Kraje UE w 2012 r. (ostatnie dostępne dane, jakimi dysponuje Eurostat) wyemitowały do atmosfery 4,7 mld ton ekwiwalentu dwutlenku węgla. Oznacza to redukcję w stosunku do 1990 r. o 17,9 proc. Europejscy liderzy chcą jednak, aby te redukcje były jeszcze większe. W 2030 r. emisje miałyby osiągnąć poziom o 40 proc. niższy niż na początku lat 90. To oznacza, że w ciągu nadchodzących 15 lat Europa chce obniżać emisje szybciej niż dotychczas. Jak to zrobić i jakie są refleksje na ten temat zarówno ze strony regulatorów, jak i przedstawicieli producentów i największych odbiorców energii elektrycznej, można było usłyszeć podczas panelu dyskusyjnego „Energia, przemysł, klimat, czyli trzy w jednym”, który odbył się podczas pierwszego dnia EKG.

Jak zapewniał stojący na czele unijnej Dyrekcji Generalnej ds. Energii Dominique Ristori, działania mające na celu redukcję emisji nie mogą się odbywać wyłącznie kosztem przemysłu. – Polityka klimatyczna nie może się ograniczać tylko do wymiaru przemysłowego lub tylko do wymiaru środowiskowego. Te dwie sfery muszą się nawzajem wspomagać i wzmacniać – zapewniał Ristori.

Z tym podejściem zgadzali się przedstawiciele przemysłu. Trudno jednak dziwić się ich sceptycyzmowi co do kosztów takiej polityki, któremu najlepiej dał wyraz Surojit Ghosh, dyrektor finansowy ArcelorMittal w Kazachstanie. – Przemysł chce stawać do uczciwej walki, bo jeśli gdzieś na świecie stal można wytapiać taniej, to nie ma powodów, dla których klient miałby płacić za drogi europejski produkt – stwierdził. Przywołał też różnice, jakie na skutek rewolucji łupkowej w USA pojawiły się między dwoma brzegami Atlantyku. – Odbiorcy przemysłowi płacą tam za prąd o połowę mniej niż na Starym Kontynencie. Te pieniądze mogłyby być wydane chociażby na badania rozwojowe – wyliczał Ghosh.

– Od tego kierunku nie ma już jednak odejścia. Największym wyzwaniem nie jest dyskusja nad celami klimatycznymi, ale co trzeba zrobić i jak to zrobić w mądry sposób, czyli tak, aby zachować przewagę konkurencyjną na całym świecie – mówił Paweł Cyrani, członek zarządu Grupy CEZ. Jedną z dróg są inwestycje w energetykę odnawialną; tutaj jednak, jak wskazał minister skarbu Włodzimierz Karpiński, Bruksela powinna dać krajom członkowskim odrobinę swobody w budowie własnych miksów energetycznych. – Unia powinna osiągać te cele in gremio, a nie dyskryminować na własnym forum kraje słabiej rozwinięte – mówił minister.

Taka polityka klimatyczna, mająca na względzie argumenty przemysłu, musi być sprytna i zakładać rozsądne wydawanie ograniczonych środków finansowych na realizację tego celu. To oznacza, że rządzący muszą zdefiniować, jakie obszary inwestycji w tym zakresie są najbardziej perspektywiczne – i na nich się skoncentrować. Widać to w przypadku źródeł energii odnawialnej. – Zasoby energetyki odnawialnej nie są rozdzielone równomiernie. Zrobiła to za nas matka natura, a nam pozostaje tylko roztropnie podchodzić do gospodarowania nimi – apelował prezes zarządu Polskiej Grupy Energetycznej Marek Woszczyk. Dodał również, że lepsza z punktu widzenia kształtowania polityki byłaby budowa systemu zachęt do ograniczania emisji niż konstruowanie systemu kar za ich przekraczanie.

Rozmówcy zgodzili się, że część redukcji można osiągnąć, nie stawiając kolejnych celów, ale kształtując politykę w taki sposób, aby to rynek sam wymusił postęp. Oprócz wspomnianych przez prezesa Woszczyka zachęt dyrektor Ristori mówił o tym, jak ważna dla obecnej komisji jest liberalizacja rynku. Aby jednak ta była możliwa, musi dojść do połączenia systemów energetycznych poszczególnych krajów europejskich. – Kiedy już to się stanie, energia po prostu sama się rozejdzie – mówił minister energetyki Litwy Rokas Masiulis.