Według zeszłorocznego zestawienia Business Standard polska ekstraklasa w sezonie 2007 – 2008 wygenerowała w sumie 63 mln euro przychodu. Wyprzedzają nas tylko Rosjanie (300 mln euro przychodu Premier Ligi), Ukraińcy (220 mln) oraz Rumuni (120 mln). Za nami są za to Chorwaci (60 mln), Czesi (50 mln), Serbowie (35 mln), Węgrzy (33 mln), Bułgarzy (30 mln) oraz Słoweńcy (21 mln). W sezonie 2008 – 2009 według Business Standard niewiele w tym zestawieniu się zmieniło. Polska liga wciąż jest stosunkowo wysoko, a bułgarska raczej zamyka stawkę.

Bułgarskie kluby pierwszoligowe otrzymały od telewizji 3,6 mln euro do podziału za prawa do pokazywania swoich meczów w sezonie 2008/2009 (Canal+ i TP płacą polskim klubom ponad 8 razy więcej). Budżety pięciu najbogatszych tamtejszych klubów wahają się między 4 a 6 mln euro (budżet Legii to prawie 10 mln euro). Natomiast na umowach sponsorskich szefowie Lewskiego Sofia czy CSKA inkasują nie więcej niż 600 tys. euro (mniej więcej 300 tys. mniej, niż zarabiają szefowie Lecha Poznań).

Skąd takie różnice? Bułgarska liga jest mniej więcej w tym samym miejscu, w którym była polska dziesięć lat temu. Chodzi nie tylko o infrastrukturę (ławki zamiast krzesełek można spotkać na większości stadionów bułgarskich klubów), ale też głównie o wszelkiego rodzaju skandale z korupcją, mafią i podatkami w tle, które skutecznie zatrzymują rozwój bułgarskiej piłki. Owszem, Bułgarzy ostatnio radzili sobie lepiej w europejskich pucharach niż Polacy, ale nawet działacze klubów z Sofii przyznają, że to bardziej kwestia szczęścia niż umiejętności i organizacyjnych podstaw.

W ostatnich piętnastu latach aż sześciu prezesów Lokomotiwu Płowdiw zostało zastrzelonych (ostatni dwa lata temu), prawdopodobnie w porachunkach mafijnych. W październiku minionego roku kilku prezesów pierwszoligowych klubów zostało przesłuchanych przez Parlamentarny Komitet Antydopingowy w sprawie niepłacenia podatków. W bułgarskiej lidze wielu piłkarzy oficjalnie zarabia minimalną miesięczną pensję, która wynosi 220 lewów. W praktyce dostaje o wiele więcej. Do tego dochodzi nagminna praktyka niepłacenia podatku VAT od umów telewizyjnych i sponsorskich oraz transferów.

Bułgaria ma również problemy z arbitrami (niedawno UEFA wszczęła postępowanie wobec Antona Genowa, który prowadził prawdopodobnie ustawiony mecz towarzyski między Macedonią a Kanadą, zawieszono komisję sędziów ligi bułgarskiej) oraz mafią bukmacherską. W minionym roku jej członkowie zorganizowali akcję, która miała na celu osłabienie drużyny Lewskiego przed meczem z CSKA. Człowiek podający się za menedżera powiedział prezesowi Lewskiego Todorowi Batkowowi, że ma ofertę z Rubina Kazań dla czterech jego piłkarzy, opiewającą na 4 mln euro. Batkow zgodził się na ich wyjazd (i przyjął zaliczkę). Kurs na zwycięstwo CSKA z Lewskim szybko spadł z 1,90 do 1,60. Kiedy Lewski przegrywał 0:2, czterech jego piłkarzy leciało do Moskwy. Wkrótce okazało się oczywiście, że żadnej oferty nie było, a Batkowa zaczęła przesłuchiwać prokuratura. – Co mam powiedzieć? W tym kraju rządzi polityczna mafia – podsumował Batkow.