Barbórka nie jest najlepszym dniem do mówienia górnikom gorzkich słów o tym, że de facto sektor będzie się zwijał a szansę przetrwania mają tylko najlepsze kopalnie. 

Rządzący mogliby sobie jednak darować tę rzekę pochlebstw i obietnic, bo potem trudno będzie im się z nich wytłumaczyć. A już najgorszym rozwiązaniem są pomysły wyciągane w ostatniej chwili z kapelusza.

- Podjęłam decyzję, żeby Agencja Rezerw Materiałowych zakupiła węgiel, który w tej chwili  jest na zwałach – ogłosiła premier Beata Szydło na Barbórce w Brzeszczach. - W ten sposób kopalnie otrzymają środki na funkcjonowanie w najbliższych miesiącach.

Deklaracja pani premier zaskoczyła wszystkich. -  Nie wiem jak to skomentować. Można sobie wyobrazić jak zareaguje na to Komisja Europejska – powiedziała nam wyraźnie zdetonowana oświadczeniem pani premier osoba zaangażowana w ratowanie górnictwa.

Agencja Rezerw Materiałowych to budżetowa instytucja odpowiedzialna za przechowywanie rezerw strategicznych. Przede wszystkim dba o odpowiedni poziom rezerw surowców, które Polska importuje - ropy i gazu. Może także skupować i magazynować produkty rolne. Ale węgiel to zupełnie inny przypadek.

Ustawa o rezerwach strategicznych precyzyjnie wymienia sytuacje, w których Agencja może interweniować.  „Rezerwy strategiczne tworzy się na wypadek zagrożenia bezpieczeństwa i obronności państwa, bezpieczeństwa, porządku i zdrowia publicznego oraz wystąpienia klęski żywiołowej lub sytuacji kryzysowej, w celu wsparcia realizacji zadań w zakresie bezpieczeństwa i obrony państwa, odtworzenia infrastruktury krytycznej, złagodzenia zakłóceń w ciągłości dostaw służących funkcjonowaniu gospodarki i zaspokojeniu podstawowych potrzeb obywateli, ratowania ich życia i zdrowia, a także wypełnienia zobowiązań międzynarodowych Rzeczypospolitej Polskiej”.

>>> CZYTAJ TAKŻE: Polski węgiel ma przyszłość

Żadne z tych zagrożeń nie występuje. Oczywiście prawo można zawsze nagiąć i uznać, że utrzymanie górnictwa w obecnym kształcie to np. „zaspokojenie podstawowych potrzeb obywateli”.

Ile węgla jest na zwałach i do kogo on należy, to trudno powiedzieć. Przez cały rok Kompania  Węglowa wyprzedawała węgiel poniżej kosztów produkcji, korzystając z finansowania od państwowych spółek. Warunkiem skorzystania z promocyjnych cen było jednak odebranie węgla z przykopalnianych zwałów. Stąd zwały przy kopalniach zmieniły się w zwały przy elektrowniach sięgające ok. 8 mln ton.

Ok. 4-5 mln ton wciąż jeszcze zalega na zwałach kopalń. Ale część z nich jest zabezpieczeniem na rzecz banków i bez ich zgody nic z tymi zwałami nie można zrobić.
Kompanii Węglowej potrzeba kilkuset mln zł na najbliższe miesiące. Agencja Rezerw Materiałowych dysponuje dziś ok. 400 mln zł rocznie, trzeba by więc  zwiększyć jej dotację z budżetu. Agencja nie ma własnych placów na węgiel, musiałaby więc płacić kopalniom także za jego przechowywanie.

Nota bene rząd powinien powinien przyjąć Program Rezerw Strategicznych. Tak mówi uchwalona w 2010 r ustawa. W programie ma być zapisany także asortyment strategicznych surowców. Projekt Programu powstał w 2012 r. ale przez trzy lata resorty gospodarki i finansów nie zdołały się porozumieć w sprawie jego kosztów. Winą za nieprzyjęcie programu Najwyższa Izba Kontroli obarczyła ministra finansów.

Projekt programu nie został ujawniony, bo szczegółowe rezerwy kraju kraju są tajemnicą, rząd chce w ten sposób utrudnić życie spekulantom, co ma znaczenie zwłaszcza dla zbóż i mięsa. Trudno więc powiedzieć czy w ogóle było tam coś na temat węgla.

Wydaje się jednak mało prawdopodobne. Zgodnie z prawem energetycznym obowiązek utrzymywania 40-dniowych zapasów węgla spoczywa na elektrowniach. Dziś z powodu nagromadzenia węgla kupowanego na wielkiej wyprzedaży z Kompanii starczą aż  na trzy miesiące. Nie da się logicznie uzasadnić państwowego skupu węgla koniecznością gromadzenia zapasów. Jest więc raczej pewne, że skup węgla przez państwo zostanie uznany za niedozwoloną pomoc publiczną.

Od początku roku Komisja Europejska reaguje na pomoc rządu dla górnictwa  bardzo ostrożnie. Ale próba skupienia węgla przez ARM może doprowadzić do pierwszego ostrego starcia z Brukselą. Komisja może okazać się mało podatna na  twórcze interpretacje ustawy o rezerwach strategicznych, a unijnych komisarzy nie da się odwołać uchwałą Sejmu.

Skąd wziął się ten nieprzemyślany pomysł, który był słabo konsultowany z fachowcami? O tym w dalszej części artykułu na portalu WysokieNapiecie.pl