W latach poprzedzających kryzys Syria cieszyła się umiarkowanie szybkim wzrostem PKB, a syryjskie władze podejmowały próby zreformowania niewydajnej gospodarki. Na początku pierwszej dekady XXI wieku rząd Baszara el-Asada rozpoczął proces liberalizacji polityki gospodarczej, który polegał między innymi na umożliwieniu działania prywatnym bankom, zniesieniu części subsydiów, a także otwarciu giełdy papierów wartościowych w Damaszku

Nie ma wątpliwości, że trwająca od 2011 roku w Syrii wojna domowa doprowadziła gospodarkę tego kraju do ruiny. Jednak nie sposób oszacować dokładnie, jak duże są całkowite straty wywołane prowadzeniem działań wojennych. 

Ogólne szacunki mówią, że ilość realizowanych w Syrii projektów inwestycyjnych spadła o 90 proc. Dokładną wartość galopującej inflacji trudno ocenić, jednak prawdopodobnie przekroczyła 100 proc., a niektóre źródła twierdzą, że nawet 200 proc.

Według niepotwierdzonych szacunków gospodarka Syrii mogła skurczyć się w 2011 roku o 3 proc., a w 2012 roku aż o 20 proc. Na skutek konfliktu ucierpiały wszystkie sektory gospodarki, jednak najbardziej dotkliwe straty odnotowała turystyka, handel detaliczny, transport, a także przemysł, przede wszystkim wydobywczy i samochodowy. 

W początkowej fazie wojny straty tych sektorów rekompensował częściowo rozwój rolnictwa, a także „nieformalny” boom budowlany, wywołany brakiem możliwości egzekwowania przepisów.

Gospodarka ucierpiała jednak nie tylko bezpośrednio na skutek wojny domowej, ale także w wyniku sankcji nałożonych na Damaszek przez Unię Europejską.

>>> Czytaj też: Wojna w Syrii rozleje się na region

„Serce” syryjskiej gospodarki w zapaści

Według szacunków BP, syryjskie rezerwy ropy naftowej wynoszą 2,5 mld baryłek. Choć w skali regionu to bardzo niewiele, to jednak sektor przemysł naftowy był przed wojną niezwykle ważną gałęzią syryjskiej gospodarki. W 2010 roku sprzedaż ropy naftowej zapewniała około 20 proc. dochodów budżetowych i stanowiła ok. 35 proc. wszystkich dochodów z eksportu.

Przed wybuchem wojny dzienna produkcja ropy wynosiła około 400 tys. baryłek dziennie. W maju 2013 roku syryjski minister ds. ropy naftowej przyznał, że po dwóch latach konfliktu wydobycie spadło o 95 proc., do poziomu 20 tys. baryłek dziennie. Oznacza to, że z eksportera ropy naftowej Syria stała się krajem, który zmuszony jest kupować ten surowiec (oraz jego pochodne) poza granicami kraju, co kosztuje reżim 500 mln dolarów miesięcznie. 

Damaszek dysponuje także potwierdzonymi zasobami gazu naturalnego o wielkości 0,3 bln metrów sześciennych. Od początku zamieszek wydobycie „błękitnego paliwa” spadło o połowę i, według szacunków, osiąga obecnie wielkość 15 mln metrów sześciennych dziennie. 

Potwierdzone zasoby gazu na terenie Syrii to kropla w porównaniu z oceanem gazu w posiadaniu takich państw jak Iran czy Katar. Nie jest jednak jasne, jak wiele „błękitnego paliwa” znajduje się na dnie morza śródziemnego, a co za tym idzie, nie sposób ocenić całkowitego potencjału surowcowego, jakim dysponować będą przyszłe syryjskie rządy.

>>> Czytaj też: Stanowiska poszczególnych krajów wobec sytuacji w Syrii