Ekonomiści są zgodni w prognozach: wzrost gospodarczy będzie przyspieszał z kwartału na kwartał, ale raczej stopniowo. W III możemy mieć – ich zdaniem – 1,3-proc. dynamikę PKB. W IV – 1,8-proc.

>>> Czytaj też: S&P: wiarygodność kredytowa polski jest stabilna

Przyspieszenie mamy zawdzięczać odbudowie konsumpcji prywatnej. Ona już odbiła się od dna, ekonomiści sądzą, że w II kw. mogła wzrosnąć o 0,3–0,5 proc. Ale to nie ona jest odpowiedzialna za 0,8 proc. wzrostu gospodarczego w II kw. To dodatni bilans w handlu zagranicznym był głównym dopalaczem, dodał do dynamiki PKB (według różnych szacunków) od 1,1 do 2 pkt proc. – Konsumpcja pewnie już zaczęła przyspieszać, ale tempa zacznie nabierać dopiero teraz – ocenia Grzegorz Maliszewski, ekonomista Banku Millennium. Stanie się tak dzięki poprawie nastrojów gospodarstw domowych. Poza tym konsumenci będą mieli większy realny dochód do dyspozycji dzięki niższej inflacji

Piotr Bielski z BZ WBK jest tego samego zdania. Jak mówi, dochody i tak powinny rosnąć mimo skoku inflacyjnego wywołanego wzrostem opłat za wywóz śmieci. To właśnie ten czynnik razem z wysokimi – jak na tę porę roku – cenami żywności spowodował wzrost inflacji w lipcu do 1,1 proc. z 0,2 proc. w czerwcu.

Wzrostu konsumpcji spodziewa się też Adam Antoniak z Pekao. Jego zdaniem wsparciem dla niej będą niskie stopy procentowe (co przełoży się na spadek kosztów obsługi kredytów i coraz mniejszą skłonność do oszczędzania). Według opublikowanych przed długim weekendem danych NBP wartość depozytów gospodarstw domowych w lipcu spadła o ponad 1,1 mld zł .

Eksperci, z którymi rozmawialiśmy, spodziewają się, że konsumpcja w III kw. wzrośnie o ok. 1 proc., a w IV – o 1,8 proc. Poprawić się mają też inwestycje. Nadal będą na minusie, ale już nie tak dużym jak pod koniec ubiegłego i na początku tego roku (spadki o 4,1 proc. i 2 proc.). W III kw. mają się one zmniejszyć o 1,9 proc., a w IV spadek wyhamuje do 0,5 proc.

– Trudno liczyć tu na jakieś przyspieszenie, bo nadal słabe będą inwestycje infrastrukturalne. Jeśli jednak poprawa nastrojów w strefie euro będzie postępować, to może odbiją inwestycje prywatne polskich firm. Do tego musi zostać spełniony jeden warunek: przedsiębiorcy muszą nabrać przekonania, że odbicie w globalnej gospodarce jest trwałe – przekonuje Grzegorz Maliszewski.

>>> Czytaj też: S&P: Polską gospodarkę czeka odbicie

Wystarczy wiara w poprawę, bo firmy mają pieniądze na inwestycje. Depozyty przedsiębiorstw na koniec lipca to 187,8 mld zł. Poza tym biznesmeni coraz lepiej radzą sobie z jednym z głównych problemów trapiących ich od początku kryzysu – zatorami płatniczymi. Według danych wywiadowni gospodarczej Bisnode Polska w ponad połowie monitorowanych branż wielkość zaległych płatności była mniejsza niż przed rokiem. Dotyczy to m.in. budownictwa, gdzie zatory były zwykle największe. Na koniec czerwca w bazach Bisnode zaległe płatności tej branży wynosiły 175,3 mln zł. Rok wcześniej było to 234,9 mln zł. Poprawę płynności w firmach pokazuje też najnowszy raport Krajowego Rejestru Długów. W czterech z sześciu analizowanych przez KRD branż prognozy spływu należności były w lipcu wyraźnie lepsze niż w badaniu przeprowadzonym kwartał wcześniej.

Paweł Radwański, ekonomista Raiffeisen Banku, zwraca uwagę, że poprawa w inwestycjach nie musi oznaczać jednak wyraźnego przyspieszenia wzrostu PKB. Dlaczego? Bo inwestycje są przejawem wzrost popytu na towary z importu. – A to oznaczałoby, że wsparcie wzrostu PKB ze strony handlu zagranicznego będzie mniejsze – mówi Radwański.