Siedem tygodni z rzędu rośnie już indeks S&P500, gromadzący pół tysiąca najważniejszych dla amerykańskiej gospodarki firm. Obecnie wynosi blisko 1420 pkt. Analitycy są zgodni, że w dłuższym terminie nie grozi mu poważniejsza korekta. Oczekują wzrostu w okolice maksimum z 2007 r. (ok. 1580 pkt).

– Amerykańska giełda zyskuje mimo nagromadzenia niezbyt optymistycznych danych ze sfery realnej gospodarki i pesymistycznych komentarzy medialnych. Przedarcie się przez indeks S&P500 z marszu przez poziom 1450 pkt zapewne nie nastąpi, ale jeśli dojdzie do tego w najbliższych kilku tygodniach, będzie to sygnał do ataku na historyczne szczyty – uważa Łukasz Wardyn, analityk City Index.

Według Wardyna na to, że tak się stanie, wskazuje analiza techniczna. Zwraca on uwagę, że S&P500 i Dow Jones Industrial Average znajdują się w długoterminowym trendzie wzrostowym od marca 2009 r. – Wyróżnia się technologiczny Nasdaq, który dno ustanowił w 2002 r. Nawet spadek z 2008 r. nie pogłębił wcześniejszego minimum. Krótkoterminowy spadek tego indeksu w tym roku można uznać za powrót do przełamanych wcześniej szczytów z 2007 r. Indeks technologiczny jest wyjątkowo mocny, nawet mimo ochłodzenia atmosfery w związku ze spadkami akcji Facebooka – dodaje Wardyn.

Z kolei Wojciech Białek, analityk CDM Pekao, wskazuje, że dalsze wzrosty na giełdzie w USA może zapowiadać duży pesymizm analityków. Najnowsze wyniki sondażu przeprowadzanego wśród strategów firm działających na Wall Street pokazały, że ich nastroje są najgorsze od przynajmniej 1985 r. Bank of America Merill Lynch’s Sell Side Consensus Indicator pokazujący, jaki powinien być zdaniem strategów udział akcji w portfelu, wynosi 43,9 proc. Średnia z ostatnich 15 lat to 60,9 proc. Poprzednio tak duży pesymizm panował wśród analityków na początku 2009 r., tuż przed rozpoczęciem dwuletniej hossy.

– Istotną przeszkodą przed dalszymi dynamicznymi wzrostami S&P500 jest niewyjaśniona do końca sytuacja makroekonomiczna Europy, bo fundamenty samych amerykańskich spółek są dobre – uważa Rafał Dobrowolski, zarządzający funduszem akcji amerykańskich w PKO TFI. Według niego trudno wskazać zdrowsze firmy. – Większość z nich sprzedaje towary i usługi nie tylko w USA, lecz także na wciąż dynamicznie rozwijających się rynkach. W dłuższym terminie do kontynuacji wzrostowego trendu potrzebne jest wsparcie polityki monetarnej, ustabilizowanie się sytuacji w Europie oraz seria lepszych odczytów globalnych wskaźników wyprzedzających koniunktury – podsumowuje Dobrowolski.

W dalszych wzrostach cenom akcji może pomóc także amerykańska Rezerwa Federalna, o ile zdecyduje się na kolejny – trzeci już – program dodruku dolarów (pieniądze popłynęłyby wówczas również na giełdę). Wystarczyłaby nawet zapowiedź takiego ruchu. Najbliższa okazja to zapowiedziane na piątek 31 sierpnia wystąpienie szefa Fed Bena Bernankego.

Parkiet w USA dla Polaków

Najprostszy sposób inwestowania na rynku amerykańskim to fundusze inwestycyjne. Pioneer Akcji Amerykańskich i PKO Akcji Rynku Amerykańskiego zarobiły w ostatnich 12 miesiącach po ok. 28 proc. (S&P500 zyskał 26,2 proc.). Słabiej spisały się ING Spółek Dywidendowych USA (13,2 proc. zysku) i Amplico Akcji Amerykańskich (1,2 proc. straty). Jeśli założymy sobie rachunek maklerski, uzyskujemy dostęp do funduszu ETF odwzorowującego zachowanie S&P500, którego jednostki są notowane na GPW. Możemy też inwestować w akcje spółek amerykańskich bezpośrednio, ale by było to opłacalne, trzeba mieć minimum 50 tys. zł.