W rezultacie powstała toksyczna mieszanka agresywnego kredytowania, dźwigni finansowej i lekkomyślności. W przypadku każdej z tych gospodarek, era ta zakończyła się kryzysem finansowym. Co ważniejsze, wszystkie te kryzysy skutkowały programami ratunkowymi dla pożyczkodawców, posiadaczy obligacji i bankierów.

Ten „hat-trick” bankowych bailoutów nie uszedł uwadze Greków. Być może Janis Warufakis, który w poniedziałek zrezygnował z pełnienia funkcji ministra finansów, jest prowokatorem, ale na pewno nie jest głupcem. „Greckie bailouty były ćwiczeniami, których celem było przeniesienie strat na barki najsłabszych Greków, zanim zostaną przetransferowane na innych europejskich podatników” - napisał wcześniej na swoim blogu.

Ta bystra, choć mało powszechna, obserwacja została podchwycona tylko przez niewielką grupę bardziej wnikliwych analityków. Moim ulubieńcem jest Steve Randy Walkman. W swoich rozważaniach na temat greckich programów ratunkowych określa program z 2010 roku (http://www.interfluidity.com/v2/6013.html) w dużej mierze jako „bailout europejskich banków, zainicjowany by uniknąć większego bankowego kryzysu”.

>>> Polecamy: Kto tak naprawdę chce powrotu drachmy? Grecja czy może jednak Niemcy?

Ratowanie banków wykorzystywane jako metoda walki z kryzysem finansowym jest niestety powszechną praktyką. To, co zostało nazwane „meksykańskim bailoutem z 1982 roku” było w rzeczywistości bailoutem amerykańskich banków, które lekkomyślnie udzieliły Meksykowi sporych kredytów (podobnie jak Brazylii i Argentynie).

Nikt nie chciał wyciągać wniosków z doświadczeń. Ci sami gracze – bankierzy, kredytobiorcy z Ameryki Łacińskiej i Stany Zjednoczone – powtórzyli niemal te same błędy w 1994 roku.. Kryzysy rynków wschodzących z 1997 roku nie były identyczne, ale ich tłem były podobne mechanizmy: dźwignia finansowa, lekkomyślność i niespłacane kredyty. Nie zapominajmy o zamieszaniu wśród amerykańskich bankierów w latach 2007-2009. Wtedy ratowano nie tylko banki. Skorzystali też posiadacze obligacji (100 centów na jednym dolarze).

I tak przechodzimy do Grecji. Ostatnia próba restrukturyzacji została zdecydowanie odrzucona przez greckich obywateli. Greków czeka jeszcze więcej cierpień (tak samo jak niektórych inwestorów), a my zmierzamy w kierunku uspołeczniania strat greckich banków. 

Przypomnijmy sobie poprzednie programy ratunkowe i restrukturyzacje zadłużenia: oszczędności narzucone na Greków sprawiły, że ich gospodarka jest w znacznie gorszym stanie. Kryzys finansowy był ciężki, ale bailouty doprowadziły do tego, że stał się katastrofą – osłabienie gospodarki zadłużeniem przerodziło się w pełną depresję.

Jak wynika z danych Eurostatu, PKB Grecji zanurkował w zeszłym roku o 26 proc. do 179 mld euro. Jeszcze w 2008 roku jego wartość sięgała 242 mld euro. Dochód na głowę spadł w tym czasie o 24 proc., a stopa bezrobocia poszybowała do ponad 27 proc. z niecałych 10 proc. w 2005 roku.

To, co Unia Europejska narzuciła na Grecję, wydaje się być delikatnie zakamuflowanym ratunkiem dla pożyczkodawców z sektora prywatnego (głównie niemieckich), a nie planem na przyszłość dla Aten. Istnieje nawet określenie na tego typu politykę - angielski termin „lemon socialism”, czyli prywatne zyski, uspołecznione straty.

To zrozumiałe, że obywatelom trudno zaakceptować asymetrię tej sytuacji. Ich odpowiedzią są więc protesty (Irlandia), głosowanie przeciw oszczędnościom (Grecja) czy formowanie nowych ruchów politycznych (amerykańska Tea Party).

>>> Czytaj też: Rosja na granicy wypłacalności. Grecki kryzys może przechylić szalę

Po dymisji Warufakisa Europejczycy nie mają już przeciwników, którzy będą utrudniać negocjacje. Jednak wydarzenia, do których się przyczynił, są znacznie ważniejsze niż jego styl negocjacji. Europejczycy musza przyjąć do wiadomości, że Grecy nie będą już dłużej akceptować cięć oszczędnościowych w austriackim stylu, jako wstępnego warunku planu ratunkowego. Powoli zaczynają dochodzić do wniosku, że lepiej radzić sobie na własną rękę, niż cierpieć w rękach europejskich technokratów.

Wciąż jeszcze jest czas na pełną restrukturyzację długu na korzyść greckich obywateli, nie niemieckich banków. Surowa postawa Niemiec jest w pewnym sensie ironiczna, biorąc pod uwagę szczodre umorzenie długu jakie sprezentowano im po II wojnie światowej.

Jak do tej pory Greków nie traktowano z taką samą hojnością. Nic dziwnego, że odrzucili błędną receptę na jeszcze większe oszczędności.