1 maja 2011 r. niemiecki rynek pracy zostanie otwarty dla imigrantów z Polski i innych nowych krajów członkowskich UE. Czy niemieckie władze chcą wprowadzić jakieś ograniczenia, aby nie doszło do zalewu pracowników ze Wschodu?

Zależy w jakim sektorze. Rząd najbardziej obawia się przyjazdu pracowników niewykwalifikowanych, którzy podetną stawki płacowe i zgadzając się na gorsze warunki pracy doprowadzą do zwolnienia pracowników niemieckich. Dlatego na początku przyszłego roku Bundestag wprowadzi dla tej kategorii osób minimalną pensję. Teraz ministerstwo pracy prowadzi w tej sprawie negocjacje zarówno z koalicyjnym politykami bawarskiej CSU i liberalnej FDP, jak i z opozycją.

>>> Czytaj też: Niemcy otworzą rynek pracy dla Polaków. Średnia pensja 3 razy wyższa

Panują tu trzy poglądy. Związki zawodowe chciałyby wprowadzania jednej stawki minimalnej dla wszystkich pracowników nisko wykwalifikowanych. Miałaby ona wynosić 10,5 euro na godzinę brutto. Opozycyjna SPD jest mniej radykalna. Domaga się też jednej stawki, ale już na poziomie 8,5 euro na godzinę brutto.

>>> Polecamy: Zimmermann: Niemiecka polityka izolacji rynku pracy była błędem

Rząd uważa zaś, że zbyt wysoka stawka doprowadzi do zwiększenia bezrobocia, bo wielu firm nie będzie stać na zatrudnianie po takich stawkach tylu osób co dziś. Dlatego kanclerz Angela Merkel chciałaby wprowadzić pensje minimalne tylko dla wybranych branż i to na różnym poziomie. Pracownicy hoteli mieliby otrzymywać przynajmniej 8 euro na godzinę brutto, personel restauracji – 7, a sprzątaczki – 6. Jedno jest pewne: przed 1 maja jakaś forma pensji minimalnej zostanie wprowadzona.

Czy wysoko wykwalifikowani pracownicy z Polski nie napotkają żadnych przeszkód?

Nie będzie nowych przeszkód, ale stare pozostaną. Dla 60 kluczowych profesji jak lekarze, inżynierowie czy kucharze obowiązuje przepis o minimalnym wynagrodzeniu 66 tys. euro brutto rocznie. Rząd chciałby go co prawda obniżyć do 40 tys. euro, aby poprawić konkurencyjność niemieckiej gospodarki i spowodować, że żyjący już w Niemczech imigranci o wysokim wykształceniu, którzy dziś wykonują proste roboty, mogli lepiej wykorzystać swój potencjał. Jednak na taką obniżkę nie zgadzają się związki zawodowe.

Nostryfikacja dyplomów nie jest problemem?

Rząd od dwóch lat stara się doprowadzić w tym względzie do harmonizacji przepisów w całym kraju. Ale nie udaje mu się, bo jest to kompetencja landów. A te interpretują przepisy, jak im wygodnie. Tak więc w jednym landzie polski dyplom zostanie automatycznie uznany, natomiast w innym – odrzucony.

Czy wszystkie te bariery wystarczą, aby nie doszło do masowej imigracji z Polski do Niemiec po 1 maja?

W przypadku Niemiec nie dojdzie do powtórzenia masowych wyjazdów Polaków do Wielkiej Brytanii i Irlandii w 2004 r. Ale nie tylko z powodu niemieckich przepisów. Przez te 7 lat z jednej strony poziom rozwoju Polski i wysokość płac bardzo poszły w górę. Z drugiej Zachód pogrążył się w kryzysie. I dziś po prostu wielu Polakom nie opłaca się emigrować.