To właśnie przypomnienie sobie o istnieniu Fed i jego programu „poluzowania ilościowego” odpowiadało za przebieg handlu na różnych rynkach, a nie to, że Chiny nie podniosły stóp. Ten właśnie ostatni argument używany jest przez licznych komentatorów w celu wytłumaczenia zachowania rynków. Inflacja w Chinach była dużo wyższa niż oczekiwano (5,1 proc.) i jeśli się utrzyma (a tak będzie) stopy zostaną podniesione. Co z tego, że nie zostały podwyższone podczas weekendu? Każdy kolejny weekend niesie to zagrożenie.

Indeksy S&P 500 i DJIA rosły w sposób umiarkowany. NASDAQ trzymał się blisko poziomu z piątku – jest najwyżej w porównaniu do innych indeksów. Bykom pomagała ogólna atmosfera, wzrost ceny surowców, słaby dolar i puszczanie oka przez Demokratów dających znać, że uda się osiągnąć kompromis w sprawie zachowania cięć podatkowych. W ostatniej godzinie sesji przeważyła jednak ostrożność. Wielu graczy zdecydowało się zrealizować część zysków przed posiedzeniem FOMC. Neutralne zakończenie sesji (bez zmian na szerokim rynki i spadek NASDAQ) nie ma najmniejszego znaczenia prognostycznego.

GPW rozpoczęła dzień od wzrostu WIG20. Nie był duży i nadal rósł dzięki spółkom sektora surowcowego. Potem zaczęły się cuda. Im wyżej wędrowały indeksy na innych giełdach tym niżej schodził WIG20. Po 30 minutach wrócił do poziomu z piątku i tam utknął. Widać już był rolowanie kontraktów z grudniowych na marcowe. Do końca sesji (tak naprawdę było) indeks rysował praktycznie linię poziomą. Fixing zapewnił wzrost o 0,24 proc. Wzrost na małym obrocie, który kompletnie niczego w obrazie rynku nie zmienił. Mam wrażenie, że czekanie na cuda wynikające z wygasania grudniowej linii kontraktów po prostu c