Widzę silną korespondencję pomiędzy raportami o innowacyjności i późniejszymi o konkurencyjności polskiej gospodarki a tym, co proponuje wicepremier Morawiecki. Choćby z tego względu, że pojawia się w nich pojęcie pułapki średniego dochodu. Dostrzegam jednak także zasadnicze różnice w sposobie podejścia do różnych kategorii ekonomicznych.
Nasze raporty nie były rządowymi planami gospodarczymi. To są raporty ekspercko-obywatelskie. Miały pobudzić do refleksji i dyskusji. Natomiast od kogoś, kto kieruje strukturą rządową i odpowiada za opracowanie i realizację strategii, należy oczekiwać, że jego dokument będzie miał rozbudowaną część rachunkową. Tego w strategii brakuje najbardziej.
Problematyka inwestycji została niezwykle mocno zaakcentowana w planie Morawieckiego. Gdyby zapytać, co jest kwintesencją tej strategii, to można odpowiedzieć: jest to pomysł na pobudzenie inwestycji w Polsce, podniesienie ich poziomu. W naszych opracowaniach wyraźnie podkreśliliśmy, że ważne są inwestycje proinnowacyjno-rozwojowe. To, co proponuje wicepremier Morawiecki, odnosi się przede wszystkim do skali nakładów inwestycyjnych, w przekonaniu, że skokowe ich podniesienie spowoduje silniejszy wzrost PKB. My akcentowaliśmy konieczność zmiany modelu konkurencyjności polskiej gospodarki. A to musi stać się za sprawą inwestycji przedsiębiorstw. Przy czym podkreślaliśmy, że Polska nadal potrzebuje inwestycji zagranicznych. Natomiast istotne jest, czy będą one ułatwiały zmianę modelu konkurencji – z cenowej na jakościową.
>>> Czytaj cały wywiad w weekendowym wydaniu "Dziennika Gazety Prawnej" oraz tutaj
