Jak pisze „Gazeta Wyborcza”, powołując się na węgierskie media, Fidesz chce wpisać do konstytucji artykuł o „stanie zagrożenia terrorystycznego”. Dzięki temu rząd zapewni sobie wiele nowych, kontrowersyjnych uprawnień, o których obywatele nie są informowani.

Oficjalnie, w myśl nowych zapisów w ustawie zasadniczej, w sytuacji zagrożenia terrorystycznego wojsko na Węgrzech będzie wspierane przez policję i inne służby. Taki stan zagrożenia może zostać wprowadzony na okres 60 dni, przy czym będzie mógł być przedłużony przez parlament.

>>> Czytaj też: Rynek mediów po węgiersku. Rząd decyduje, komu dać reklamy

Jednak zmiany w prawie pozwolą też Fideszowi w znacznie większym stopniu inwigilować obywateli. Władze będą miały prawo do kontrolowania przesyłek, listów pocztowych, połączeń telefonicznych i internetu. Będą też mogły wyłączyć sieć telekomunikacyjną, a nawet zakazać używania urządzeń służących do masowej komunikacji, takich jak telewizory czy radio oraz wprowadzać ograniczenia w ich funkcjonowaniu – pisze „Gazeta Wyborcza”.

Nowe przepisy zezwolą też rządowi na przymusowe wysiedlanie ludności z określonych terenów, wprowadzanie reglamentacji zużycia energii oraz kartek na paliwo i chleb. W trakcie zagrożenia terrorystycznego władze będą mogły ogłosić zakaz wjazdu obcokrajowców na teren Węgier, a nawet zakazać swoim obywatelom współpracy i kontaktów z cudzoziemcami oraz zagranicznymi firmami i instytucjami.

Nowe pomysły Orbana budzą olbrzymie kontrowersje. Jego przeciwnicy boją się, że Fidesz będzie wykorzystywał nowe uprawnienia także w sytuacjach, które nie uzasadniają wprowadzenia stanu zagrożenia terrorystycznego. W konstytucji jest już bowiem zapis o możliwości ogłoszenia stanu wyjątkowego, który można wykorzystać w momencie pojawienia się ryzyka ataków terrorystycznych.

Czytaj więcej w „Gazecie Wyborczej”