- Referendum podzieliło Greków na dwie grupy, które odmiennie rozumieją postawione przed nimi pytanie – uważa Nikos Marantzidis, profesor nauk politycznych na Uniwersytecie w Macedonii. Jego zdaniem ci, którzy popierają politykę Aleksisa Tsiprasa mogą zarówno uważać, że przyszłość Grecji leży poza strefą euro lub postrzegać referendum jako interesującą taktykę w negocjacjach. Premier Grecji podkreślał, że kraj pozostanie w strefie euro nawet, gdy odrzuci propozycje kredytodawców wynik „nie” w nadchodzącym referendum może zaowocować lepszymi warunkami spłaty zadłużenia.

Jeśli decyzja Greków będzie brzmieć „tak”, o co zabiegają największe partie opozycji wobec rządu Tsiprasa, obecna koalicja najprawdopodobniej się rozpadnie, jednak instytucje międzynarodowe będą dalej wspierały kraj. Minister finansów Janis Varoufakis mówil w wywiadzie dla Bloomberga, że jeśli Grecy powiedzą „tak” on sam zrezygnuje, podobnie jak duża część rządu bo wielu polityków „nie będzie w stanie tego strawić”.

Od zamknięcia banków i wynikającego z tego kryzysu coraz więcej Greków przechodzi z obozu mówiących „nie” do „tak”. 

Bankructwo to problem? Nie dla rynków

- Jeśli Grecy zagłosują na „tak” prawdopodobieństwo osiągnięcia porozumienia istotnie wzrośnie, co powinno skutkować spadkiem awersji do ryzyka na rynkach. Jednak nie będzie to jeszcze koniec kłopotów. Zagrożeniem dla porozumienia są wybory parlamentarne, do których może dojść przy takim wyniku referendum – uważa Tomasz Regulski z Zespołu Analiz Ekonomicznych Reiffeisen Polbank. Jego zdaniem jeśli dojdzie do kolejnych wyborów konieczne będzie choć wstępne porozumienie umożliwiające wsparcie finansowe Grecji przed 20 lipca - Wtedy zapadają posiadane przez EBC obligacje Grecji – tłumaczy - Tymczasem przeprowadzenie ewentualnych nowych wyborów parlamentarnych i stworzenie nowego rządu w tak krótkim czasie jest w zasadzie niemożliwe.

Analityk podkreśla, że wynik „nie” w referendum nie powinien przynieść ze sobą wielkich zawirowań i osłabić tendencji wzrostowej na giełdach - Ze sprawą Grecji uczestnicy rynku oswajają się już bowiem od długiego czasu, w związku z czym nawet jej bankructwo nie byłoby szczególnie zaskakujące. Ponadto gospodarka Grecji wypracowuje obecnie zaledwie 1,8% PKB strefy euro, w związku z czym jej problemy nie powinny doprowadzić do trwałego spowolnienia – podkreśla.

Grecy chcą euro

Sonda przeprowadzona przez Bloomberga wskazuje także, że 81 proc. Greków chce pozostać w strefie euro, a wspólna waluta zapewnia im najlepsze perspektywy na przyszłość. Odsetek ten także się znacznie zwiększył od niedzielnego zamknięcia banków. Janis Varoufakis zapewnia, że banki zostaną ponownie otwarte we wtorek. W Greckich mediach pojawiły się plotki, że po oddaniu głosu na „nie” rząd może przejąć część pieniędzy przechowywanych w bankach przez obywateli. Minister spraw wewnętrznych Nikos Papuas zapewnia, że do te nie dojdzie.

Atmosfera przed nadchodzącym referendum jest wyjątkowo napięta, nawet jak na kraj, który w ciągu ostatnich lat przeszedł pięć podwyżek podatków i którego gospodarka skurczyła się o ponad 25 proc. od 2009 roku. Grecja jest pierwszym krajem rozwiniętym, który ma zaległości wobec Międzynarodowego Funduszu Walutowego – kraj we wtorek nie zapłacił transzy ponad 1,7 miliarda dolarów. Zdaniem instytucji Grecja będzie potrzebowała jeszcze co najmniej 40 mld dolarów pomocy oraz renegocjacji warunków spłaty zadłużenia by zachować płynność finansową.

- Zakładamy, że zwycięstwo „nie” w referendum i ewentualne bankructwo Grecji doprowadzą jedynie do krótkoterminowego wzrostu awersji do ryzyka na rynkach. W dłuższym terminie większość takich zmian powinna zostać w całości zniesiona – podsumowuje Tomasz Regulski

Badanie zostało zrealizowane przez Instytut Badawczy Wydziału Nauk Ekonomicznych i Społecznych Uniwersytetu w Macedonii na reprezentatywnej próbie 1042 osób. Margines błędu wyniósł 3 proc.