Polskie Zakłady Lotnicze w Mielcu nie chcą na razie komentować rozstrzygnięcia przetargowego w sprawie śmigłowca wielozadaniowego.

MON wybrał do testowania maszynę francuskiego konsorcjum Airbus Helicopters. O kontrakt ubiegali się jeszcze dwaj producenci: amerykańska firma Sikorsky i należący do niej mieleckie zakłady lotnicze, oferujące Black Hawka, oraz wchodzące w skład włosko-brytyjskiej grupy AgustaWestland PZL Świdnik z maszyną AW149.

Zarząd PZL Mielec zapowiada "złożenie oświadczenia" w najbliższym czasie. Tymczasem szef zakładowych struktur "Solidarności" Marian Kokoszka jeszcze przed ogłoszeniem wyników zapowiadał zdecydowane działania w przypadku odrzucenia oferty mieleckiej. Reakcją ze strony związkowców ma być akcja protestacyjna w Warszawie. Jej celem ma być unieważnienie przetargu i rozpisanie go na nowo pod ścisłym nadzorem społecznym. Kokoszka podkreślił, że wprowadzanie na polski rynek trzeciego producenta śmigłowców jest kontrowersyjne pod względem gospodarczym. Dodał, że w procedurze przetargowej jest możliwość odwołania się od decyzji.

Roman Jakim z sekcji krajowej NSSZ Solidarność przemysłu lotniczego uważa decyzję rządu za złą, między innymi dla producentów śmigłowców w Polsce, czyli Mielca i Świdnika. Zapowiada zapytanie o uzasadnienie wyboru śmigłowca w czasie piątkowego spotkania z ministrem obrony narodowej.

Marszałek województwa podkarpackiego Władysław Ortyl napisał dziś w oświadczeniu, że na korzystne wiadomości z Warszawy czekało wielu mieszkańców regionu, utrzymujących swoje rodziny z pracy w firmach Doliny Lotniczej, w tym w Polskich Zakładach Lotniczych w Mielcu. Od 2007 roku jest to spółka zależna Sikorsky Aircraft. W tym czasie zainwestowano w firmie ponad 150 milionów dolarów, utworzonych zostało ponad 800 miejsc pracy i zbudowano sieć lokalnych kooperantów.

>>> czytaj też: Przegrał polski przemysł? MON wybrało francuskie śmigłowce i amerykańskie rakiety