Chociaż Ministerstwo Energii, a wcześniej resort gospodarki, nie ujawniły do tej pory raportu powstałego po wprowadzeniu 20 stopnia zasilania w sierpniu 2015 roku, to dziennikarzom portalu WysokieNapiecie.pl udało się ustalić, że jednym z jego elementów była rekomendacja rozwoju energetyki rozproszonej (małych źródeł energii rozsianych po całym kraju) i fotowoltaiki (produkcji energii elektrycznej z promieniowania słonecznego).

Raport Polskich Sieci Elektroenergetycznych trafił na biurka ministra gospodarki, premiera i najważniejszych osób w państwie odpowiedzialnych za bezpieczeństwo energetyczne jesienią. Politycy przez ponad pół roku niewiele jednak zrobili w tej sprawie, a zamrożenie nowego systemu wsparcia dla energetyki odnawialnej zadziałało wręcz negatywnie na tegoroczny stan bezpieczeństwa. Nie jest także pewne, czy sytuację poprawi przyjęta w piątek przez Senat nowelizacja ustawy o odnawialnych źródłach energii (OZE), którą ponownie zajmie się jeszcze Sejm.

Tymczasem, jak wynika z raportu ENTSO-E, organizacji zrzeszającej europejskich operatorów sieci przesyłowych energii elektrycznej, tego lata Polska będzie jedynym krajem w Europie, który latem ponownie może mieć problemy z zapewnieniem dostaw energii wszystkim odbiorcom.

Większość specjalistów odpowiedzialnych za bezpieczeństwo całego systemu elektroenergetycznego, z którymi rozmawialiśmy, zwraca uwagę, że system powinien być złożony z pasujących do siebie elementów. Energetyka rozproszona i fotowoltaika mają być tylko jednymi z nich.

>>> Czytaj też: Ceny prądu i gazu w Europie: Polska jednym z najdroższych krajów w UE

„Potrzebujmy 2000 MW w fotowoltaice”

– Potrzebujemy ok. 2000 MW w fotowoltaice ze względów bezpieczeństwa, bo pracuje wtedy, gdy rośnie nam obciążenie sieci latem ze względu na klimatyzację – mówi nam jedna z osób bezpośrednio odpowiedzialnych za bezpieczeństwo polskiego systemu elektroenergetycznego.

Jej zdanie podzielają zresztą zarówno osoby z obecnego zarząd PSE, jak i poprzedniego, chociaż nie wszyscy. Od lat o takie rozwiązania apelowali także dawni prezesi PSE – prof. Jan Popczyk i zmarły w ub. r. prof. Krzysztof Zmijewski. – Małe instalacje mają tę zaletę, że są wstanie powstać w ciągu roku, natomiast budowa nowego dużego bloku energetycznego z sieciami to dziesięć lat. A problem z zapewnieniem odpowiednich mocy będziemy mieć już za chwilę – argumentował w 2015 roku w rozmowie z portalem WysokieNapiecie.pl prof. Żmijewski.

Fotowoltaika rzeczywiście jest źródłem energii, które może się rozwijać najszybciej. Przygotowanie, zakup i montaż domowej instalacji może się zamknąć w 2-3 tygodniach. Na formalności i budowę instalacji PV w skali przemysłowej potrzebnych jest najwyżej kilka miesięcy. Równać mogą się z nimi tylko niewielkie instalacje kogeneracyjne na biomasę lub przydomowe turbiny wiatrowe. Inwestycja w duże elektrownie konwencjonalne zajmuje przynajmniej 7-10 lat. Z kolei wg ostatniego raportu PSE Polska może mieć problem z zapewnieniem odpowiednich mocy już w przyszłym roku, a od 2020 może się to już dziać regularnie, mimo oddania do użytkowania budowanych właśnie nowoczesnych bloków węglowych w Kozienicach, Jaworznie i Opolu.

>>> Czytaj też: Przełom w energetyce odnawialnej? Były producent turbin wiatrowych chce je umieścić pod wodą

Skąd 2000 MW?

Dlaczego, według wyliczeń eksperta zajmującego się bezpieczeństwem pracy polskiego systemu elektroenergetycznego, potrzebujemy akurat 2000 MW w panelach słonecznych? Bo to mniej więcej tyle, o ile rośnie zapotrzebowanie w słoneczne upalne dni. Według wyliczeń portalu WysokieNapiecie.pl różnica zapotrzebowania na moc między dniami ze średnią temperaturą w najgorętszym miesiącu – lipcu (17 st. C), a zdarzającymi się coraz częściej letnimi upałami (pow. 30 st. C) wynosi ponad 1500 MW. Ten wzrost zużycia generowany jest przez zwiększone zapotrzebowanie klimatyzacji, wentylacji i chłodzenia, wliczając w to choćby domowe lodówki, które przy wyższej temperaturze otoczenia muszą zużywać więcej energii.

Latem prądu nie generując z kolei elektrociepłownie o łącznej mocy ok. 1500-2000 MW (z 5000 MW mocy zainstalowanej), a dodatkowych nawet 1000 MW pracuje tylko po to, by zapewnić bezpieczeństwo energetyczne największych aglomeracji, wyrzucając ciepło do rzek.

Efekt? Dzisiaj, tj. w poniedziałek, 20 czerwca, nadwyżka mocy ponad bezpieczny margines wymagany przez operatora systemu przesyłowego wyniesie niespełna 50 MW, i to przy ponad 1000 MW generacji w turbinach wiatrowych. Do końca tygodnia sytuacja w Polsce będzie równie napięta. To wszystko pomimo, że temperatura w wysokości ok. 20 st. C jest daleka od upalnej. W Niemczech przy podobnej pogodzie do Polski, prognozuje się dzisiaj generację niemal 20 GW paneli słonecznych, a więc dokładnie połowę ich mocy zainstalowanej i niemal tyle samo, ile wyniesie dzisiaj maksymalne zapotrzebowanie polskich odbiorców. O godzinie 13:00, a więc w porze największego promieniowania słonecznego, sięgnie ono ok. 21,5 GW. Mając w systemie 2 GW w fotowoltaice margines bezpieczeństwa przesunąłby się z 50 MW na ponad 1000 MW, a to kolosalna poprawa komfortu operatora systemu przesyłowego.

Czy droga fotowoltaika może być najtańszym rozwiązaniem? O tym w dalszej części artykułu na portalu WysokieNapiecie.pl

Autor: Bartłomiej Derski, WysokieNapiecie.pl