UOKiK wydał istotny pogląd w sprawie frankowiczów procesujących się z mBankiem, w którym jest napisane, że niektóre zapisy w umowach powodują nieważność całych kredytów walutowych. Jak to zmienia sytuację frankowiczów?

Istotny pogląd dotyczy zawsze konkretnej sprawy. Nie da się go zastosować do ogółu frankowiczów. A ten pogląd dotyczy zasad oprocentowania, czyli kosztu, a nie samej istoty kredytów frankowych.

Czy w takim razie będą kolejne istotne poglądy UOKiK dotyczące tej kwestii?

Na pewno – będą dotyczyły także rynku finansowego. Obecnie mamy siedem wniosków, a każdy obywatel na etapie procesu sądowego może się do nas o taki istotny pogląd zwrócić. Gdy uznamy, że naruszony został interes publiczny, to wydamy pogląd w danej sprawie.

Wielu uważa, że ten pogląd jest zbyt miękki. UOKiK mówi jedynie o tym, że zapisy „mogą powodować”, a nie „powodują” nieważność. To ukłon w stronę banków?

Nie. Byliśmy ograniczeni tym, że klienci mBanku poszli do sądu z wysokością rat. To było dawno temu, bo w 2010 r. Wówczas problem samych franków tak nie doskwierał, a i spór sądowy dotyczył de facto czegoś innego. Można powiedzieć, że klienci zaskarżyli tylko zepsute światła, podczas gdy w samochodzie nie działa cały silnik. My zatem odnosimy się jedynie do świateł. Jednak może to spowodować, że cały samochód nie nadaje się do użytku.

A może się okazać, że tak właśnie jest?

Trudno powiedzieć. Szczegóły umów mogą powodować istotne różnice. Dobrym przykładem są ujemne LIBOR-y. Jeśli bank określił w umowie, że oprocentowanie nie może być ujemne, to UOKiK nie może się do tego odnieść i podjąć działań.

Jaka będzie ogólna strategia UOKiK w sprawie franków?

Pamiętajmy, że urząd ma czasem związane ręce, np. okresem przedawnienia. Gospodarzem tematu frankowego pozostaje prezydent. Oczywiście całe państwo funkcjonuje jako jeden organizm, jednak kluczową rolę ma do odegrania Komitet Stabilności Finansowej i rozwiązania związane z wymogami kapitałowymi. Ryzyko kredytów walutowych determinuje wyższe wymogi kapitałowe, nawet jeśli statystyki wskazują, że spłata kredytów walutowych jest lepsza niż złotowych.

Co jest największym wyzwaniem?

Pełna realizacja żądań frankowiczów mogłaby doprowadzić do znacznego pogorszenia sytuacji banków, a co za tym idzie inni klienci mogliby się czuć zagrożeni. Nie możemy ryzykować wypłacalnością. Z kolei osobiście boję się, że kursy mogą znowu wzrosnąć. To ciąży na gospodarce.

>>> Polecamy: Na kogo powinni uważać kredytobiorcy? Powstanie lista "trujących banków" [WYWIAD]

Jednak czy przesadna ochrona konsumentów frankowych nie oznacza dyskryminacji kredytobiorców złotowych?

Musimy odnaleźć się w konkretnej, zastanej sytuacji. Posłużę się przykładem. Dachy na wsiach w dużej mierze pokryte są eternitem. Gdy dowiedziano się o szkodliwości tego materiału, trzeba było temu zaradzić. Oczywiście teraz wiemy, że można było używać blachodachówki, jednak to nie czas, żeby się nad tym zastanawiać. Równie dobrze można powiedzieć, że 10 lat temu można było zakazać takich kredytów, zwłaszcza że wiedzieliśmy o doświadczeniach ze świata. Mamy jednak inną rzeczywistość. Jesteśmy na etapie oczyszczania Polski z eternitu.

A co ze sprawą polisolokat?

Jesteśmy na dobrej drodze do porozumienia. Są trzy problemy. Pierwszy: ludzie chcieli kupić coś innego, czyli tzw. misselling. Drugi to koszty wycofania. Trzeci: wartość jednostek uczestnictwa. Misselling budzi największy sprzeciw, bo jest zupełnie poza dobrymi obyczajami – np. 70-latek zamiast półrocznej lokaty dostawał produkt na 25 lat. Wycofanie się także powinno być tańsze, bo zdarzało się, że koszty sięgały kilkudziesięciu procent wpłaconych środków. Udało nam się zmniejszyć te opłaty. Chcemy to rozszerzyć na cały portfel i na razie jesteśmy w trakcie roboczych spotkań z Polską Izbą Ubezpieczeń. Przed nami wiele do wypracowania, co będzie wymagało również rozmów z poszczególnymi ubezpieczycielami. Mamy nadzieję, że wstępne efekty negocjacji poznamy we wrześniu. Najpóźniej do końca roku chciałbym zakończyć proces.

Jak wyglądają rozmowy z ubezpieczycielami?

Negocjacje muszą się odbywać przy współudziale nadzoru ubezpieczeniowego. Zmiana reguł powoduje, że wymogi kapitałowe ubezpieczycieli mogą się zmienić. Trzeba zatem uważać, aby firma nie popadła w tarapaty. Negocjujemy też, czy rozszerzać działania tylko na obecny portfel, czy na pojedyncze przypadki wykupionych polis.

W jaki sposób zwiększać świadomość konsumentów?

Edukujemy. Robimy kampanie społeczne. Widzimy, że poziom świadomości wzrasta, również jako skutek negatywnych doświadczeń – obecnie nie ma 5,5 mln polisolokat, jak zwykło się podawać w mediach, lecz poniżej 3 mln. Poza tym to nie jest pierwszy problem polisolokatowy. Na początku XXI w., podobnie jak teraz, wiele osób rezygnowało i było rozczarowanych relacją wpłaconych środków do otrzymanych aktywów. Liczba rezygnacji była wyższa niż teraz, więc widzimy efekty edukacji. Finanse UOKiK są ograniczone, ale robimy wszystko, co w naszej mocy.

>>> Czytaj też: Chorwacki sposób na kredyty frankowe. Potężny cios w banki