Najwyraźniej politycy nie potrafią się przeciwstawić rozbudzonym oczekiwaniom społecznym i z premedytacją wydają więcej, niż możemy sobie pozwolić.

Zakładając, że kumulujące się długi spłacać będzie ktoś inny, i przytaczając opinie znanych ekonomistów (np. noblisty Paula Krugmana) zachęcających do zwiększania wydatków rządowych. Zapominają przy tym jednak, że to, co być może jest uzasadnione w przypadku krajów takich jak np. Japonia (ma olbrzymi, ale bardzo tani w obsłudze dług), może prowadzić do katastrofy w innych. Jeśli do formalnie liczonego długu dołożymy inne elementy składające się na życie na kredyt (szybko pogarszający się profil demograficzny, zaniedbana infrastruktura, niedostatki edukacji), jasno widać, że następne pokolenia nie będą miały łatwego życia.

Sprawę pogarsza to, że od lat nie potrafimy stworzyć efektywnej, oszczędnej administracji i marnujemy olbrzymie środki na wiele jej nietrafionych działań – oceny strat wynikających z marnotrawstwa pieniędzy publicznych na poziomie 50 mld zł rocznie nie wydają się niestety przesadzone. W tej sytuacji deficyt budżetowy staje się niejako stanem naturalnym.

Niewielki deficyt może mieć korzystny wpływ na rozwój gospodarczy. Jest tak wtedy, gdy wartość dodana powstająca w procesie wykorzystywania pożyczonych środków przekracza należne do spłaty odsetki. Ale czy dzieje się tak u nas, jeśli poziom tylko obsługi długu zbliża się do budżetowych wydatków na edukację, przekraczając prawie czterokrotnie wydatki na państwowe szkolnictwo wyższe i siedmiokrotnie na badania naukowe? Nie od rzeczy jest więc postawienie pytania, czy jest z tego jakieś wyjście.

W pierwszej sprawie – politycznie umotywowanej szczodrości – niespecjalnie, jeśli pominąć wyraźnie u nas niedostateczne przekonanie o konieczności rozliczania rządzących z zaciąganych pożyczek. W drugiej natomiast kwestii – usprawnień w funkcjonowaniu państwa – jak najbardziej. Potrzebny jest do tego drobiazg w postaci reform, które pozwoliłyby zmniejszyć wydatki, nie ograniczając zdolności do wykonywania przez państwo jego niezbywalnych obowiązków. Wymaga to gruntownej przebudowy systemu administrowania. Niezbędne jest szybkie wprowadzenie budżetu, którego sednem stanie się przydzielanie środków na określone zadania. Definiowane muszą być one w perspektywie wieloletniej, budżet jednoroczny powoduje bowiem wielkie marnotrawstwo pieniędzy.

Wielki wpływ na budżet państwa ma system stanowienia prawa. Dziś jest on w opłakanym stanie – nasze prawo jest niespójne, jego stanowienie podlega wielu przypadkowym i nieprzemyślanym działaniom, zaś liczba uchwalanych aktów prawnych wyklucza ich pełną znajomość przez kogokolwiek. Być może wyjściem byłoby powołanie jednego centrum legislacji, odpowiedzialnego za cały proces przygotowywania aktów prawnych zgodnych z intencjami polityków na wszystkich jego etapach – w rządzie, w Sejmie i Senacie, w Kancelarii Prezydenta.

Nadmiar niespójnych regulacji potęgowany jest przez brak systemu oceny skutków poszczególnych ustaw i rozporządzeń. Niezbędne wydaje się stworzenie ciała badającego konsekwencje stanowionego prawa – rozwiązaniem mogłoby być np. rozszerzenie na ten obszar kompetencji NIK. Taki monitoring mógłby doprowadzić do zdumiewających rezultatów – znaczna część stanowionego prawa mogłaby się okazać wysoce niefunkcjonalna, generując wielkie koszty.

Znaczne oszczędności kryją się w systemie świadczenia usług publicznych, który jeśli ma być bardziej efektywny, musi bazować na partnerstwie obywatela i władzy. Zacząć trzeba od otwarcia zasobów, uruchomienia wspólnych baz danych oraz przebudowy systemu podejmowania decyzji dostosowanego do potencjału teleinformatyki. Jednym z zasadniczych zadań jest integracja obowiązków informacyjnych przedsiębiorstw wobec administracji. Jednolity model sprawozdawczości bazujący na elektronicznym raporcie to gwarancja obniżki kosztów dla przedsiębiorstw i zysk dla urzędów otrzymujących czytelny, ujednolicony raport. Hasło jednego okienka czas zastąpić postulatem jednego raportu.

Niepełna była dotychczasowa debata na temat zysków z wydłużenia wieku emerytalnego. Zbyt często zapominano, że korzyści z tej operacji zależą w dużej mierze od zasadniczych zmian w organizacji rynku pracy, systemie ochrony zdrowia, polityce społecznej czy systemie kształcenia ustawicznego. I sens ma tylko łączne wprowadzenie dobrze przemyślanych rozwiązań we wszystkich tych obszarach.

Kolosalnym, dalekosiężnym wyzwaniem jest poprawa konkurencyjności naszej gospodarki. Wobec otwartego rynku UE i procesów globalizacyjnych tylko innowacyjna atrakcyjność towarów i usług może zapewnić nam trwałe bezpieczeństwo finansowe. Na wagę wymarzonej przemiany polskiej gospodarki jest tu m.in. prorozwojowa optymalizacja gospodarowania środkami unijnymi.

W sumie – wiele wyzwań i trudnych do podjęcia decyzji. Alternatywą jest jednak utrata szansy na wymarzony awans cywilizacyjny. Co wybieramy?