W tym roku nasz eksport ma wzrosnąć jedynie o 2 proc., ale w kolejnych latach, jak wynika m.in. z prognozy ekonomistów banku HSBC i firmy badawczej Oxford Economics, powinien znów dynamicznie rosnąć.

Eksport od ponad dekady jest lokomotywą polskiej gospodarki i bardzo szybko rośnie. W takim tempie, że gdyby nie ogromny, wart łącznie 31 mld euro rocznie, import z Chin i Rosji (ropa i gaz), mielibyśmy nadwyżkę handlową. Według danych GUS w 1999 r. nasz kraj sprzedał za granicę towary o wartości 25,7 mld euro, w 2001 r. już za 40,2 mld euro, a w 2011 r. za 136,7 mld euro. Czyli aż o 340 proc. więcej niż dekadę temu! Dzięki temu Polska jest już dość wysoko na liście światowych eksporterów: na 27. miejscu.

Tropem statystyki

Jak wylicza Ministerstwo Gospodarki, polska sprzedaż towarów za granicę w latach 2000–2008 rosła średniorocznie o 22,8 proc. Słabnąć zaczęła w 2007 r. (w dużej mierze ze względu na bardzo silnego wtedy złotego), a w 2009 r. się załamała. To znaczy po raz pierwszy od wielu lat spadła i to aż o 15,5 proc. Rok później nastąpiło jednak bardzo silne odbicie. W 2010 r. polski eksport wzrósł według statystyk GUS aż o 22,6 proc. W 2011 r. był już większy niż przed kryzysem i to aż o 17,6 proc. (w porównaniu do 2008 r.).

Można więc zaryzykować stwierdzenie, że kryzys pomógł polskim firmom eksportowym, których towary są tańsze niż te produkowane w krajach zachodniej Europy. Pomógł m.in. w taki sposób, że konsumenci z Zachodu zaczęli mniej kupować, dużo większą uwagę niż wcześniej zwracają na ceny i dużo częściej sięgają po towary tańsze. To z kolei jeszcze bardziej zachęciło zachodnie firmy do przenoszenia produkcji do Polski i innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej, co przyczyniało się do zwiększania naszego eksportu. Dowodem na to jest choćby fakt, że przed kryzysem więcej importowaliśmy z krajów europejskich (bez Rosji) niż do nich eksportowaliśmy. Jeszcze w 2008 r. ten deficyt wyniósł 2,4 mld euro. W 2010 r. mieliśmy już nadwyżkę w handlu z Europą w wysokości 9,1 mld euro. W zeszłym roku stopniała ona wprawdzie do 5,9 mld, ale najważniejsze jest to, że w najbliższych latach powinna się utrzymać. Największym powodem do dumy jest fakt, że mamy nadwyżkę w handlu z Niemcami, do niedawna największym eksporterem świata (dziś numerem trzy w tej kategorii, po Chinach i Stanach Zjednoczonych). A także m.in. z Francją, Wielką Brytanią, Szwecją, Czechami, Słowacją, Węgrami i Rumunią. Nasza łączna nadwyżka handlowa ze wszystkimi krajami UE w 2011 r. sięgnęła 15,6 mld euro, a ze strefą euro, złożoną z bogatszych i bardziej rozwiniętych od nas państw, 3 mld euro.

Niestety w tym roku polski eksport wyraźnie osłabł. W pierwszych trzech kwartałach, według GUS, zwiększył się jedynie o 1,9 proc., a prognoza Ministerstwa Gospodarki na cały 2012 r. to 2 proc. wzrostu. Winny temu jest przede wszystkim kryzys strefy euro, a w ślad za tym słabnący popyt i spowolnienie gospodarcze w UE, która jest naszym głównym partnerem handlowym (na rynki unijne trafia 78 proc. polskiego eksportu – dane z 2011 r.). Na szczęście w kolejnych latach ma być już lepiej. Tak wynika m.in. z listopadowego raportu pt. „Global Connections”, autorstwa ekonomistów banku HSBC oraz firmy badawczej Oxford Economics. Przewidują oni, że Polska będzie należeć w najbliższych latach do państw o najwyższym wzroście eksportu i zwiększy się on u nas w latach 2013-2015 o 21 proc.

Niemcy na czele

Głównymi kierunkami sprzedaży za granicę są dla naszego kraju od lat kraje unijne. W 2011 r. trafiło do nich aż 78 proc. polskiego eksportu (do państw strefy euro ponad połowa), czyli towary i usługi o wartości 107 mld euro. Najwięcej wyeksportowaliśmy do Niemiec (za 35,7 mld euro – 26 proc. polskiego eksportu), do Wielkiej Brytanii (8,8 mld euro, 6,4 proc. naszej sprzedaży za granicę), Czech – 8,5 mld euro, Francji – 8,4 mld euro, Włoch – 7,3 mld euro, Rosji – 6,1 mld euro, Holandii – 7 mld euro, Szwecji – 3,9 mld euro, Węgier – 3,5 mld euro i na Ukrainę – 3,4 mld euro. Wśród 15 naszych największych partnerów handlowych aż 12 to kraje UE.

Drugim po Europie pod względem wielkości polskim rynkiem eksportowym jest Azja (w 2011 r. 7,9 mld euro, co stanowiło 5,8 proc. naszego eksportu). Podobnie wyglądało to w 2010 r. Godny podkreślenia jest fakt, że większość naszych największych rynków eksportowych to bardzo wymagające rynki zachodnioeuropejskie. Dość silną pozycję na nich zawdzięczamy w dużym stopniu temu, że w Polsce ulokowały swe fabryki dziesiątki renomowanych, znanych firm z Zachodu, które dużą część, a czasem większość swej produkcji w naszym kraju, przeznaczają na eksport.

Już w zeszłym roku zarysowała się w polskim handlu zagranicznym ciekawa tendencja, polegająca na tym, że nasz eksport poza UE (głównie do Rosji i na Ukrainę) rośnie obecnie dużo szybciej niż nasza sprzedaż do krajów unijnych. W przypadku bogatych krajów pozaunijnych zwiększył się on w 2011 r. aż o 24,3 proc. (głównie za sprawą państw EFTA, czyli Norwegii, Szwajcarii, Islandii i Liechtensteinu, w których ów wzrost sięgnął 41 proc.), Azji o 21,5 proc., a Rosji, Ukrainy i Białorusi łącznie o 17,6 proc. (przy tym najwięcej do samej Rosji – o 22 proc.).

Ta tendencja pogłębiła się w tym roku. Wprawdzie kolejność na liście naszych największych rynków eksportowych niewiele się zmieniła, bo po trzech kwartałach 2012 r. były to: Niemcy, Wielka Brytania, Czechy, Francja, Rosja, Włochy, Holandia, Ukraina, Szwecja i Słowacja (obroty z nimi stanowiły aż 66,8 proc. naszego eksportu). Ale za to według danych GUS w tym okresie leciutko spadł nasz eksport do krajów UE – o 0,8 proc. Zaś do samej strefy euro o 1,2 proc., do Niemiec i Francji o 2,3 proc., do Szwecji o 6,4 proc., a do Włoch aż o 7,6 proc. Jednocześnie zwiększył się on o 15,5 proc. w przypadku krajów rozwijających się i o 19,3 proc. do Rosji, Ukrainy i Białorusi. Jeśli chodzi o samą Rosję, największy wschodni rynek zbytu naszych towarów, aż o 21,5 proc.

Polskie atuty

Jakie są nasze największe hity eksportowe? Aż 40,5 proc. polskiego eksportu (dane za 2011 r.) to wyroby elektromaszynowe. A wśród nich przede wszystkim auta i części do nich, których łączna sprzedaż za granicę sięgnęła w zeszłym roku zawrotnej sumy 17,3 mld euro (to 12,6 proc. polskiego eksportu). Wysyłamy do innych krajów także bardzo dużo maszyn i urządzeń elektrycznych (za 15,4 mld euro w 2011 r.). Kolejne największe pozycje eksportowe to wyroby przemysłu chemicznego (13,8 proc. naszej sprzedaży zagranicznej), np. leki, kauczuk i wyroby z niego oraz tworzywa sztuczne, wyroby hutnicze (ponad 10 proc. polskiego eksportu – głównie żelazo, żeliwo i stal oraz wyrabiane z nich produkty, miedź i wyroby z niej) oraz artykuły rolno-spożywcze, także z ponad 10-procentowym udziałem – głównie mięso, podroby, nabiał i – o dziwo – tytoń, którego sprzedaż zagraniczna była warta w 2011 r. 1,3 mld euro. Po 5 proc. naszego eksportu przypada na wyroby przemysłu drzewno-papierniczego (m.in. meble) oraz na tak zwane produkty mineralne, do których zalicza się m.in. wapno, cement, rudy metali, siarkę, gips i sól.

Na szczególną uwagę zasługuje nasz eksport żywności, bo od lat 70. XX wieku do 2003 r. Polska więcej importowała artykułów żywnościowych, niż ich eksportowała. W zeszłym roku nasz eksport żywności wyniósł aż 15,2 mld euro, a jego nadwyżka nad importem sięgnęła 3 mld euro. Rośnie też jej udział w całkowitej sprzedaży naszych towarów za granicę.

Pozytywne tendencje

To niejedyny powód do optymizmu. Ogólny trend jest bowiem taki, że w polskim eksporcie rośnie udział towarów bardziej przetworzonych i bardziej zaawansowanych technologicznie. Na przykład udział w nim wyrobów elektromaszynowych wzrósł z 37 proc. (w 2001 r.) do 40,5 proc., a chemicznych z 9,6 do 13,8 proc. Warto w tym kontekście wymienić choćby polską firmę Pesa, która produkuje pociągi i udaje jej się sprzedawać je także na trudnych i nasyconych rynkach zachodnich. Czy też wielkopolskiego Solarisa produkującego autobusy, a także polskie wytwórnie luksusowych jachtów.

Co będzie dalej? Na razie trudno powiedzieć. W 2011 r. najbardziej skoczył nasz eksport produktów mineralnych – o 33,8 proc. (do 6,9 mld euro), ceramicznych (np. glazura i terakota) – o 30 proc. (do 3,9 mld euro), wyrobów przemysłu chemicznego – o 20,2 proc. (do 18,9 mld euro) oraz wyrobów hutniczych – także o 20,2 proc. (do 16,2 mld euro). Ciągle wygrywamy na rynkach zagranicznych przede wszystkim niższą ceną. Moglibyśmy produkować i eksportować dużo więcej niż dziś bardziej zaawansowanych technologicznie produktów. Ale tego bez lepszej aniżeli obecnie polityki gospodarczej państwa zrobić się nie da.