Na spotkaniu z dziennikarzami Seibert odmówił natomiast zajęcia jednoznacznego stanowiska w sprawie zerwania rozpoczętych w 2005 roku rozmów. "Decyzja nie zależy tylko od Niemiec" - zastrzegł rzecznik kanclerz Angeli Merkel.

Seibert nie wypowiedział się też jednoznacznie za zwołaniem nadzwyczajnego szczytu UE w sprawie Turcji. "Taka decyzja należy do przewodniczącego Rady UE Donalda Tuska po konsultacjach z poszczególnymi państwami" - wyjaśnił.

"Mamy do czynienia z dużą liczbą aresztowań, zwolnień z pracy i innych represji w siłach zbrojnych, w administracji publicznej, świecie nauki. Przyjęliśmy do wiadomości, że rząd turecki wprowadził stan wyjątkowy na okres trzech miesięcy, co ułatwia dalsze represyjne działania" - mówił rzecznik niemieckiego rządu.

Seibert przypomniał w imieniu rządu w Berlinie o "znaczeniu praworządności i adekwatności podjętych środków". Jak dodał, na zdjęciach pokazywanych przez media widać u aresztowanych wyraźnie ślady fizycznej przemocy oraz przykłady upokarzania przeciwników przed włączonymi kamerami. "To wzbudza nasz niepokój" - zaznaczył Seibert.

>>> Czytaj też: Premier Turcji: Wciąż istnieje ryzyko kolejnej próby puczu

Prezydent Turcji i rząd muszą wykazać, że praworządność, którą werbalnie uznają, obowiązuje także w stosunku do zatrzymanych i oskarżanych - powiedział rzecznik niemieckiego rządu.

Seibert przytoczył słowa szefa MSZ Niemiec Franka-Waltera Steinmeiera, który powiedział, że "tylko udowodniony udział w czynach karalnych może być powodem ścigania przez organy państwowe, a nie rzekome polityczne poglądy".

Negocjacje akcesyjne z Turcją rozpoczęły się 11 lat temu. Dotychczas otworzono 15 z 35 rozdziałów negocjacyjnych.

W najnowszym sondażu Politbarometer na zlecenie niemieckiej telewizji publicznej ZDF przeciwko przyjęciu Turcji w najbliższych latach do UE wypowiedziało się 87 proc. ankietowanych. Tylko 9 proc. poparło wstąpienie tego kraju do Wspólnoty. W październiku 2015 roku za przyjęciem Turcji było 29 proc. uczestników sondażu, a przeciwko 60 proc.

87 proc. Niemców uważa, że demokracja w Turcji jest zagrożona; tylko 8 proc. nie podziela tych obaw.

Dziennik "Tagesspiegel" pisze o wywieraniu przez zwolenników prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdogana coraz większej presji na mieszkających w Niemczech Turkach o odmiennych poglądach politycznych. Osoby związane z mieszkającym w USA islamskim kaznodzieją Fethullahem Gulenem są celem hejtu - pisze Frank Jansen. Władze Turcji oskarżają Gulena o przygotowanie nieudanej próby puczu i domagają się jego ekstradycji.

Ercan Karakoyun - szef związanej z Gulenem fundacji Dialog i Oświata - powiedział dziennikarzowi, że "przestał liczyć pogróżki docierające do niego za pośrednictwem Twittera i Facebooka". W Gelsenkirchen i kilku innych miastach doszło do ataków na placówki związane z kaznodzieją. Według "Tagesspiegla" w Berlinie mieszka od 5 do 10 tys. sympatyków Gulena.

Rzecznik MSW Tobias Plate powiedział, że nie ma żadnych wiadomości wskazujących na próby sterowania przez Ankarę działaniami zwolenników Erdogana na terenie Niemiec. Szef MSW Thomas de Maiziere oświadczył, że nie dopuści do przenoszenia konfliktów pomiędzy zwalczającymi się grupami w Turcji na teren Niemiec.

>>> Czytaj też: Kurs tureckiej liry na dnie, a może być jeszcze gorzej [ANALIZA]