Bank Światowy uważa, że w 2016 roku wszystkim będzie jednak minimalnie lepiej.

- Dla krajów rozwijających się zeszły rok był rzeczywiście słaby. Aż dla połowy z nich musieliśmy obniżyć prognozę wzrostu, dla połowy wzrost był mniejszy niż w 2014 roku. To co się działo z rynkami rozwijającymi przysłoniło ożywienie w krajach o wysokim dochodzie. Ich wzrost PKB ustabilizował się na poziomie 1,6 proc. W sumie jednak musieliśmy obniżyć prognozę globalnego wzrostu w 2015 roku z 2,6 do 2,4 proc. – mówiła Franziska Ohnsorge, ekonomistka Banku Światowego podczas prezentacji w siedzibie NBP.

Zeszły rok zaskoczył negatywnie w wielu aspektach. Rynki rozwijające zwolniły przecież w otoczeniu, w którym rosły rynki rozwinięte. Dołował też światowy handel i ceny surowców. W dodatku nie sprawdziła się prognoza mówiąca, że taniejąca ropa podniesie światowy wzrost nawet o 0,7 punktu proc. Pozytywny efekt był widoczny właściwie tylko w strefie euro, której wskaźniki gospodarcze przestały w końcu rozczarowywać.

– W 2016 roku oczekujemy poprawy. Ważnym składnikiem wzrostu będzie to, że recesje w Rosji i Brazylii znalazły prawdopodobnie swoje dno. W 2016 roku nie powinny być tak głębokie jak w 2015 roku. Eksporterzy surowców jako całość także powinni przestać spowalniać w miarę stabilizacji ich cen. Nie będzie to więc gwałtowne ożywienie, ale takie, które wynika z zahamowania spadków – mówiła Franziska Ohnsorge.

Bank Światowy, dmuchając na zimne, obliczył nawet co by było gdyby i tym razem jego prognozy się nie sprawdziły. Jeśli rynki rozwijające nie podniosą się jak w scenariuszu bazowym, ale doświadczą spowolnienia wzrostu takiego jak w latach 2010-2014, światowe PKB będzie mniejsze o 0.7 do 1.1 punktu procentowego w tym i w przyszłym roku. Jeśli dodamy do tego zawirowania na rynkach finansowych to spadek wzrostu w latach 2016-2017 może wynieść nawet 0.9-1.2 punktu procentowego. A to już duża różnica czy świat rośnie o blisko 3 proc. czy tylko o 2 proc.

Wyjaśnienie przyczyn tego spowolnienia jest bardziej złożone niż „to przez Chiny, które zmieniając model gospodarczy przestały kupować surowce”. Bas Bakker – regionalny przedstawiciel MFW w Europie Środkowo-Wschodniej zwrócił uwagę, że ważną rolę odgrywa zadłużenie. Nie tylko Chiny, ale też np. Rosja i Turcja przez ostatnie lata silnie się zadłużały. Wzrost na kredyt mógł wyczerpać swoje możliwości.

Bakker zwrócił uwagę, że o Chinach mówi się dziś jak o Japonii w latach 80. XX wieku. Docenia się potężny eksport i rezerwuje miejsce drugiej gospodarki świata. I tak jak w Japonii po latach 80. przyszły lata 90. z trwałym spowolnieniem, tak samo można spodziewać się, że i wzrost Chin będzie miał swój kres. – Jeśli eksport spada, a boom kredytowy nie jest już możliwy to mamy problem ze wzrostem – podsumował Bas Bakker.

Nie zgodził się z tym Jakub Borowski, główny ekonomista Credit Agricole Bank Polska. Jego zdaniem Chiny mają jeszcze jedną szansę ucieczki od spodziewanego przez wszystkich dużego kryzysu – mogą zwiększyć skalę zadłużenia publicznego. Zaowocuje to większymi problemami w przyszłości, ale średnioterminowo uspokoi sytuację.

– Japonia jest zadłużona na blisko 400 proc. PKB, Chiny na 232 proc. i ta druga liczba jest bardziej niebezpieczna bo nie mamy do czynienia z krajem rozwiniętym. Zadłużenie w Chinach nie jest jednak zależne od kapitału zagranicznego. Chiny mogą niestety kontynuować wzrost oparty na zadłużeniu wewnętrznym. Przesuną się tylko z długu prywatnego na publiczny. Przewidujemy, że w ciągu najbliższych pięciu lat może on znacznie wzrosnąć – mówił Jakub Borowski.

Borowski przypomniał, że Pekin wciąż ma też dużą przestrzeń do stymulacji fiskalnej i monetarnej. To samo można zresztą powiedzieć o Polsce i całym regionie Europy Środkowej, który pozytywnie wyróżnia się na tle reszty rynków wschodzących. O ile światowe PKB ma wzrosnąć w tym roku o 2,9 proc., to region Europy Centralnej ma osiągnąć średnią 3,2 proc. (Polska nawet 3,7 proc.). Także Rosja powinna odnotować tylko minimalną recesję na poziomie 0,7 punktu procentowego.

W przypadku krajów naszego regionu, należących do Unii Europejskiej, opłaciły się wcześniejsze reformy: zmniejszanie deficytów budżetowych, zwiększanie wolumenów i jakości eksportu. Słabością niektórych krajów wciąż pozostaje jednak wysoki poziom długu publicznego oraz odsetek niespłaconych pożyczek, który wzrósł po kryzysie z 2008 roku.