Nie ma powszechnych wcześniejszych emerytur, ale wciąż istnieją świadczenia przedemerytalne. I coraz więcej osób stara się je uzyskać. Właśnie zwrócili na to uwagę Wiktor Wojciechowski i Artur Łaszek, eksperci Forum Obywatelskiego Rozwoju w swoich „Propozycjach zmian w zakresie umów o pracę: kodeksowych i cywilnoprawnych”. Dla nich świadczenia i zasiłki przedemerytalne (te drugie są wygasające) są najbardziej kontrowersyjną pozycją w planie finansowym Funduszu Pracy. W 2015 roku zaplanowano na nie 2,7 mld zł, o 400 mln zł mniej niż na zasiłki dla bezrobotnych. Ponad dwa razy mniej wydajemy pieniędzy na doposażenie stanowisk pracy i dotacje dla początkujących przedsiębiorców.

Jak pokazują ostatnie dane Zakładu Ubezpieczeń Społecznych świadczenia przedemerytalne dostaje ok 168 tys. osób, a zasiłki – ok. 20 tys. I tak jak zmniejsza się w ostatnich latach liczba pobierających zasiłki – są wygasające, nie można uzyskiwać nowych świadczeń – tak rośnie liczba osób, które dostały świadczenia przedemerytalne. Jak pokazują ekonomiści FOR od I kwartału 2009 roku do I kwartału 2015 r. ich liczba wzrosła dwuipółkrotnie: z 68 do 167 tys. Ich zdaniem dzieje się tak między innymi dlatego bo jest to jedyny sposób na wcześniejszą emeryturą.

>>> Czytaj też: Wielka Brytania uwolniła emerytury. Ludzie masowo wypłacają pieniądze z kont

Kto ma prawo do świadczenia?

Sytuacja, w której zaczyna się mieć prawo do świadczenia przedemerytalnego nie jest przyjemna, bo trzeba zostać wyrzuconym z pracy, albo zbankrutować (jako przedsiębiorca). Świadczenie jest przeznaczone tylko dla osób bezrobotnych, które straciły pracę z winy pracodawcy (rozstanie się z firmą za porozumieniem stron dyskwalifikuje kandydata do świadczenia), mają odpowiedni wiek i staż zawodowy. Jest wypłacane do czasu uzyskania prawa do emerytury.

Od ostatniej marcowej waloryzacji świadczenie przedemerytalne wynosi 1027,39 zł. Osoby, które je otrzymują mogą nieco dorabiać (do jednej czwartej przeciętnej płacy – obecnie do 945,9 zł) bez zmniejszania świadczenia.

Gdy w 2004 roku wprowadzono szczegółowe kryteria komu może przysługiwać świadczenie przedemerytalne wydawało się, że nie będą to popularne zasiłki. Aby bowiem mieć do niego prawo kobieta dodatkowo musi mieć skończone 56 lat, a mężczyzna – 61. Muszą mieć odpowiedni staż pracy (ubezpieczeniowy) 20 lat – panie i 25 lat – panowie oraz powinni przepracować w przedsiębiorstwie, które ich wyrzuciło przynajmniej pół roku. Dodatkowo jest to świadczenie tylko dla osób zarejestrowanych przynajmniej przez pół roku w pośredniaku, które dostawały zasiłek i nie odmówiły przyjęcia żadnego zajęcia zaoferowanego przez urząd pracy. Mogą je dostać także przedsiębiorcy, którzy splajtowali oraz osoby, które straciły prawo do renty inwalidzkiej. Muszą również być w odpowiednim wieku oraz mieć spory staż zawodowy, podobnie jak ex-pracownicy.

Coraz więcej pieniędzy

Gdy zlikwidowano wcześniejsze emerytury, a także gdy firmy zaczęły z powodu kryzysu zwalniać więcej osób niż w poprzednich latach liczba świadczeń przedemerytalnych zaczęła powoli rosnąć. Zwiększały się także ich koszty. W 2009 roku wydano na świadczenia i zasiłki przedemerytalne niespełna 1,56 mld zł – cztery lata później już ponad 2,1 mld zł. A na ten rok przeznaczono 2,7 mld zł.

Pracownicy powiatowych urzędów pracy przyznają, że zdarza im się rozmawiać z bezrobotną kobietą w wieku 55+, która cieszy się, ze nie ma dla niej żadnej oferty pracy. Zarejestrowała się po to tylko aby poczekać pół roku i wystąpić o świadczenie. Staż, kurs czy praca sezonowa często po kilku co najwyżej kilkunastu miesiącach się kończą, a świadczenie przedemerytalne dostaje się przynajmniej cztery lata.

Ekonomiści FOR chcą – jeśli nie zlikwidować tych zasiłków – to przynajmniej podnieść wiek do nich uprawniający.

Fundusz Pracy do poważnych zmian

Zdaniem ekspertów FOR przydałoby się zlikwidować Fundusz Pracy i Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych, a realizowane przez nie zadania przenieść do budżetu centralnego. Albo przynajmniej – jako wariant minimum – skasować składki do FP i za wszystkich pracowników do 30 roku życia. Te dwie z dziesięciu proponowanych zmian, które miałyby przywrócić równowagę na rynku pracy pomiędzy umowami o pracę a umowami cywilnoprawnymi.

Kolejne z proponowanych zmian to zrównanie obciążeń na ubezpieczenia społeczne dla wszystkich typów umów (o pracę i cywilno–prawnych). Proponują też zmiany podatkowe: 6-krotne, do 8 tys. zł rocznie, zwiększenie kosztów uzyskania przychodów; likwidację zryczałtowanych kosztów uzyskania przychodu: 20 proc. dla umów zlecenia i 50 proc. dla umów o dzieło; uelastycznienie umów o pracę i likwidację pracowniczej ochrony przedemerytalnej. Wynika to z koncepcji wyrównywania obciążeń składkowych pomiędzy umowami o pracę a umowami-zleceniami. Dlatego proponują również likwidację (całkowitą lub częściową) składek na FP – 2,5 proc. pensji pracownika czy samozatrudnionego i FGSP.

Przedstawiona koncepcja to chyba pierwszy ekspercki projekt likwidacji FP. Do tej pory dość nieśmiało mówili o tym przedsiębiorcy. Składka na FP jest obowiązkowa od pensji prawie każdego pracownika i wynosi 2,5 proc. Nie płacą jej ponad 55 letnie panie i ponad 60 letni panowie. Obowiązkowo jest to też danina dla samozatrudnionych (z podobnym wiekowym odstępstwem), a płacą ją od kwoty, od jakiej odprowadzają składki ubezpieczeniowe. Składka na FP nie jest też odprowadzana od pensji młodego człowieka, który został zatrudniony, a przedtem był w rejestrach dla bezrobotnych.

Rocznie kasa FP jest zasilana ok 9 – 10 mld zł składek. Przedsiębiorcy uważają, że zamiast oddawać państwu ok 10 mld zł (jak wynika z planu finansowego) lepiej gdyby pieniądze te zostały w przedsiębiorstwach. Skończyłaby się iluzja działań na rynku pracy, która polega na tym, że firmy płacą para-podatek, politycy dzielą te pieniądze w ramach ustawy budżetowej, a potem w postaci różnego typu dotacji i współfinansowania (staże, szkolenia, dofinansowania miejsc pracy) jedna trzecia ze składek wraca do części przedsiębiorców razem z bezrobotnymi.

>>> Czytaj też: Polska do 2060 roku: 7 mln mniej płatników składek i 3,4 mln więcej emerytów

Księgowe manewry

O tym, że politycy lubią traktować FP jako fundusz do zadań specjalnych świadczy kilka przykładów. W komisji sejmowej na rozpatrzenie czeka poselski projekt zmiany ustawy o zatrudnieniu i przeciwdziałaniu bezrobocia. To rozwinięcie wyborczej propozycji prezydenta Bronisława Komorowskiego i ministra pracy Władysława Kosiniaka–Kamysza: „Pierwsza praca”. Inicjatywa ta zmierza do tego, aby firmy, które zatrudnią młodych ludzi do 30 roku życia (nadal mają one płacić składki) otrzymywały przez rok z Funduszu Pracy równowartość płacy minimalnej (łącznie ze składkami na ubezpieczenia społecznej), pod warunkiem, że za własne pieniądze zatrudnią ich potem również na rok.

Aby skorzystać z tej możliwości młody człowiek musi być bezrobotnym. Mechanizm dopłat nie będzie dotyczył zatrudniania ludzi na wolnym rynku, muszą być to podopieczni powiatowych urzędów pracy. Koszt – 3 mld zł z FP.

Ministerstwo Pracy chwali się też – i słusznie – programem „Wsparcie na starcie”, w którym młodzi ludzie otrzymują pożyczki na własny biznes. Jest to wprawdzie niskooprocentowana, ale jednak pożyczka.

Młoda osoba bezrobotna (pod warunkiem, że zarejestrowana) ma szansę na dotację dla biznesu z Funduszu Pracy i dodatkowo może skorzystać z programów pomocowych z Unii Europejskiej. Od 2009 roku z Funduszu Pracy płacone są staże podyplomowe lekarzy, lekarzy-dentystów, pielęgniarek i położnych. Wydano na nie w tym czasie (łącznie z zaplanowanymi na 2015 rok) prawie 4 mld zł.

Najbardziej frapująca jest lektura dotycząca bezpośredniego wsparcia finansów publicznych. Fundusz Pracy tak jak Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych znalazł się w gronie instytucji finansowych, w których od 2011 roku niewydawane pieniądze zostają oddane w depozyt do Ministerstwa Finansów. W tym czasie Fundusz Pracy zasilono niespełna 47 mld zł składek, wydano z niego prawie 53 mld zł. Każdy rok pomimo wysokiego dwucyfrowego bezrobocia FP zaczynał z 4 – 5 mld nadwyżką, a Ministerstwo Finansów dostało w sumie do dyspozycji ponad 26 mld zł.

Sumowanie tych pieniędzy jest pewnym uproszczeniem. Ale z planów finansowych wynika, że w różnych latach do dyspozycji Ministerstwa Finansów zostanie przekazanych od 2 do 4 mld zł. Z wykonania budżetu państwa wynika, że było to od 4 mld zł do 6 mld zł. Jeśli kwoty takie mogły i znalazły się w dyspozycji MF to znaczy, że nie były wydawane na poprawę sytuacji na rynku pracy. Z prawie 53 mld zł jakie wydano od 2009 roku i zaplanowano na ten rok na zasiłki dla bezrobotnych przeznaczono ponad 16 mld zł, na opisane świadczenia i zasiłki przedemerytalne – 10 mld zł. A na aktywną pomoc (w tym: staże, szkolenia, doposażenia miejsc pracy, dotacje na biznes) – 22,4 mld zł (w tym są staże dla lekarzy i pielęgniarek).