Ambicje Palestyńczyków szkodzą pozycji USA w świecie arabskim

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
20 września 2011, 11:20
Dążenie palestyńskiego prezydenta Mahmuda Abbasa do uznania przez ONZ Palestyny jako niepodległego państwa stwarza niesłychanie trudną sytuację dla Stanów Zjednoczonych, grożąc dalszym pogorszeniem stosunków z krajami arabskimi.

Abbas ogłosił, że w piątek złoży oficjalny wniosek o przyjęcie państwa palestyńskiego do ONZ na statusie pełnoprawnego członka organizacji. Uzasadnia to niemożnością uzyskania dla Palestyny statusu państwa w negocjacjach z Izraelem.

Według procedury ONZ wniosek o przyjęcie nowego państwa jako członka wymaga aprobaty Rady Bezpieczeństwa. Rząd USA zapowiedział już, że jeśli palestyński wniosek uzyska niezbędną większość minimum dziewięć głosów (na 15), skorzysta z prawa weta.

Waszyngton argumentuje, że państwo palestyńskie może powstać jedynie w drodze negocjacji z Izraelem, a nie na podstawie jednostronnej proklamacji Palestyńczyków.

Wielotygodniowe zabiegi dyplomatyczne, mające wyperswadować Abbasowi wniosek o uznanie Palestyny jako państwa członkowskiego ONZ, nie powiodły się. Obecnie trwają zakulisowe starania o to, by amerykańskie weto w Radzie Bezpieczeństwa nie było potrzebne do zablokowania wniosku.

Byłoby to możliwe, gdyby wniosek Abbasa nie uzyskał w Radzie Bezpieczeństwa wymaganego minimum dziewięciu głosów. Nie wiadomo na razie, jak zagłosują niektórzy kluczowi członkowie Rady. Kraje Unii Europejskiej nie wypracowały jeszcze wspólnego stanowiska w tej kwestii.

Weto USA - zdaniem komentatorów - może stworzyć dalsze napięcia w ich stosunkach z krajami arabskimi, które popierają powstanie państwa palestyńskiego. USA starają się pełnić rolę mediatora w konflikcie izraelsko-palestyńskim, więc weto dodatkowo osłabi ich wiarygodność jako bezstronnego pośrednika. Prezydent Barack Obama może być także oskarżony o dwulicowość, gdyż Waszyngton od dawna deklaruje poparcie dla państwa palestyńskiego, zastrzegając tylko, że musi ono żyć w pokoju z Izraelem i wyrzec się terroryzmu.

Obama poparł w dodatku ideę granicy izraelskiej sprzed wojny w 1967 roku, jako granicy między Izraelem a przyszłym państwem palestyńskim, chociaż z zastrzeżeniem, że możliwa byłaby wymiana terytoriów między obu stronami. Według koncepcji Palestyńczyków, ich państwo obejmowałoby wszystkie ziemie zajęte przez Izrael w wyniku wojny z 1967 roku, tj. Zachodni Brzeg Jordanu, Strefę Gazy i wschodnią część Jerozolimy jako stolicę.

Jeżeli - jak się oczekuje - wniosek Abbasa zostanie zablokowany w Radzie Bezpieczeństwa, przywódca Palestyńczyków ma się zwrócić o przyjęcie Palestyny do ONZ na statusie państwa-obserwatora. Wniosek taki wymaga jedynie zwykłej większości głosów w Zgromadzeniu Ogólnym, którą Palestyńczycy powinni uzyskać z łatwością.

Status obserwatora nie pozwala na głosowanie, ale umożliwia uczestnictwo w pracach międzynarodowych organizacji systemu ONZ, takich jak Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości (MTS) i Międzynarodowy Trybunał Karny (MTK).

W opinii komentatorów, osiągnięcie takiego ograniczonego celu przez Palestyńczyków będzie także poważnym ciosem dla USA i dla Izraela. Liczą bowiem na to - jak wynika z wypowiedzi samego Abbasa - że dostęp do MTS i MTK umożliwi im prowadzenie skuteczniejszej kampanii prawnej przeciw Izraelowi.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj