statystyki

Bąk: Ta troska o bezpieczeństwo w końcu nas zabije [FELIETON]

14 sierpnia 2016, 06:12
Źródło:Dziennik Gazeta Prawna
Peugeot 308 GTi materiały prasowe

Peugeot 308 GTi materiały prasoweźródło: Dziennik Gazeta Prawna

Jestem poważnie zaniepokojony faktem, że nasz świat zaczynają urządzać faszyści od bezpieczeństwa. Ludzie, którzy chętnie nakazaliby nam chodzenie po ulicach w kaskach z kewlaru, jeżdżenie samochodami maksymalnie 15 km/h, mycie rąk 18 razy dziennie, regulowanie oparcia biurowego fotela z dokładnością do 0,0001 stopnia, a nawet podcieranie się papierem o ustawowo określonej gęstości. Jeszcze bardziej jednak zaniepokojony jestem tym, że urządzanie świata w ten sposób zaczyna się nam podobać.

Reklama

Reklama

Jak być może pamiętacie, przez ostatnie kilka tygodni przemieszczałem się skuterem. Uznałem, że skoro jego silnik ma pojemność kartonu mleka, a maksymalna prędkość wynosi śmieszne 120 km/h, to jedynym, czego potrzebuję do jego prowadzenia, jest kask. I to taki, w którym moje policzki, usta i oczy pozostają odsłonięte. Cała reszta mojej garderoby pozostała bez zmian: materiałowe spodnie, koszula i tenisówki. Gdy jeden ze znajomych zobaczył mnie w takim stroju, wyznał, że miał mnie za mądrzejszego oraz określił mianem „skrajnie nieodpowiedzialnego”. A następnie głosem nieznoszącym sprzeciwu zasugerował, abym natychmiast przeznaczył równowartość dwóch swoich pensji na zakup ochraniaczy, specjalistycznych butów, jakiegoś pająka na plecy, pełnego kasku (cokolwiek to znaczy), rękawic oraz skórzanego kostiumu, w którym wyglądałbym jak właściciel klubu sado-maso. Na litość boską! Przecież to skuter, którym jeżdżę po okolicznych wsiach! Jeżeli zedrę sobie na nim kolano, to przynajmniej będę miał czym się pochwalić na Facebooku!

Łukasz Bąk szef sekretariatu redakcji

Łukasz Bąk szef sekretariatu redakcji

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Poza tym uważam, że blizny, skazy, odrapania i inne pozostałości po przygodach z młodości uatrakcyjniają faceta bardziej niż wydepilowane pachy i obcisłe rurki. A same przygody hartują, uczą wytrwałości i przezwyciężania własnych słabości. Wiem to, bo w młodości miałem kilka bolesnych wypadków. Zjeżdżając w wieku 10 lat na krechę z Nosala, wjechałem jakieś 30 metrów w las, łamiąc narty i rozcinając sobie łuk brwiowy. Był 1992 r., więc chyba nie muszę dodawać, że kasków używali wówczas wyłącznie górnicy. Czy to sprawiło, że oddałem się jakimś bezpieczniejszym zabawom, np. grze w bierki? Oczywiście, że nie. Raptem kilka miesięcy później podczas wakacji we Francji wywaliłem się na deskorolce tak, że moja twarz przypominała surowy befsztyk wołowy. Na granicy moi rodzice przez kilka godzin przekonywali celników, że dziecko ze zdjęcia w paszporcie to naprawdę ja. Pamiętam jeszcze, że dwa razy przekoziołkowałem przez kierownicę roweru – za każdym razem akurat zjeżdżałem z górki, robiłem podskok i odpadało mi przednie koło. A, i jeszcze przeszedłem kiedyś przez pokojowe drzwi. A konkretnie przez szybę, która była w nich zamontowana. Oraz wepchnąłem sobie metalową kulkę od łożyska przez nos w okolice płata czołowego.

>>> Czytaj też: Bąk: Byłem jak Maverick z "Top Gun". Na skuterze [FELIETON]

Tymczasem gdy dzisiaj mój trzyletni syn jeździ po parku bez kasku i ochraniaczy, a ja zachęcam go, żeby pedałował szybciej, ludzie grożą mi odebraniem praw rodzicielskich. Na placu zabaw pozwalam młodemu szaleć do woli, sam siadam na ławce i otwieram gazetę. Nie mogę jednak jej czytać, bo moją uwagę zbytnio pochłaniają matki biegające jak cienie za swoimi dziećmi i karcące je: „Nie wchodź tam, bo za wysoko, za daleko, za szybko, bo się potkniesz, wytrzyj nosek, zawiąż bucika, nie zdejmuj okularów, zejdź ze słońca, idź na słońce, bo się ubrudzisz, umyj rączki, nie dotykaj” etc. Ojcowie niestety nie są lepsi. Na basenie każą zakładać dzieciom specjalne kamizelki do pływania, rękawki i koła. Jednocześnie. Nie żartuję. Nie dalej jak tydzień temu widzieliśmy na pływalni dzieciaka, który miał na sobie więcej asortymentu ratunkowego niż było na całym Titanicu. Wydaje mi się, że żadna z części jego ciała nie dotykała wody – zapewne na wypadek, gdyby znajdowała się w niej jakaś bakteria mogąca spowodować chwilową, zupełnie niegroźną wysypkę.

Potrzeba uczynienia życia naszych dzieci bezpieczniejszym doprowadziła nas na skraj absurdu. Za chwilę będziemy zakładali im kaski podczas każdego przeziębienia – żeby kichając nie rozbiły sobie niechcący głowy. Obawiam się, że skutki tego będą opłakane – wyhodujemy pokolenie, które po przecięciu sobie palca nożem będzie wymagało tygodniowej hospitalizacji i długotrwałej terapii psychologicznej. A po uderzeniu się młotkiem w palec będą od razu prosili o eutanazję.

Ponieważ zostało mi już bardzo mało miejsca, a jeszcze nie zająknąłem się o żadnym samochodzie, to pozwólcie, że bez poszukiwania wyrafinowanych aluzji związanych z bezpieczeństwem od razu przejdę do peugeota 308 GTi, którym jeździłem jakiś czas temu. Francuzi nazywają go hot-hatchem i na dowód tego, że faktycznie nim jest, przytaczają kilka suchych faktów: silnik o pojemności zaledwie 1,6 litra generuje imponujące 272 konie, przyspieszenie do setki trwa zaledwie 6 sekund, a prędkość maksymalna wynosi robiące wrażenie 250 km/h. Jestem pewien, że miłośnicy podrasowanych hatchbacków w tym miejscu głośniej przełknęli ślinę, dostali gęsiej skórki, a po karku przebiegł im przyjemny dreszczyk. Ale niestety, gdy już usiądzie się za kierownicą GTi, wszelkie oznaki podniecenia bezpowrotnie znikają. Przykro mi bardzo, ale te 272 konie mają temperament kucyków z karuzeli w wesołym miasteczku. Są łagodne, uśmiechnięte i prawdopodobnie mają warkoczyki i różowy kolor. Owszem, przyspieszają żwawo, ale nie towarzyszy temu absolutnie żadne „wow”, jakiego z pewnością należy oczekiwać po takim aucie. Możecie za to być pewni, że gdy popada, to każdy z tych kucyków zrobi wszystko, co w jego mocy, by wyrwać wam kierownicę z rąk – bo 308 GTi ma napęd wyłącznie na przednią oś. Ma też manualną skrzynię biegów o zdecydowanie zbyt długich skokach lewarka, za miękkie zawieszenie, a dźwięki, jakie z siebie wydaje, przypominają raczej charczącego astmatyka niż sportowe auto. W dodatku w zakrętach jest silnie podsterowny, ale tylko po to, żeby w najmniej oczekiwanym momencie stać się nadsterownym.

Nie zrozumcie mnie źle – 308 GTi jest bardzo dobrym hatchbackiem: szybkim, komfortowym, świetnie wykonanym, wygodnym, przestronnym i zaskakująco ekonomicznym (przy spokojnej jeździe pali 7 litrów benzyny). Jednak w żadnym wypadku nie jest hot-hatchem. Przypomina mi trochę człowieka, który założył dres, wypiął klatę, wciągnął brzuch, rozstawił szerzej nogi i udaje napakowanego sportowca. Ale gdy tylko każecie mu biec, po pięciu metrach się potknie, przewróci, a waszym oczom ukaże się jego piwny brzuszek.

Szczerze mówiąc, nie mam bladego pojęcia, z myślą o kim Peugeot zbudował ten samochód. Jeśli miałbym strzelać, to powiedziałbym, że o ludziach z działu BHP. Francuzi stworzyli pierwszego na świecie bezpiecznego hot-hatcha. Bezpiecznego w tym sensie, że ani razu nie przeszło mi przez myśl, że mógłbym nim jeździć szybko, brutalnie, agresywnie i na granicy przyczepności opon. Nie wzbudził we mnie absolutnie żadnych emocji. Chyba że chodzi o emocje towarzyszące pływaniu w basenie w kamizelce ratunkowej, kole ratunkowym, rękawkach i z płetwami na nogach.

>>> Czytaj też: Usterka zabezpieczeń w 100 mln aut na świecie. Hakerzy mogą zdalnie otworzyć samochody

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

Reklama

Reklama

  • Krzysiek(2016-08-14 08:56) Odpowiedz 237

    bardzo dobry artykuł a ty Marcin to widać delikatny jesteś

  • joanna(2016-08-14 08:56) Odpowiedz 207

    Na strachu robi sie dobra kasę. Kaski, ciuchy ochronne, suplementy anty-coś-tam, "bezpieczne samochody" - bezpieczny to jest taki co na parkingu stoi i nikt w nim nie siedzi na wypadek staranowania przez ciężarówkę, a na koniec cykorom można wcisnąć psychotropy na umieranie codziennie ze strachu, że się kiedyś umrze. Biznes się kręci.

  • Marcin(2016-08-14 07:18) Odpowiedz 1942

    Drogi Forsalu, To już kolejny artykuł Pana Bąka, który jest nieczytalny. Wśród opiniotwórczych portali o zabarwieniu ekonomicznym jesteście wspaniałym źródłem komentarzy i informacji... oprócz wszystkich artykułów Pana Łukasza. Nie dość, że nieśmieszne to w korwinistyczny sposób próbują wytłumaczyć świat, który wcale nie jest taki prosty i budują fałszywy obraz w młodym pokoleniu i wśród młodych czytelników. Dowcip jest nieśmieszny i niewyważony. Pierwszy przykład z brzegu - ubranie ochronne na skuter czy motor nie jest na wywalenie się na asfalt podczas przejazdu po Klewkach ale po to by jak w kogoś uderzy samochód mieć jak największe szansę na przeżycie.

    Pokaż odpowiedzi (1)
  • ggg(2016-08-14 10:21) Odpowiedz 1719

    Autor na siłę prubuje być takim polskim Jeremim Clarcsonem. Ale miernie mu to wychodzi...

  • miron(2016-08-14 22:11) Odpowiedz 144

    A mnie się bardzo artykuł podoba - lekki i żartobliwy .

  • ed(2016-08-15 00:07) Odpowiedz 61

    Mnie ciuchy motocyklowe uratowały przed poważnymi obrażeniami gdy wyłożyłem się na skuterze 125 przy 60km/h i poleciałem asfaltem na zaparkowany samochód. Skończyło się na obitej stopie, ale gdyby nie buty motocyklowe, kurtka, ochraniacze na kolana, rękawice byłoby marnie. Zrobiłem jeden błąd, mimo że mam kat A od 17lat - pies mi wyleciał na drogę, a ja równocześnie gwałtownie skręciłem i wcisnąłem hamulce, nawet ABS mnie nie uratował.

    Pokaż odpowiedzi (3)
  • winif(2016-08-15 00:16) Odpowiedz 511

    Przez takie osoby jak red. Bąk, który po raz kolejny daje popis swojej totalnej ignorancji z zakresu BRD i pojęcia o rzeczywistości na poziomie zbuntowanego 13latka mamy w Polsce regularną rzeźnię na drogach. Gratulacje dla redakcji za promowanie tego typu "przemyśleń"

  • Piotrek(2016-08-15 19:39) Odpowiedz 33

    1. karton mleka ma 1 litr, to więcej niż pojemność najsłabszych motocykli, a autor pisze o skuterze. 2. jeśli dla autora 120 km/h jest smieszne, to potwierdzam opinię jego znajomych. Jest nieodpowiedzialny. W mieście NIE JEŹDZI się z taką prędkością, choć przypuszczam że dla autora to nic nowego. 3. "mógłbym nim jeździć szybko, brutalnie, agresywnie i na granicy przyczepności opon" - to również jest niezgodne zprzepisami. O przepisach nie będziemy tu teraz decydować, ale skoro autor był kiedyś we francji, to powinien wiedzieć, że tam czasemi znak ograniczenia prędkości 70km/h na wiejskiej dorodze to i tak za dużo i Polacy NIECHCĄCY biorą niektóre zakręty z piskiem opon... 4. To o tej metalowej kulce łożyska wciśniętej do głowy przez nos podobało mi się najbardziej. Pewnie ta kulka tam została i jest powodem, że autor zachowuje się jak by miał 15 lat... (sam taki byłem, ale przestałem na długo przed tym, jak zaczęły mnie boleć kości, stawy i głowa przy każdej zmianie pogody...)

  • lstrrg(2016-08-15 12:23) Odpowiedz 20

    Ja wczoraj rozbilem sobie luk brwiowy uczac sie jezdzic na czyms co przypoinalo same kolka od wrotek i budzac sie co chwile w nocy zastanawialem sie czy moze nie zamienilbym tego doswiadczenia na jazde w kasku, ale doszedlem do wniosku, ze jak nie zygam to nie ma o czym mowic. Rano obudzilem w rewelacyjnym nastroju. :) Dla zlosliwych: Tak, mam kask. Nie, nie jestem dzieckiem. Nie, nie byl to lekki upadek.

  • Paweł Papke(2016-08-15 11:14) Odpowiedz 28

    Te "artykuły" są tragiczne. 80% tekstu nie związana z tematem, będąca płytkimi przemyśleniami autora, by na końcu 20% tekstu poświęcić na "zadany temat", w dodatku tak płytko, że to nic nie wnosi. Płacicie za takie artykuły? Jeśli tak to mogę wam przesyłać codziennie jeden, akurat jadąc 30 min autobusem do pracy zdążę napisać takie parę zdań o niczym.

  • Clarkson(2016-08-15 13:28) Odpowiedz 04

    Dont you copy me

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Polecamy

Wiadomości branżowe

Tylko na Forsal.pl

Infografiki, wykresy, mapy

Opinie

Najnowsze galerie>>

wszystkie »

Finansopedia forsal.pl

popularnenajnowsze