Niektórzy z wiodących badaczy w obszarze ekonomii – Paul Romer z Uniwersytetu w Nowym Jorku i laureaci nagrody Nobla Robert Lucas i Edward Prescott – wdali się z niecodzienny spór na temat sposobu wykorzystania matematyki. Spór ten ujawnia głębsze podziały w dyscyplinie, która ma przecież sprawiać, aby żyło nam się lepiej.

W bezceremonialnym ataku Paul Romer oskarża kilku swoich kolegów, m.in. Lucasa i Prescotta, o wykorzystywanie matematyki w nieuczciwy sposób tzn., tak aby wspierać swoje przekonania ideologiczne.

Romer zasugerował bowiem, że podczas budowania teorii na temat tego, w jaki sposób powstaje wzrost gospodarczy, Lucas i Prescott wykorzystują niedorzeczne założenia w swoich modelach, co ma gwarantować zakładane przez nich na początku rezultaty. Potępienie przez Paula Romera takiego wykorzystywania matematyki wywołało burzę komentarzy.

Problem, na który wskazuje Romer, wykracza poza teorię wzrostu gospodarczego, w której się specjalizuje i poza akademicki spór pomiędzy dwoma obozami. Paul Romer mianowicie kwestionuje sposób, w jaki wielu ekonomistów wykorzystuje matematykę. Sposób – dodajmy – inny, niż ten, który można zaobserwować u fizyków, biologów czy inżynierów.

Należy tu przywołać pewną dziwną historię, która za tym stoi. Nowoczesna teoria ekonomiczna wypływa z normy, ustalonej w latach 1950 przez Kennetha Arrowa i Gerarda Debreu. Badacze ci rozpoczynali z wyjątkowo abstrakcyjnym matematycznym modelem gospodarki. W modelu tym założyli istnienie grupy producentów, konsumentów i towarów oraz stworzyli pewne założenia co do ich właściwości. Słynny rezultat tych poszukiwań był taki, że oto pod pewnymi warunkami, ta wyimaginowana gospodarka miałaby charakteryzować się równowagą (teoria równowagi ogólnej – przyp. tłum.), z zestawem cen, który idealnie pasowałby do poziomu produkcji i konsumpcji.

Gerard Debreu z czasem otrzymał posadę w Komisji Cowlesa na Uniwersytecie w Chicago. Był to instytut naukowy, w którym chciano łączyć ekonomię z matematyką i statystyką. Debreu wykształcił w tym podejściu wielu młodych ekonomistów. Dzięki temu podejście to rozprzestrzeniło się w obszarze dyscypliny i dominuje do dziś, a ekonomiści tworzą aksjomaty i założenia, a potem je udowadniają. W efekcie lektura wielu tych badań bardziej przypomina studia z zakresu matematyki, a nie ekonomii.

To zorientowane na matematykę podejście swoje źródła ma w dość dziwnym miejscu. Jak relacjonuje Roy Weintraub w swojej świetnej książce „"How Economics Became a Mathematical Science" („Jak ekonomia stała się nauką matematyczną”), Gerard Debreu przejął swoje podejście od grupy francuskich matematyków, którzy działali w Paryżu w latach 1930 pod pseudonimem „Nikolas Bourbaki”. Członkowie grupy Bourbaki byli przekonani, że matematykę powinno się uprawiać z religijną wręcz czystością, w wyrafinowanej i nieskażonej praktyką formie. Wykształcony w Paryżu Gerard Debreu znalazł się pod wpływem grupy Bourbaki i zainteresował się ekonomią.

Weintraub w swojej książce twierdzi, że Debreu odegrał kluczową role w przemianie ekonomii w kierunku matematycznym. Od tamtej pory matematyka ekonomiczna znajdowała się pod wpływem podejścia grupy Bourbaki i skupiała się przede wszystkim na strukturze formalnej.

Praktycy bagatelizowali potrzebę budowania realistycznych założeń, jak odnotował to Paul Fleiderer w swoim błyskotliwym eseju o kameleonach. Używali oni bowiem wysoce wątpliwych założeń, aby osiągnąć efekt. Następnie owe efekty były wykorzystywane jako podstawa do formułowania rad dla polityków. W zasadzie było to przeciwieństwo dobrej nauki.

Generalnie rzecz biorąc, naukowcy wykorzystują matematykę tylko jako narzędzie, a ostatecznie wyżej cenią sobie praktyczne zrozumienie niż teoretyczny rygor. Badacze podchodzą z niezwykłą ostrożnością do tego, aby stosowane przez nich założenia w określonych modelach były wiarygodne. Oczywiście modele zawsze są pewnym uproszczeniem – niektórzy może nawet powiedzą, że to niewłaściwe podejście – ale to właśnie daje możliwość zrozumienia rzeczywistości. Kula jest dobrym modelem Ziemi nie dlatego, że brakuje jej szczegółów geograficznych, takich jak doliny czy góry, ale dlatego, że z grubsza oddaje właściwy kształt Ziemi.

Wpływ Grupy Bourbaki na matematykę doprowadził w latach 1980 do głębokiego podziału między matematykami, a fizykami. Formalne i czyste podejście związane z Grupą Bourbaki wydawało się bezużyteczne dla fizyków. Z kolei praktyczne podejście fizyków stało się przedmiotem obiekcji ze strony matematyków. Z czasem jednak podział ten zaczął zanikać – stało się tak dzięki temu, że matematyka także ewoluowała. Ekonomia jednak wciąż tego nie rozpoznała.

Krytyka Lucasa i Prescotta ze strony Pula Romera może zatem wskazywać, czym powinna być dziś ekonomia. Paul Romer, tak jak fizycy, chemicy czy biolodzy, chce, aby ekonomia zajmowała się rzeczywistym światem. Inni z kolei, prezentujący teoretyczne podejście do ekonomii, wolą uprawiać ekonomię matematyczną, w której badania polegają na sprawdzaniu abstrakcyjnych modeli matematycznych.

A Ty, gdybyś potrzebował porady, jak wydostać się z głębokiej recesji, to z którą grupą ekonomistów byś się skontaktował? 

>>> Czytaj też: Buchanan: ekonomiści wolą przymykać oczy niż przyznawać się do błędów