Kilkanaście dni temu podobne stanowisko wyraził odchodzący prezydent Bronisław Komorowski.

W ostatnich miesiącach, w związku z zagrożeniem ze strony Rosji, Sojusz wzmocnił swoją obecność w krajach na wschodzie Europy. Chodzi przede wszystkim o zwiększenie liczby żołnierzy w ramach Sił Szybkiego Reagowania do 40 tysięcy osób i stworzenie tzw. szpicy.Ma ona być gotowa do działania w czasie 48 godzin od pojawienia się zagrożenia.
Minister obrony Tomasz Siemoniak podkreśla, że NATO powinno mieć na uwadze, by takie decyzje były podejmowane na wiele lat, bo sytuacja w Europie szybko nie wróci do stanu sprzed kilku lat. „Uznajemy, że mamy zupełnie nową sytuacje niż kilka lat temu i ona wymaga trwałych zmian. Ta dyskusja obejmie kwestię infrastruktury i wzmocnienia obecności na wschodzie czyli kwestii, które najściślej wiążą się z interesami Polski” - dodał Siemoniak.

Polska chce, by na przyszłorocznym szczycie w Warszawie zapadły kolejne decyzje o wzmocnieniu krajów na wschodzie Europy. Warszawa wciąż domaga się też stałych baz NATOwskich na terenie Polski.

>>> Czytaj też: Putin: Rosja nikomu nie zagraża. "Jesteśmy otwarci na świat"