statystyki

Wściekli frankowcy, rządowa gra na przeczekanie. Opery mydlanej ciąg dalszy

12 sierpnia 2016, 18:09 | Aktualizacja: 13.08.2016, 00:12
Źródło:RynekPierwotny.pl
Frank szwajcarski

Frank szwajcarski źródło: Bloomberg
autor zdjęcia: Chris Ratcliffe

Najnowsza propozycja prezydenckich ekspertów od restrukturyzacji mieszkaniowych kredytów frankowych dowodzi po raz kolejny, że systemowe rozwiązanie przedmiotowej kwestii w polskich realiach jest przedsięwzięciem co najmniej mocno kłopotliwym. Czy i tym razem uda się na jakiś czas zneutralizować narastającą irytację frankowców?

Reklama

Reklama

Aktualny projekt tzw. ustawy frankowej autorstwa Kancelarii Prezydenta RP ujrzał światło dzienne na początku sierpnia po niemal dokładnie półrocznym okresie oczekiwania. Oznaczało to długie 6 miesięcy niepewności nie tylko dla żywotnie zainteresowanych przedmiotowym tematem frankowców i ich wierzycieli hipotecznych, ale także dla rodzimej giełdy, na której koniunkturę w decydującym stopniu kreują zagrożone widmem przewalutowania hipotek spółki sektora bankowego – tłumaczy Jarosław Jędrzyński z portalu RynekPierwotny.pl. Jak się okazało, publikacja projektu ustawy wyraźnie ucieszyła inwestorów giełdowych, w przeciwieństwie do frankowców, którzy z oczywistych względów poczuli się wręcz wyprowadzeni w pole.

Opery mydlanej ciąg dalszy

Projekt nie zawiera bowiem realizacji prezydenckiej obietnicy z czasów kampanii wyborczej, przyrzekającej przewalutowanie mieszkaniowych kredytów frankowych po pierwotnym kursie helweckiej waluty. Zawiera natomiast zapowiedź zwrotu przez banki swoim klientom hipotecznym zadłużonym w obcych walutach kwot niesłusznie pobranych nadwyżek spredów ponad dopuszczalny pułap. Banki wg. założeń projektu poniosą koszt nie większy niż 4 mld zł, co w porównaniu z przewidywanymi stratami z tytułu przewalutowania jest niewiele znaczącą kwotą.

Co więcej, nowe regulacje radykalnie różnicują sposób wyliczania zwrotu dla kredytów denominowanych i indeksowanych, zdecydowanie faworyzując te ostatnie. Wskutek tego posiadacze hipotek o statusie denominowanych w obcych walutach mogą zostać nawet całkowicie wyeliminowani z kręgu beneficjentów ustawy, co wydaje się rzeczą wręcz kuriozalną.

>>> Czytaj też: Frankowicze grożą: Przestaniemy płacić raty. Prezes ZBP odpowiada: Traficie na listę dłużników

Oczywistym powodem zaniechania przewalutowania od zawsze było i jest obecnie przede wszystkim ryzyko silnego podkopania fundamentów rodzimego sektora bankowego, co zachwiałby całym krajowym systemem finansowym, prowadząc niechybnie do długotrwałego osłabienia parametrów polskiej gospodarki. Czy to oznacza koniec nadziei frankowców na „powrót z dalekiej podróży”?

Jak w każdej popularnej „operze mydlanej” scenariusz każdego odcinka powinien zawierać motyw zapowiadający mniej lub bardziej ciekawy rozwój wypadków w przyszłości. Takim motywem w przypadku projektu nowej ustawy frankowej jest powołanie przez Komitet Stabilności Finansowej tzw. Grupy roboczej ds. ryzyka walutowych kredytów mieszkaniowych – dodaje ekspert portalu RynekPierwotny.pl. W jej skład wejdą osoby w największym stopniu odpowiedzialne za stan państwowej kasy: prezes NBP, minister finansów, szef KNF oraz prezes BFG. To na ich barki prezydencka kancelaria przerzuciła dość niewdzięczny balast kontynuacji prac nad restrukturyzacją mieszkaniowych kredytów walutowych. Co to oznacza?

Gra na przeczekanie

Wszystko wskazuje na to, że mamy do czynienia ze swoistą grą, by nie powiedzieć obliczoną na przeczekanie spekulacją rodzimych decydentów. Jest ona prawdopodobnie oparta na dość wątpliwej wiarygodności założeniu, że nawet pełna materializacja kryzysu kredytów hipotecznych wysokiego ryzyka w sytuacji ewentualnego załamania notowań złotego do głównych walut, nie wywołałaby istotnie większego „tsunami” w bankowych bilansach aniżeli systemowy nakaz przewalutowania hipotek po kursie z dnia podpisania umowy kredytowej. Po co wiec wydawać skazujący wyrok na własny system bankowy?

Tego typu strategia, choć nie do końca bezpieczna, wydaje się mimo wszystko jak najbardziej rozsądna, zwłaszcza w obecnym okresie, gdy to polski złoty „pręży muskuły” w stopniu nieobserwowanym od bardzo dawna. Trzeba bowiem pamiętać, że w warunkach rynkowych każda tendencja ma swój początek i koniec. Podobnie będzie z trendem spadkowym złotego do franka czy euro, który kiedyś nie tylko wyczerpie swój potencjał, ale także ulegnie odwróceniu. Kto wie, może już teraz mamy do czynienia ze wstępnymi sygnałami tego typu zjawiska.

W grupie siła

W tej sytuacji niezadowolenie, by nie powiedzieć frustracja frankowców jest zjawiskiem jak najbardziej naturalnym. Społeczność hipotecznych kredytobiorców walutowych, skupiona wokół stowarzyszenia Stop Bankowemu Bezprawiu, najpierw wystosowała apel do Prezydenta RP o wycofanie feralnego jej zdaniem projektu ustawy o zasadach zwrotu niektórych należności wynikających z umów kredytu i pożyczki. Następnie zapowiedziano eskalację protestów, manifestacje, a nawet akcję obywatelskiego nieposłuszeństwa, która miałaby polegać na okresowym zaprzestaniu spłacania rat kredytów. Wygląda więc na to, że już niebawem „będzie się działo” – przypomina Jarosław Jędrzyński z portalu RynekPierwotny.pl.

Jednak nie to jest najważniejsze. Bardziej zastanawiającym zjawiskiem jest rosnąca siła oddziaływania frankowców na rodzimą rzeczywistość społeczno-polityczno-gospodarczą.

Liczba mieszkaniowych kredytów denominowanych bądź indeksowanych frankiem szwajcarskim wynosi około 530 tys., z kolei wszystkich walutowych o mniej więcej 100 tys. więcej. Jeśli wolumeny te przeliczyć na ilość rodaków życiowo zainteresowanych ostateczną restrukturyzacją przedmiotowych zobowiązań (sami dłużnicy plus dorośli członkowie ich najbliższej rodziny), to liczba może spokojnie przekroczyć 3 miliony osób. W sumie mamy więc kilkanaście procent populacji pełnoletnich Polaków zamieszkałych w kraju.

Razem stanowi to ponad miarę liczną, budzącą coraz większy respekt społeczność, w dodatku silnie zdeterminowaną i coraz lepiej zintegrowaną oraz zorganizowaną. Nie ma najmniejszych wątpliwości co do tego, że dotycząca mieszkaniowych kredytów walutowych wyborcza obietnica obecnego prezydenta, w połączeniu ze ślepą wiarą frankowców w jej spełnienie, w decydujący sposób zaważyła nie tylko na wyniku ubiegłorocznych wyborów prezydenckich, ale także parlamentarnych. Jest więc niemal pewne, ze aktualna rzeczywistość społeczno-polityczna kraju, czy się ona komuś podoba czy nie, jest w decydującym stopniu efektem desperackiej próby „wyprostowania” swojej sytuacji ekonomicznej przez frankowców. Czy jest to najlepszy prognostyk dla rodzimej gospodarki, sytuacji społeczno-politycznej kraju i perspektyw budowy dobrobytu Polaków w najbliższych latach, zapewne czas pokaże.

Autor: Jarosław Jędrzyński, RynekPierwotny.pl

>>> Czytaj też: Banki wciąż rządzą systemem? Modzelewski: Brak "odwalutowania" kredytów to fatalny sygnał [WYWIAD]

Reklama

Reklama

  • Zdziwiony(2016-08-12 18:28) Odpowiedz 72

    Czy naprawdę autor artykułu sam siebie zacytował?

  • Ktis(2016-08-13 23:34) Odpowiedz 43

    Ku... i tak płaca od kredytu w zł mniej o co im chodzi wielcy przegrani trzeba było myśleć głową. Wiadomo że jak frank spadł to wróci do wartości starej ja mam kredyt w zł i nie mam problemu. Teraz narzekać pikiety itp.

    Pokaż odpowiedzi (1)
  • Misiek(2016-08-13 12:25) Odpowiedz 20

    To w redakcji Forsala nie wyłapali tego. Czasami autorzy wysyłają cytaty w tekście, bo redakcje mają w dupie prawa autorskie i podpisują wszystko jako "Materiały prasowe".

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Polecamy

Wiadomości branżowe

Tylko na Forsal.pl

Infografiki, wykresy, mapy

Opinie

Najnowsze galerie>>

wszystkie »

Finansopedia forsal.pl

popularnenajnowsze