Grecja-flaga-euro

Grecja

źródło: ShutterStock

Zdaniem Julius "niekończąca się grecka tragedia nie skończy się dobrze dla żadnego z jej protagonistów", może jedynie w jeszcze większym stopniu obnażyć niedostatki koncepcyjne unii walutowej pozbawionej "centralnego mechanizmu regulującego deficyty budżetowe, czy też mogącego uruchomić znaczące, międzypaństwowe subsydia".

Jeśli zatem do strefy euro ma wrócić prosperity na najbliższe dekady, to Grecja musi zostać usunięta z unii walutowej. "Nie dlatego że nalegają na to Niemcy, ale dzięki solidarnej decyzji wszystkich pozostałych jej członków" - pisze ekspertka.

Jej zdaniem Grecja funkcjonuje tylko dzięki pomocy zagranicznej i zastrzykom płynności dla jej banków, które wypłaca Europejski Bank Centralny. Ale EBC może to robić tylko wtedy, jeśli greckie banki będą wypłacalne. Ateny muszą jednak wkrótce zacząć spłacać swoje zadłużenie, w tym kolejną ratę na rzecz Międzynarodowego Funduszu Walutowego (450 mln euro). Jeżeli Grecja nie będzie w stanie obsłużyć swych długów, sektor bankowy przestanie otrzymywać pomoc EBC, bank zostaną zamknięte, a rząd będzie musiał zaprowadzić kontrolę przepływu kapitałów - tłumaczy Julius.

By przetrwać, Grecja musiałaby wprowadzić nową walutę, zdewaluować ją i pogodzić się z długotrwałą, wysoką inflacją. "Jednak alternatywa (pozostanie Grecji w unii walutowej) wiąże się z jeszcze większym ryzykiem dla strefy euro" - przekonuje Julius.

Ryzyko to ma nie tylko wymiar ekonomiczny, ale również polityczny, ponieważ oznaczałoby to jeszcze większe osłabienie społecznego poparcia dla rządów w takich krajach jak Portugalia, Hiszpania, Irlandia, gdzie reformy, politykę zaciskania pasa i europejskie pakiety pomocowe wdrożono bez taryfy ulgowej - pisze ekspertka.

>>> Czytaj też: Rosja wznowi handel spożywczy z Grecją, Cyprem i Węgrami

Na łamach "Guardiana" Hans-Werner Sinn, profesor ekonomii i finansów uniwersytetu w Monachium oraz szef Instytut Badań nad Gospodarką Ifo pisze, że jednym z możliwych środków zaradczych, które podniosłyby z zapaści strefę euro jest podjęcie decyzji, że "kraje, które nie są już konkurencyjne (jak Grecja) mogą wyjść z eurolandu i zdewaluować swoją nową walutę".

Na razie unia walutowa działa "jak unia transferowa", w której krajom pogrążonym w kryzysie dostarcza się "kredytów z funduszy publicznych przy oprocentowaniu bliskim zera, co właściwie z czasem może się po prostu przerodzić w transfery pieniędzy" - argumentuje Sinn.

Szef międzynarodowej firmy konsultingowej Capital Economics Roger Bootle pisze na łamach dziennika "Telegraph", że Grecja wkracza "na drogę ku nędzy, z której nie ma łatwej ucieczki".

Metody naprawiania gospodarki i finansów państwa, jakie Europa i kredytodawcy chcą narzucić Atenom, nie mogą jej uratować, bo Grecja potrzebuje teraz "zwiększenia popytu".

W opinii Bootle'a sytuacja Grecji wręcz pogorszy się, bo recepty wystawiane Grecji przez UE nie wygenerują popytu, a panująca w strefie euro deflacja sprawi, że stosunek długu Grecji do jej PKB stanie się bardziej niekorzystny (spada bowiem wartość PKB liczona w euro).

Lekarstwo, jakie eurogrupa, MFW i EBC chcą zaaplikować Atenom, to "destruktywna droga przez czyściec" - pisze dalej Bootle i konkluduje: "Grecja powinna wyjść ze strefy euro i pozwolić, by jej nowa waluta straciła wiele na wartości, być może nawet 30-40 proc."

Być może przeczuwając, że podniosą się takie głosy, grecki premier Aleksis Cipras zapowiedział zacieśnienie współpracy Grecji z Rosją. Szef greckiego rządu ma przybyć 8 kwietnia do Moskwy.

Grecja, która została uratowana przed bankructwem przez pożyczki od państw strefy euro i MFW, w ostatnich tygodniach znów stanęła na skraju zapaści finansowej, ale eurogrupa i EBC postawiły sprawę jasno: warunkiem wypłacenia 7,2 mld euro, czyli kolejnej transzy z pakietu pomocowego dla Aten, jest przedstawienie, a następnie wdrożenie gruntownych i skutecznych reform gospodarczych oraz poddanie ich ocenie kredytodawców.

Jak dotąd Ateny i ich kredytodawcy nie zdołali zawrzeć w tej sprawie porozumienia; oczekuje się, że przełom w tych negocjacjach nastąpi dopiero po świętach.