Struktury siłowe to jedyny tegoroczny priorytet rosyjskich władz. Taki wniosek można wysnuć z analizy tegorocznego budżetu. Minister finansów Anton Siłuanow przyznał niedawno, że na armię, policję i służby specjalne pójdzie w tym roku 40 proc. budżetu. Na politykę społeczną – jedynie 35 proc.

Wydatki na sektor obronny (już bez policji i służb) wzrosły w tym roku o 1/3 – do 3,3 bln rubli (210 mld zł). Ta kwota i tak pozostaje wielokrotnie niższa niż 613,6 mld dol., którymi w tym roku fiskalnym dysponuje Pentagon. Drugie na tej liście są Chiny, Rosja – trzecia. Moskwa w tym roku wyda na obronę 4,6 proc. PKB, gdy jeszcze w 2010 r. było to zaledwie 1,5 proc. Z drugiej strony ZSRR, gdy upadał, przeznaczał na ten cel 19 proc. PKB, co wynikało z wyścigu zbrojeń z Amerykanami.

Za silniejszą armię zapłacą pacjenci. Wydatki na ochronę zdrowia skurczą się o 21,4 proc., z tego np. na stacjonarną pomoc medyczną aż o 40 proc. Oszczędności dotknęły też edukację, choć w tym przypadku cięcia wyniosły 4,7 proc. 2010 r. nie jest w tym zestawieniu przypadkowy. W grudniu tamtego roku ówczesny prezydent Dmitrij Miedwiediew podpisał program zakupów uzbrojenia na lata 2011–2020. Stąd wynika szybki wzrost wydatków. Zgodnie z planem w obecnej dekadzie na nową broń ma zostać przeznaczone 19 bln rubli (640 mld zł). Trudno zakładać, że Rosja zbroi się przeciwko postsowieckim sąsiadom. Jak pisze Slon.ru, już w 2013 r. rosyjski budżet obronny 200-krotnie przewyższał gruziński i 36-krotnie ukraiński.

Co więcej, od 2013 r. niemal bez przerwy organizowane są olbrzymie ćwiczenia wojskowe. Wartość sprawdzianu w sytuacji bojowej ma również interwencja w Zagłębiu Donieckim. Brytyjski ośrodek RUSI twierdzi, że spośród 10 związków operacyjnych rangi armii siedem uczestniczyło w tym konflikcie. „Konsekwencją obserwowanych obecnie działań, stanowiących jak najbardziej wymierne przygotowanie Rosji do prowadzenia konfliktu zbrojnego na zdecydowanie większą skalę niż operacja w Gruzji w sierpniu 2008 r. i zaangażowanie militarne przeciwko Ukrainie, może być jednak faktyczne rozpoczęcie przez Moskwę regularnej wojny” – pisze z kolei Andrzej Wilk z OSW.

 >>> Czytaj też: Tomahawki, JASSM i miliardy złotych. Moskwa obserwuje, jak Polska się zbroi