósł, obok słynnego amerykańskiego producenta Pharrella Williamsa, na pierwszoplanową gwiazdę tegorocznej edycji targów.

>>> Polecamy: Artyści zarabiają na piractwie 150 razy więcej niż na sprzedaży muzyki

Chopin kontra RPA

Zwłaszcza że jako jedyny kompozytor doczekał się własnej kategorii w prestiżowym konkursie MIDEM Classical Awards. Trudno przewidzieć, do kogo powędruje pierwsza statuetka za najlepszą interpretację muzyki Fryderyka Chopina. Wiadomo już natomiast, że wtorkową galę wręczenia nagród uświetni występ Jana Lisieckiego, polsko-kanadyjskiego wunderkinda odkrytego dla świata pospołu przez brytyjskiego pianistę Howarda Shelleya oraz festiwal „Chopin i jego Europa”. Nie ma co ukrywać, że francuska ziemia – druga ojczyzna polskiego kompozytora – stanowi wyjątkowo podatny grunt dla inicjatyw Roku Chopinowskiego. Nie przez przypadek odbywający się na jej drugim krańcu, a rozpoczynający w najbliższy piątek popularyzatorsko-happeningowy festiwal Folle Journée de Nantes poświęcony jest niemal w całości fenomenowi naszego geniusza.

Niestety nie wszystkie reprezentacje narodowe spotkały się z Cannes z równie dużym zainteresowaniem. Pustkami świecą koncerty i spotkania południowoafrykańskie, mające w zamierzeniu służyć wypromowaniu kultury RPA przed tegorocznymi mistrzostwami świata w piłce nożnej. A szkoda, bo należą one do nielicznych prawdziwie intrygujących muzycznie oraz intelektualnie wydarzeń w Cannes. Komu jednak chciałoby się słuchać o stereotypach kultury postkolonialnej oraz negatywnych konsekwencjach retoryki „globalnej wioski” i rynkowej marki „world music”, a przy okazji dowiedzieć się, że największy w historii kobiecy bestseller – album „Come on Over” Shanii Twain – był w istocie kompozytorskim i producenckim dziełem pochodzącego właśnie z RPA Roberta Johna „Mutta” Lange’a?

Oblężona twierdza

W Cannes pogłębia się rozdźwięk pomiędzy dwiema wzajemnie wykluczającymi się wizjami rynku muzycznego. Wiarę, iż służyć ma on przede wszystkim twórczej wymianie kulturowej, przynoszącej korzyści wszystkim jej uczestnikom, zdają się pielęgnować wyłącznie reprezentacje narodowe. Natomiast przedstawiciele przemysłu fonograficzno-koncertowego w sposób coraz bardziej arogancki ujawniają swoją czysto biznesową i roszczeniową orientację, sprowadzając potrzeby słuchaczy i artystów na ostatni plan. Atmosfera oblężonej twierdzy dała się szczególnie we znaki podczas wykładu poświęconego wyłącznie demagogicznemu ośmieszaniu liberalnych i przyjaznych konsumentom projektów ogólnoeuropejskiej regulacji praw autorskich w obiegu internetowym. Bardziej konstruktywne prezentacje rozpoczynają się z reguły od postawienia pytania „how to monetise...?” – jak efektywnie spieniężyć wydarzenia towarzyszące koncertom, obieg muzyki w telefonach komórkowych albo środkach masowego transportu itd. Oczywiście bez krztyny refleksji nad społecznymi oraz kulturowymi konsekwencjami rewolucji komunikacyjnej czy choćby jej dalekosiężnymi skutkami dla biznesu.

Potrzebny drugi wymiar

Tak jednowymiarowe podejście nie dziwiłoby na zjeździe hodowców drobiu albo właścicieli tartaków. Od pośredników (a nie faktycznych sprawców) artystycznej i kulturowej wymiany można chyba oczekiwać więcej... Trudno się też spodziewać, by taka polityka pozwoliła targom MIDEM utrzymać w kolejnych latach status istotnego wydarzenia kulturalnego.

Ubiegłoroczny comeback Polski na MIDEM zrobił duże wrażenie Targi MIDEM to najważniejsze i największe targi fonograficzne na świecie. Przez kilka lat Polska nie była na nich reprezentowana. W ubiegłym roku minister kultury Bogdan Zdrojewski powierzył zorganizowanie narodowego pawilonu Instytutowi Adama Mickiewicza. Polską ekspozycję odwiedziło wówczas 2,5 tys. osób. – Stoisko przyciągało zwiedzających m.in. bardzo atrakcyjną formą wizualną. Dlatego w tym roku jest podobne – przebudowaliśmy jedynie pawilon, aby był bardziej funkcjonalny, by było to wygodne, przyjazne miejsce spotkań wszystkich tych, którzy chcą nawiązać kontakty z polską branżą muzyczną – powiedziała rzeczniczka Instytutu Adama Mickiewicza Magdalena Mich.

Autorem koncepcji artystycznej polskiego pawilonu narodowego jest pracujący w Polsce słowacki scenograf Boris Kudliczka (m.in. oper Trelińskiego), zaprojektowany został zaś przez Hannę Tylżanowską oraz Jurka Jagodę.