Liczymy na to, że będzie to początek bardziej intensywnej współpracy – zapowiadał pod koniec października prezes płockiego koncernu Jacek Krawiec. Biuro prasowe doprecyzowuje, że Orlen w ramach optymalizowania portfela dostaw nie wyklucza kolejnej tego typu transakcji. Kiedy? – Obserwujemy rynek ropy naftowej, wykorzystując pojawiające się szanse zakupowe, ale z zasady nie ujawniamy szczegółów jakichkolwiek rozmów czy decyzji do czasu podjęcia wiążących zobowiązań – ucinają przedstawiciele spółki.

Kontrakt z Saudami nie oznacza jednak dla Orlenu przełomu co do kierunków dostaw. Ropa, która właśnie przypłynęła do Polski, wystarczy na... niespełna dwa i pół dnia zapotrzebowania płockiej rafinerii (w ciągu ostatniego roku tamtejszy zakład przerobił ponad 15,4 mln ton surowca, czyli przeciętnie nieco ponad 42 tys. ton na dobę).

Po co zatem ten zakup? Jest on, jak wyjaśnia biuro prasowe spółki, jednym z elementów szerszej strategii zakupowej. Koncern stara się wykorzystywać pojawiające się na rynku szanse i kontraktować ropę naftową do swoich rafinerii od różnych dostawców i z różnych kierunków.

>>> Czytaj też: Ropa znów rekordowo tania. Saudyjczycy zalewają świat paliwem

W tym przypadku okazją miała być polityka Arabii Saudyjskiej, która szuka właśnie nowych rynków zbytu ropy. Na początku przyszłego roku do globalnej gry wejdzie ponownie Iran (dotychczas jego sprzedaż ograniczały sankcje) i Saudyjczycy chcieliby zdobyć możliwie wielu odbiorców.

Trudno jednak ocenić, czy ta szansa była dla płockiego koncernu korzystna pod względem finansowym. Andrzej Kozłowski, dyrektor wykonawczy ds. strategii w Orlenie, na pytanie o to, czy arabska ropa jest dla spółki tańsza od rosyjskiej, powiedział tylko, że była „atrakcyjna ekonomicznie”.

Rosyjski surowiec dociera do Płocka bezpośrednio rurociągiem, a to najtańszy sposób transportu. Saudyjska – morzem, czyli z definicji powinna być droższa. Tym bardziej zasadne jest pytanie o finansowy aspekt zakupu. – O finalnej ekonomice decyduje nie tylko transport i cena zakupu, ale również struktura uzysków produktów wysokomarżowych – odpowiada biuro prasowe Orlenu.

Zasadniczy problem polega jednak na czymś innym. Obie polskie rafinerie, zarówno ta w Płocku, jak i ta w Gdańsku, zostały wybudowane głównie do przerobu ropy z Rosji. Wszystkie linie produkcyjne i urządzenia dostosowano do parametrów fizykochemicznych właśnie tamtego surowca. Różni się on pod wieloma względami (np. poziomem zasiarczenia, tzw. kwaśnością, czy ciężkością) od surowca z Bliskiego Wschodu. Przekonała się o tym Grupa Lotos, która kilka lat temu sprowadziła z Kuwejtu ropy dwa tankowce z tamtejszą ropą. Surowiec musiał być na miejscu w gdańskiej rafinerii blendowany (mieszany z ropą rosyjską), aby można go było przerobić bez uszczerbku dla instalacji. Rafinacja sprowadzonej z Kuwejtu okazała się procesem bardzo żmudnym i uciążliwym.

>>> Czytaj też: Kto zarabia, a kto traci na taniej ropie?

Podobnie może być i tym razem w przypadku przerobu saudyjskiej ropy w Płocku. – Orlen w ostatnich latach przeprowadził w swojej płockiej rafinerii modernizacje, dzięki którym można w nim przerabiać kilkadziesiąt gatunków ropy. Nadal ze względów technicznych korzystny jest przerób ropy Rebco, ale to nie wyklucza przerobu alternatywnych gatunków – argumentuje biuro prasowe paliwowej spółki. Unika jednak odpowiedzi na pytanie, czy i w tym przypadku konieczne będzie blendowanie sprowadzonego z Arabii Saudyjskiej surowca z innym.

Tomasz Chmal, ekspert ds. paliw, podkreśla, że obecnie światowy rynek ropy naftowej, po radykalnym spadku cen, wygląda zupełnie inaczej niż jeszcze kilkanaście miesięcy temu. Dlatego każda firma rafineryjna powinna wykorzystywać wszelkie nadarzające się okazje do tego, żeby okazyjnie kupić ropę. W jego opinii w przypadku Orlenu ważne jest także coś innego. – Musimy testować wszelkie możliwe warianty wykorzystania ropy innej niż rosyjska. Nie dziwię się więc, że tego rodzaju próby podejmuje zarząd Orlenu – twierdzi ekspert. Według niego płocki koncern musi być przygotowany na to, by w razie jakichkolwiek komplikacji z dostawami rurociągowymi ze Wschodu móc sięgnąć po inny surowiec z innego kierunku geograficznego. – Byłbym niemile zaskoczony, gdyby Orlen nie podejmował teraz tego rodzaju prób i nie testował wszelkich możliwości – podsumowuje Chmal. 

>>> Czytaj też: Ukraina chce sobie poradzić bez Rosji. Zwiększa import gazu z Zachodu