Lawinę pozwów o zaległe ryczałty za nocleg wywołała kontrowersyjna uchwała Sądu Najwyższego z 12 czerwca 2014 r. To może być istna bomba z opóźnionym zapłonem podłożona pod branżę TSL w Polsce. Jak usłyszeliśmy, ma być groźniejsza nawet niż MiLoG, czyli przepisy o płacy minimalnej 8,5 euro za godzinę, które Niemcy próbują egzekwować wobec polskich kierowców.

Obuchem w głowę
– MiLoG oznaczał perspektywę nieopłacalności przewozów w przyszłości. Ryczałty za noclegi to istny cios obuchem w głowę dla branży transportowej. Tym bardziej nieoczekiwany, że działa wstecz – ocenia Maciej Wroński,
przewodniczący Związku Pracodawców Transport i Logistyka Polska.

Wyobraźmy sobie rodzinną firmę transportową, która posiada cztery pojazdy. Przy średniej rentowności w branży na poziomie 1 proc. nagle pojawiają się roszczenia za trzy lata wstecz o łącznej wartości ponad 300 tys. zł. – Dla tej firmy to katastrofa. Przez te roszczenia np. nie spłacą one rat leasingowych za ciężarówki – ostrzega Maciej Wroński.

Według niego praktycznie nie ma w Polsce firmy transportowej, która byłaby w stanie sprostać potencjalnej fali roszczeń wywołanych interpretacją Sądu Najwyższego. W uchwale, która sieje popłoch w przedsiębiorstwach transportowych, Sąd Najwyższy stwierdził, że miejsce do spania w kabinie ciężarówki w trakcie wykonywania przewozów międzynarodowych nie jest równoznaczne z zapewnieniem bezpłatnego noclegu. A jeśli wykorzystywał do tego spania kabinę, przysługuje mu zwrot kosztów noclegu, czyli ryczałt.

Sąd doszedł do takich wniosków na podstawie analizy ustawy o czasie pracy kierowców z 2009 r. i rozporządzenia ministra pracy z 2013 r. Z uchwały SN wynika, że kierowcy mogą domagać się pieniędzy za niewypłacone ryczałty na hotele do trzech lat wstecz. Przewoźnicy podkreślają jednak, że jest to kwestia interpretacji, bo ani w ustawie, ani w rozporządzeniu ministra nie jest to wprost napisane.

Ta sytuacja to efekt nieprecyzyjnych przepisów o czasie pracy. Wcześniej sądy postępowały rozmaicie. Czasami wydawały wyroki na korzyść właścicieli firm, a czasami na korzyść kierowców. W przeciwieństwie do polskich unijne przepisy są w tej sprawie jednoznaczne. Jeśli pracodawca nie zapewni kierowcy bezpłatnego noclegu, temu ostatniemu należy się ryczałt. Różnica polega jednak na tym, że w zachodnich krajach spanie w ogrzewanej i klimatyzowanej kabinie ciężarówki w 100 proc. spełnia kryteria bezpłatnego noclegu. W Niemczech w przewozach drogowych nie ma ryczałtów (poza ryczałtem sanitarnym, który wynosi ok. 4 euro dziennie). Tzn. przewoźnik może wypłacić delegację, jeśli tak się umówi z kierowcą. W większości pozostałych krajów w ogóle nie ma mowy o ryczałtach za nocleg.

Przedstawiciele branży TSL podnoszą argument, że Polska niepotrzebnie wyszła przed szereg. Przewoźnicy są wściekli, a wyrok określają jako absurdalny. – Kabina współczesnej ciężarówki wraz z wyposażeniem kosztuje ok. 60 tys. zł właśnie po to, żeby kierowca mógł w niej wypoczywać – usłyszeliśmy od właściciela firmy transportowej, która została zasypana roszczeniami kierowców.

Argumentów jest więcej. – Kierowca śpi w kabinie także po to, żeby chronić ładunek. Poza tym brakuje infrastruktury. Gdzie są niby te liczne hotele na parkingach dla kierowców ciężarówek? – pyta menedżer z branży TSL.

Wielomilionowe roszczenia
Temat jest delikatny. Żadnego z właścicieli firm transportowych nie udało nam się namówić na wypowiedź pod nazwiskiem, jaka jest skala roszczeń i ilu kierowców złożyło pozwy w tej sprawie.

Z rynku wiemy, że pojedyncze roszczenie waha się zazwyczaj od 30–120 tys. zł. W niektórych spółkach przewozowych pracownicy żądają w sumie wypłaty ryczałtów o wartości 7–8 mln zł. Obliczenia utrudnia fakt, że większość firm nie jest zrzeszona w żadnych organizacjach.

– Znam duże firmy, wobec których zostały złożone powództwa na łączną kwotę 12 mln zł. A według ostrożnych szacunków wielkość dotychczasowych roszczeń może sięgać kilkuset milionów złotych – twierdzi Maciej Wroński ze
Związku Pracodawców.

Przewoźnicy próbują się bronić, składając wnioski o zawieszenie postępowań. W firmach usłyszeliśmy, że niektórzy sędziowie takie postanowienia wydają, chociaż są w mniejszości. Poza tym na taką decyzję przysługuje zażalenie do sądu drugiej instancji.

Roszczenia wobec przewoźników to dobry biznes. Nie jest tajemnicą, że zajmują się nimi wyspecjalizowane kancelarie prawne. Przewoźnicy twierdzą, że niektóre z nich prowadzą działalność na skalę hurtową (rekordziści obsługują po kilkuset klientów). Rynek jest tak obiecujący, że prawnicy na własną rękę szukają kierowców, którzy jeszcze nie złożyli pozwu. Dla dodatkowej zachęty często uzależniają wynagrodzenie od tego, czy sprawa zostanie wygrana, w związku z czym kierowca niczym nie ryzykuje.

Z sądu do sądu
Prawnicy reprezentujący przewoźników podkreślają, że mamy do czynienia z niejasnym stanem prawnym.

– Rozstrzygnięcia Sądu Najwyższego są wiążące dla sądów, ale tylko w danych sprawach. Oznacza to, że w razie odmowy uwzględnienia wniosku trzeba i tak w każdej sprawie występować do sądu. Co więcej, sądy orzekające wcale nie muszą godzić się z twierdzeniami Sądu Najwyższego – zwraca uwagę Wojciech Szabunio, radca prawny w firmie przewozowej PKS Gdańsk-Oliwa.

Co to oznacza w praktyce? W przypadku gdy pracodawca odmawia wypłaty ryczałtu, pracownik musi skierować pozew do sądu pracy. I tu zaczyna się element niepewny. – W 2015 r. sądy pracy wydały co najmniej kilka wyroków oddalających roszczenia o wypłatę ryczałtu. Na razie były to orzeczenia sądów pierwszej instancji i trudno przewidzieć, jakie orzeczenia zapadną w wyniku wnoszonych apelacji – zastrzega mecenas Wojciech Szabunio.

Związek Pracodawców Transport i Logistyka Polska złożył do Trybunału Konstytucyjnego wniosek o kontrolę konstytucyjności przepisów w sprawie ryczałtów za noclegi kierowców w kabinach ciężarówek. Rozprawa powinna się odbyć przed Trybunałem Konstytucyjnym w ciągu trzech miesięcy.

Jak rozwiązać problem ryczałtów? Potrzeba zmian przepisów
– Jeszcze przez jakiś czas jedne sądy będą się kierować uchwałą Sądu Najwyższego, inne będą przyjmować odmienne interpretacje. Rozwiązaniem jest na pewno doprecyzowanie pojęcia bezpłatnego noclegu. To postulat do ustawodawcy – mówi radca prawny Wojciech Szabunio z PKS Gdańsk-Oliwa.
Według przewoźników sprawę rozwiązałyby dwie regulacje. Po pierwsze, uznanie miejsca w kabinie jako zapewnienie kierowcy bezpłatnego noclegu. Po drugie, potrzebne byłyby przepisy przejściowym o charakterze retrospektywnym.
Chodzi o uporządkowanie sprawy procesów, żeby przynajmniej ograniczyć skalę roszczeń wobec przedsiębiorców, które powstały nie z ich winy.
Przewoźnicy zwracają uwagę, że co czwarta jeżdżąca po Europie ciężarówka należy do polskiej firmy. Transport to ponad 10 proc. PKB kraju. A mimo to problem leży odłogiem. – Po wyroku SN z 12 czerwca 2014 r. nie podjęto żadnych konkretnych działań zmierzających do rozwiązania problemu. Ostatnie propozycje ustaw transportowych nie wprowadzają żadnych usprawnień dla przedsiębiorców, a jedynie rozszerzają katalog potencjalnych sankcji oraz ułatwiają ich egzekwowanie – ocenia Paweł Trębicki, dyrektor generalny spółki Raben Transport.
Przedsiębiorcy liczyli na to, że Ministerstwo Infrastruktury przygotuje zmianę przepisów o czasie pracy kierowców. Propozycje otrzymali w lutym, ale odpowiedzią było rozczarowanie. – Projekt ministerstwa w ogóle nie odnosi się do problemu roszczeń kierowców. To udawanie zmian prawnych, inicjatywa resortu ma miejsce zupełnie obok problemu – ocenia Maciej Wroński.